Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 08 » Erwina Sówki lustro dla Boga



Erwina Sówki lustro dla Boga

Śląsk to kopalnie, kamienice i górnicy. To także miejsce, gdzie spotkać można boginię Kali, świętą Barbarę i egzotyczne zwierzęta. Wystarczy spojrzeć na obrazy Erwina Sówki.

Wizytówka, którą dostałem, jest lakoniczna – „Erwin Sówka. Artysta plastyk z Ziemi Śląskiej”. Nie mówi wszystkiego. Mogłaby głosić: Erwin Sówka – emerytowany górnik dołowy KWK „Wieczorek” w Katowicach. Albo: Erwin Sówka – członek Grupy Janowskiej prowadzonej przez Teofila Ociepkę. Artystów takich jak śląski malarz określano różnie. W komunistycznej Polsce byli amatorami, twórcami naiwnymi, artystami dnia siódmego. Żadna z tych definicji nie pasuje do malarskich wizji pana Erwina. Bo jak można nazwać płótna, na których wśród śląskich krajobrazów kroczą egzotyczne zwierzęta, pradawne bóstwa i postaci świętych, a tu i ówdzie przelatuje UFO? – Piękno ma Bóg – powiada Erwin Sówka. – Maluję więc dla Niego i dla siebie. Mówię Bogu: chcę Ci pokazać, jak odczuwam świat, pragnę niby lustro oddać to co stworzyłeś.

Owo piękno na płótnach Ślązaka przybiera różne formy. Po pierwsze – rodzimego krajobrazu. Świat robotniczej dzielnicy Nikiszowiec i współczesnych blokowisk staje się miejscem cudownym i pięknym. – Dychom tym powietrzem – twierdzi artysta. – Gdy rano wstaję i spoglądam z okna, wszystko jest bardzo świeże, wzrok się nie krzywi – dodaje. Spoglądam na widok: wielka połać nieużytków zwieńczona murem gierkowskich bloków. Pan Erwin mówi dalej. – Dwadzieścia lat już tak patrzę stąd, jak świat wkoło się zmienia. Najchętniej wyrzuciłbym ta ściana i wstawił szkło, żeby wszystko dobrze widzieć.
To co widzi malarz, jest unikalną mieszanką rzeczywistości i mitologii. Na obrazach pośród kamienic Nikiszowca wędrują bogini Kali, święta Barbara. – Kobieta to mądrość i piękno – mówi artysta – ale też i siła zniszczenia, którą symbolizuje indyjska bogini. Świat jest żeński, mężczyźni są tylko dodatkiem. Po czym ze śmiechem przyznaje, że w Indiach nigdy nie był, ale w młodości dużo o nich czytał… „za bajtla” oglądał radzieckie filmy. – Tak sobie pomyślałem, że skoro nie mogę tam pojechać, to ja to wszystko sprowadzę tu na Śląsk. Na malowanym Nikiszu zaroiło się więc od bogiń i boginek. Trwa walka między życiową siłą sprawczą kobiety a chaosem bogini Kali, która dla malarza uosabia współczesną technologię i politykę. – Bóg wszystko wyprostował – mówi. – Człowiek zaś próbuje to znowu poplątać.




Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.