Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
ola
dla mnie trochę za dużo maniery ale w sumie super, bo artysta z dużą fantazją i czuć starą szkołę.Poniedziałek, 02 lutego 2009, 20:17
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 01 » Władca lalek
Aż chciałoby się zacząć „dawno, dawno temu, za siedmioma górami…”. Niestety, trzeba trzymać się rzeczywistości. Niechaj więc będzie: jeszcze niedawno żył w Krakowie artysta o łagodnym uśmiechu i głowie pełnej snów. Na studiach przyjaciele „ochrzcili” go „Balzakiem” – bo nie dość, że bardzo przypominał słynną, odrzuconą przez paryski Salon rzeźbę Rodina, także styl pracy miał podobny do wielkiego powieściopisarza. Aby tworzyć, potrzebował bezwzględnego spokoju, wielu godzin skupienia w izolacji od świata. I tak jak Balzac uwielbiał czarną kawę. Siadywał niemal codziennie w nieistniejącej już kawiarni „Warszawianki” przy ulicy Sławkowskiej albo w „Astorii” na św. Jana i nad filiżanką kawy rozmyślał o tylko sobie znanych sprawach. W przeciwieństwie do „awanturniczych” przyjaciół (w tym Kantora, Tchórzewskiego, Nowosielskiego) był niezwykle łagodny, spokojny, anielsko wręcz cierpliwy. Przy tym, jak wspomina Jerzy Tchórzewski, „jego łagodność nie miała nic z niezdecydowania, z miękkości, chwiejności”. Nie brał udziału w żarliwych dysputach, chyba że jako obserwator. Gdy usiłowano go zmusić do opowiedzenia się po którejś ze stron sporu, bronił się nieśmiało, stwierdzając, że „mało mówi i nie będzie się wypowiadał”. Publiczne zabieranie głosu było dla niego udręką – kiedy w 1957 roku dziennikarz „Przekroju” usiłował przeprowadzić z nim wywiad, Mikulski nie odpowiedział na żadne pytanie i dopiero na końcu wydusił z siebie ciche „acha”. Za to z dala od widowni i mediów, w bezpiecznym zaciszu swojej pracowni, potrafił godzinami snuć gawędę o sztuce. Cicho i spokojnie, bez wydawania wyroków, że „to jest dobre, a tamto beznadziejne”, bez krytykowania. Dla miernot miał co najwyżej „ciepły, dyskretny uśmiech współczucia”. Jednego tylko nie był w stanie znieść – pozerstwa. A potrafił je wyczuć na kilometr.
Tymczasem pod powierzchownością ospałego, oderwanego od rzeczywistości marzyciela chował się człowiek renesansu. Nie tylko malarz, ale i scenograf, reżyser teatralny, projektant masek, lalek i plakatów, ilustrator (któż z nas nie pamięta „Ferdynanda Wspaniałego” i jego psiego, melancholijnego oblicza?), poeta, aktor… Malarstwa uczył się, a raczej miał się uczyć, na krakowskiej akademii, na którą dostał się w 1938 roku. Kiedy wybuchła wojna, szkoła opustoszała, a studenci rozpierzchli się. Na szczęście Mikulski miał wybitny talent do „wyślizgiwania się” rzeczywistości. Najwyraźniej, jako istota nie do końca z tego świata, wciąż jedną nogą w krainie snu i fantazji, był przez nią ignorowany. W 1940 roku trafił do Kunstgewerbeschule – szkoły zawodowej, która okazała się akademią incognito i oprócz wykształcenia zapewniła artystycznym „niedobitkom” ochronę przed wywiezieniem na roboty przymusowe do Niemiec. Mikulski, razem z Tadeuszem Brzozowskim i Janiną Kraupe, od razu podpadł swojemu profesorowi malarstwa, Fryderykowi Pautschowi. Nie dało się pogodzić belferskiej słabości do nasyconych barw i młodzieńczej fascynacji malarstwem Makowskiego. Zbuntowana „paczka” wyżej od profesorskich wywodów ceniła sobie poglądy na sztukę Tadeusza Kantora, z którym odbywali długie rozmowy „po godzinach”. „Balzak” mieszkał wówczas jeszcze u rodziców, na ulicy Basztowej. Mimo że nie był jedynakiem (miał młodszą siostrę Zofię), dostąpił szczęścia posiadania własnego pokoju – odgrodzonego od strasznej okupacyjnej rzeczywistości grubymi kotarami i dźwiękami muzyki z gramofonu. Po wojnie Mikulski dorobił się pracowni-mieszkania – maciupeńkiej, ale za to przy reprezentacyjnej ulicy Floriańskiej. Tchórzewski nazywał ją „surrealistyczną bombonierką”. Tak jak w pokoju u rodziców obowiązywało w niej całkowite odcięcie od świata rzeczywistego. Nie było okien – tylko skośny, oszklony dach, a wnętrze porastała dżungla przedmiotów: pozawieszanych na nitkach dzwonków i kolorowych kulek, rekwizytów teatralnych, motyli, drewnianych ptaków, obrazów i niezliczonych książek, owoców bibliofilskiej pasji „Balzaka”. Do tego sztalugi i tapczan. Niczym stanowisko pracy baśniowego maga.
aktor, artysta, ilustrator, Kazimierz Mikulski, malarz, obraz, poeta, projektant, reżyser, scenograf, życiorys
Poniedziałek, 02 lutego 2009, 20:17
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.