Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
maekr
Widać dużo pieniędzy ale według mnie zero klimatu we wnętrzach.Absolutnie rewelacyjny dom z zewnątrz.Oranżeria piękna!Środek.....nudy na pudy.Sobota, 08 listopada 2008, 23:38
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 06 » Rezydencja pod sosnami
Pierwszy dom był dla Wojtka za duży. Zbyt wielkie pomieszczenia, zero przytulności. W kolejnych też coś było nie tak – zły rozkład, za małe okna i znacznie, znacznie więcej.
Czwarty dom zaczął budować dopiero wtedy, kiedy odkrył, czego tak naprawdę chce. Lubi olbrzymie przestrzenie, ale co zrobić, by jednocześnie było ciepło i przyjemnie?
Długo szukał pomysłu, jak połączyć niemożliwe, aż znalazł! To była szalona wizja architektoniczna. Dom stanął na górce, ale w dużej części został w nią wkopany. Pod ziemią znalazły się piwnice i garaże, czyli wszystko, co zdaniem Wojtka szpeciłoby ogród. Na górze została „sama śmietanka” – salony, basen i siedem apartamentów.
Każdy jak oddzielne mieszkanie. Nawet gdyby ćwiczyło w nich siedmiu muzyków rockowych, nie wiedzieliby o swoim istnieniu. Wojtek wygłuszył każde pomieszczenie. Cała posiadłość pewnie mogłaby przypominać jakiś hotel w kurorcie. Jednak kolejny pomysł sprawił, że rezydencja wygląda na zgrabny dom jednorodzinny. Wojtek podzielił ją na cztery małe bryły. Jest zatem część mieszkalna, basenowa, coś dla kinomanów i miejsce wspólne – salon z oranżerią i kominkiem.
Przygoda z budową domów zaczęła się wiele lat temu. – Kiedyś musiałem zrobić sobie przerwę w pracy. Miałem więcej czasu i odkryłem, że poza Żoliborzem są jeszcze w Warszawie i wokół niej miejsca, gdzie warto zamieszkać – śmieje się Wojtek.
Znalazł las, świeże powietrze, dobry mikroklimat, a wszystko na skraju Puszczy Kampinoskiej, tuż za granicami stolicy. Pewnie nie rozszalałby się z budowaniem, gdyby nie przypadek. Ktoś polecił mu ekipę górali, którzy pracowali w okolicy. Zaprzyjaźnili się i od tamtej pory każdy dom powstaje z ich pomocą. – To klucz do sukcesu. Poznaliśmy się przez te wszystkie lata, polubiliśmy i mamy do siebie zaufanie. Nie musiałem stać przy chłopakach, patrzeć im na ręce. Nie sprawdziły się te wszystkie opowieści o góralskiej słabości do gorzałki. Zawsze byli bardzo solidni – wspomina Wojtek.
Sobota, 08 listopada 2008, 23:38
Niedziela, 14 września 2008, 15:57
Środa, 04 czerwca 2008, 16:30
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.