Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 06 » Męski punkt widzenia



Męski punkt widzenia

Jak się ma czterdzieści siedem okien, jedno jest pewne
– bez względu na porę roku światła w domu nie zabraknie.

Przez trzydzieści lat Jerzego nie było w Polsce. Kiedy wrócił, wynajmował mieszkanie, bo chciał się upewnić, czy aby na pewno chce tu zostać. W końcu zaczął szukać działki pod miastem. Trafił na urzekającą, z domem, lecz niestety... letniskowym. Ale dla Jerzego nie ma rzeczy niemożliwych.

Mały drewniany domek, jakich wiele na polskich letniskach, który absolutnie nie nadawał się na całoroczne mieszkanie, został wchłonięty przez nowy. Na starych fundamentach zbudowana jest tylko sypialnia i sala ćwiczeń, pozostałe pomieszczenia powstały już na nowych. Prosta bryła budynku i powściągliwa architektura wnętrza idealnie pasują do minimalistycznego wystroju. Do tego mnóstwo okien. Ale nie było innego wyjścia, skoro dom stoi na działce gęsto porośniętej pięknymi, ogromnymi sosnami.

Jeden rzut oka na kuchnię, salon czy sypialnię i od razu widać, że niepodzielnie rządzi tu mężczyzna. Funkcjonalność i wygoda są najważniejsze. Nie ma zbędnych mebli. Za to wszystkie, które Jerzy kupił, są niespotykane, bo wyszukane na wyprzedażach w amerykańskiej ambasadzie i to za grosze. Ważną rolę do spełnienia ma tu też oświetlenie. Na przykład dwie smukłe lampy w salonie podkreślają wysokość okien, a zamiast ogromnego żyrandola pośrodku salonu są ciekawie rozmieszczone na ścianach reflektorki.

Dom zaprojektował architekt Zbigniew Kucharuk, a w urządzeniu dobrą radą służyła Jerzemu córka, ale to on był od spraw beznadziejnych. Tak samo jak w życiu. Kiedy pod koniec lat pięćdziesiątych nie mógł się pogodzić z tym, co działo się w kraju, postanowił wyemigrować. A że trudno było wtedy wyjechać legalnie, posłużył się fortelem. Żonę zapisał na orbisowską wycieczkę do Paryża, a sam zdobył wizę do Izraela. Wszystko po to żeby mogli spotkać się w Wiedniu. Jak widać, dla zdolnego inżyniera chemii, który ostatecznie wylądował w USA, nie ma sytuacji bez wyjścia.

Tekst: Tomasz Łuczak
Fotografie i stylizacja: Joanna Siedlar




Komentarze (4)

  • coria
    Jak się ma taki widok za oknami, to wystaczy to za wszystkie ozdoby świata. Poza tym jest piękne światło, kilka przyjemnych tradycyjnych mebelków...
    Mnie osobiście zachwyciła sypialnia i postawiony w niej kominek z kamienia. Przy zmianie kolorów - mogłabym w niej przebywać bez końca. Całość wcale nie wydaje mi się ... zbyt męska. Jest OK.

    Wtorek, 09 września 2008, 18:07

  • mika
    trochę tu jak w kościele... poza tym - luksusowy niewątpliwie dom, ale bez życia :(

    Środa, 04 czerwca 2008, 16:43

  • Piotr
    Dość prowokująca treść artykułu. Dlaczego? Ponieważ po "wielkich słowach" pojawiło się... "małe zdjęcie", które skutecznie psuje wyobrażenie budynku. Według mnie: za dużo betonu, ciężki ten minimalizm! Pomimo dużej powierzchni przeszklonej jest tutaj jakoś... duszno. Ten budynek nie jest częścią obszaru, w którym się znajduje. Jest jak wielki plastikowy worek porzucony w środku lasu. Można to traktować jako sztukę, ale dla mnie to po prostu zaburzenie ładnej przestrzeni. Kolorystyka wnętrza nie pasuje do tego, co widać za oknem. Oczywista - zapewne nieprzypadkowa - symetria również mi osobiście przeszkadza. Pewnie z innej perspektywy budynek prezentuje wiele ciekawych pomysłów, ale to co widzę na zdjęciu nie przekonuje mnie. Gratuluję odwagi i wytrwałości - chyba najgorszym projektem jest coś, co nie wzbudza żadnych emocji :).

    Środa, 14 maja 2008, 21:22

  • Maciej
    Zaokienne plenery wydają się bardziej kuszące niż beznamiętny chłód panujący w pomieszczeniu.Szklistość nie złamana nawet skrawkiem tkaniny!Minimalizm przekraczający dolną granicę dotyka nawet zagadnień akustyki,która w przypadku tego salonu może wynosić ponad 1,5sek.co nie sprzyja wieczornym,intymnym rozmowom.Męski punkt widzenia,jednak zupełnie inny!!!

    Piątek, 09 maja 2008, 00:13

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.