Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Tatiana
Miłe mieszkanie trochę w stylu kolonialnym. Lubię takie.Piątek, 27 sierpnia 2010, 10:41
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 01 » Apartament pilota
Późno zabrałem się do spełniania swoich marzeń, bo dopiero około trzydziestki – śmieje się Kuba Benke. Ale dziś, gdy zrealizował się już zawodowo (jest szefem jednego z największych domów mediowych), może więcej czasu poświęcić pasjom. – Przez płot patrzyłem kiedyś na lotnisko w Gdańsku i pomyślałem, że chciałbym na nim wylądować samolotem – wspomina. Nie spodziewał się, że marzenie tak szybko się spełni. Trzy lata później zapisał się na kurs pilotażu. – Rzeczywistość przeszła moje oczekiwania. Zakochałem się w lotnictwie. Tylko raz miałem wątpliwości, kiedy instruktor zademonstrował mi korkociąg. Przez przednią szybę samolotu zobaczyłem wirujący las i serce podeszło mi do gardła. Wtedy pomyślałem, że może latanie jest nie dla mnie. Ale to była chwila – opowiada. – Teraz uwielbiam korkociągi i pokazuję je swoim uczniom.
Kuba jest dziś współwłaścicielem warszawskiej szkoły pilotażu „Runway” i instruktorem. Uczy latania na cessnach, ma nawet licencję pilota samolotów pasażerskich.
Niedawno spełnił też inne swoje marzenie. – Zawsze chciałem mieszkać na Mokotowie, tu chodziłem do przedszkola, podstawówki i liceum. Wtedy dojeżdżałem z Saskiej Kępy i traciłem mnóstwo czasu – opowiada. Gdy poszedł na Uniwersytet Warszawski, okazało się, że jego wydział – zarządzanie – jako jedyny mieści się... na Mokotowie. Tam też znalazł pierwszą pracę.
Ale dom zbudował pod Warszawą i znowu pół życia spędzał w drodze. W końcu kupił mieszkanie na osiedlu „Przy Oranżerii”, kilometr od swojej dawnej szkoły, w sąsiedztwie Pola Mokotowskiego. I to kolejny zbieg okoliczności... zanim powstało Okęcie, do 1933 roku właśnie na Polu znajdowało się warszawskie lotnisko.
Na osiedlu są stare świerki i dęby – pomniki przyrody – oraz zabytkowa oranżeria. Latem czeka ją generalny remont pod okiem konserwatorów zabytków i przyrody. – Dzięki niej nasze osiedle nie wygląda jak kolejne getto dla bogatych, ma duszę, a takich miejsc w Warszawie brakuje. Tu czuję się trochę jak w Krakowie albo w Amsterdamie – mówi Kuba. Zachwyciło go też mieszkanie – z drewnianymi oknami do samej ziemi i widokiem na trzy strony świata. Do tego obszerny taras i gałęzie dębów na wyciągnięcie ręki. – Kiedy jem tu latem śniadanie, czuję się jak w parku – tłumaczy Kuba.
Chciał, żeby mieszkanie było urządzone zgodnie z zasadami feng shui. Specjalistę wezwał zanim jeszcze pod budynek położono pierwszą cegłę. Ten obejrzał dokładnie plany i przeniósł łazienkę, bo nie może być na środku domu. Zlikwidował wejście z holu do kuchni, zaokrąglił część kantów, zaproponował stonowane kolory – na szczęście Kuba lubi ciepłe pastele – podpowiedział, jak ustawić meble. W apartamencie jest jeszcze mało drobiazgów, a te które widać, są raczej przypadkowe. – Jestem słaby w kupowaniu pięknych bezużytecznych rzeczy – śmieje się Kuba. Może z jednym wyjątkiem – fascynują go stare mapy. Na ścianie wisi angielski plan Warszawy z 1830 roku. Przy dzisiejszej ulicy Kasprzaka jest uroczy podpis „road to Paris”.
– Naprawdę lubię ten dom, to moja oaza. No i wreszcie mieszkam na Mokotowie, a do pracy jadę dziesięć minut – cieszy się Kuba.
Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Joanna Siedlar
kuchnia, łazienka, mieszkanie, nowoczesne wnętrze, salon, sypialnia, taras
Piątek, 27 sierpnia 2010, 10:41
Czwartek, 21 stycznia 2010, 18:53
Czwartek, 21 stycznia 2010, 18:46
Czwartek, 21 stycznia 2010, 18:42
Czwartek, 21 stycznia 2010, 18:39
Sobota, 04 października 2008, 18:13
Poniedziałek, 25 sierpnia 2008, 19:37
Niedziela, 08 czerwca 2008, 23:43
Piątek, 06 czerwca 2008, 18:56
Czwartek, 05 czerwca 2008, 00:24
Wtorek, 27 maja 2008, 15:16
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.