Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 03 » Niech brzęczy miedź



Niech brzęczy miedź

W biblijnym psalmie miedź brzęczy dźwiękiem pustym. W kuchniach całej Europy słychać było raczej metaliczne odgłosy pełnych garnków i dzbanków.

Bohdan Niesiecki, dworzanin księcia Bazylego Ostrogskiego, lubił sobie podjeść. Zachował się jadłospis jego przeciętnego „obiadu”. Na stole musiały się znaleźć: gęś, ćwiartka skopowiny (baraniny), para kapłonów, ser, pieczeń wołowa, trzy bochny chleba i dwa garnce miodu. Jak donoszą źródła, w Polsce sarmackiej uznawano to za zupełnie zwykły posiłek, choć obcokrajowcy kręcili nosami, że Polacy to „nie smakosze, ale obżartuchy”. Żeby taką ucztę przygotować, potrzebna była dobrze wyposażona kuchnia. A w niej – miedziane naczynia. Bo miedź znakomicie przewodzi ciepło i jest dość miękka, można ją zatem łatwo formować. Miedziane naczynia znajdziemy przede wszystkim w kuchni, choć był czas, gdy trafiały „na salony”.

Stulitrowe kotły królowej

Garnki, patelnie, cedzaki, formy do bab i galaret, rynienki do gotowania ryb – to tylko część przedmiotów, które można było znaleźć w dobrze wyposażonej kuchni. W 2003 roku królowa Danii Małgorzata II udostępniła turystom zwiedzającym pałac w Christiansborgu kolekcję królewskich naczyń miedzianych. Dość powiedzieć, że liczy ona blisko osiemset przedmiotów i waży prawie dwie tony! Najstarsze pochodzą jeszc­­­ze z XVIII wieku, współczesne z okresu międzywojnia. Liczba naczyń przestaje dziwić, jeśli pomyślimy, że w królewskiej siedzibie gotowano nawet dla tysiąca osób. Stąd też obecność w kolekcji stulitrowych kotłów do zupy. Miedź towarzyszy człowiekowi od tysiącleci, jednak przedmioty z zamierzchłych epok znajdziemy przede wszystkim w muzeach. Często nie są wykonane z czystego metalu, bo ten naturalnie zanieczyszczony niejako samoczynnie stawał się brązem lub podobnym stopem. Rozwój górnictwa miedziowego w średniowieczu sprawił, że metal rozpowszechnił się w całej Europie. Później zainteresowali się miedzią alchemicy. W starożytnej Grecji symbolem tego pierwiastka był egipski krzyż ankh, oznaczający życie wieczne. Skojarzenia z alchemią wywołują na przykład niemieckie czarki do wina o kulistej czaszy, pochodzące z XVI i XVII wieku, nazywane Tummler. Zdobiono je sentencjami o treści: „Gdy byłem żelazem, wszystko było przede mną. Teraz jestem miedzią i wszyscy mnie pragną”. Tajemnicza przemiana jednego metalu w drugi nie znajduje żadnego chemicznego uzasadnienia i należy ją traktować właśnie jako marzenie o mitycznym „kamieniu filozoficznym”. Co ciekawe, podobne inskrypcje cytuje półtora wieku później Johann Matthias Korabinszky w swoim „Almanachu”, dodając, że z miedzi wytwarza się „tabakiery, kubki, zegary słoneczne i inne drobiazgi”.

Konfitury tylko w rondlu

Przedmioty miedziane znaleźć można było zarówno w bogatych, jak i uboższych domach. Chętnie pijano z miedzianych kubków, uważnie jednak bacząc, by były pobielone. Strach budziła możliwość zatrucia grynszpanem, czyli hydroksyoctanem miedzi (powstaje, bo metalowa powierzchnia wchodzi w reakcję m.in. z zawartym w powietrzu dwutlenkiem węgla). Stąd też w dworach chętnie przyjmowano wędrownych rzemieślników, którzy parali się bieleniem garnków cyną, bo większość kuchennego wyposażenia stanowiły przedmioty miedziane. Jeszcze na początku XX wieku poradniki dla gospodyń domowych donosiły, że najlepsze konfitury smaży się w miedzianym rondlu. Miał zresztą specjalny kształt płaskiej patelni z długą rączką. Lucyna Ćwierciakiewiczowa zalecała wszechstronne stosowanie miedzi w kuchni, poza jednym wyjątkiem – do rosołu należało wziąć garnek gliniany, polewany. Podobno poprawia smak wywaru.




Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.