Często były gwiazdami szklanego ekranu. Grały główną rolę w filmie
Jamesa Ivory "Pokój z widokiem" czy w słynnym „Oknie na podwórze”
Hitchcocka. Okna pobudzają wyobraźnię, są naszym pierwszym kontaktem ze światem. I dlatego tak ważne jest, jak wyglądają.
Spacerując ulicami miast, lubię patrzeć na okna. Wyobrażam sobie zawsze, jakie skrywają wnętrza i kim jest ich właściciel. Mam kilka takich ulubionych okien. Pierwsze na Krakowskim Przedmieściu: pozdrawia mnie zawsze migotaniem starej lampy, jej ciepłe światło odbija się od starannie upiętej koronkowej zasłonki. Drugie odnalazłam we Florencji. Dzięki odsłoniętym storom mogłam podglądać ze swojego pokoju tradycyjną włoską rodzinę, która co wieczór zasiadała do wspólnej kolacji. Trzecie, odległe i niedostępne, zobaczyłam w weneckim pałacu, płynąc vaporetto po Canale Grande. Przez oprawione w ołów szybki widać było w świetle żyrandoli kontury ciężkich gobelinowych kotar. Każde z tych okien wprowadzało do domu odmienny klimat: klasyczny, śródziemnomorski, pałacowy. Wyróżniały je tkaniny, ciekawie oprawione szyby bądź architektoniczne detale. Przyciągały wzrok i reprezentowały kamienicę. Bo właśnie taka powinna być rola okna: z zewnątrz jest wizytówką domu, w środku stanowi dopełnienie wnętrza, nadaje mu ton.
Nie bez powodu używa się określenia „okno na świat”. Przecież pierwszą rzeczą, jaką często robimy po przebudzeniu, jest zerknięcie, co dzieje się na dworze. To właśnie od dobrego kadru - upiętej tkaniny i ciekawie dobranych szybek - może zależeć, czy dzień będzie udany. I pomyśleć, że kiedyś w Wielkiej Brytanii okna specjalnie zamurowywano, żeby uniknąć za nie obowiązkowych opłat. Dopiero kiedy w 1851 roku podatek zniesiono, ludzie zaczęli je na nowo wstawiać i ozdabiać. I tak, aby zwiększyć ilość wpadającego światła, w XIX wieku pojawiły się wiktoriańskie okna wykuszowe. Ustawiano przy nich ławeczki, które były idealnym miejscem, żeby usiąść i podziwiać widoki.