Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 08 » Miejsce dla kariatydy
Miejsce dla kariatydy
Kochają książki, dobrą sztukę i stare meble. Gdzie, jak nie w przedwojennym apartamencie byłoby lepsze miejsce dla barokowych kątówek albo kariatydy?
Na początek trochę liczb. Siedemdziesiąt metrów i dwa pokoje, każdy wysoki na 3,5 metra. Trzymetrowe gigantyczne okna i pewnie gdzieś dwumetrowe mury. Są tak grube, że można w nich rzeźbić półki. Dziś już się takich nie robi – to solidne przedwojenne budownictwo.
Krystyna i Andrzej mieszkają tu już trzydzieści pięć lat i za nic nie przeprowadziliby się w inne miejsce.
Warszawianka z dziada pradziada, pisarka, tłumaczka, która na życie zarabia jako redaktor dubbingu, wielbicielka ekscentrycznej malarki i scenografki Leonor Fini (towarzyszki życia Kota Jeleńskiego), i jej mąż, zapalony kolekcjoner starych sztychów i rysunków. W ich domu książki to rzecz święta, to nie żadna ozdoba, tu się je czyta. Swój (liczący kilka tysięcy pozycji) księgozbiór ukryli w bardzo pomysłowy sposób – w holu w przepastnej szafie, za drzwiami obitymi materiałem.
Większość gości nie ma więc pojęcia, że przekraczając próg ich mieszkania, wchodzi najpierw do biblioteki. Bo zazwyczaj w polskich domach za takimi drzwiami chowa się ubrania, buty i walizki. Ale uwaga – ukryta biblioteka to dobry sposób na tych, którzy lubią pożyczać książki, a potem zapominają je oddać!



