Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
ewa
za chlodno niezły porządek artystyczny,ale lodowato-litości.Poniedziałek, 12 kwietnia 2010, 01:40
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 09 » Kwiaty z łąk i pól
A wszystko zaczęło się od spaceru po Sztokholmie. Pojechała w odwiedziny do siostry i tam weszła do domu, o którym nieraz śniła. Malowane meble, a do tego kolory zapierające dech w piersiach. Z miejsca zakochała się w przecierkach, w bieleniu, w chropowatościach. Nie mogła w nocy spać.
Potem zwiedziła inny dom, potem jakiś zamek, w końcu pałacyk. A w głowie już miała tysiące pomysłów. Gdy wróciła do Polski, dopadła pędzli i zaczęła zgłębiać niuanse malowania. W końcu doszła do wniosku, że minimalistyczny i surowy styl Północy trzeba by jeszcze dopracować. Kobieca intuicja podpowiedziała jej, żeby sięgnęła po kwiaty i zioła z atlasów starych jak świat. Efekt był piorunująco dobry – pachnące zielniki Prowansji i szwedzki chłód.
Na pierwszy ogień poszły meble, potem ściany. Dziś, gdy wejdziemy do jakiegoś domu i zobaczymy drewniane boazerie, a nad nimi kredkowe przecierki i malowidła, to znak, że palce maczała w tym Bożena. Dekoratorka lubi też pasy, dużo pasów na tkaninach, ścianach i roletach i jest gotowa z nich zrezygnować dopiero wtedy, gdy uda jej się namówić klientkę na tapetę zdobioną dostojnymi kogutami. Wówczas to one będą refrenem pokoju. A odpowiedniego drewnianego kuraka na pchlim targu albo starej ryciny z tymże ptakiem Bożena będzie szukać do upadłego. Aż znajdzie taki, który idealnie się nada na malunek na krześle albo okapie.
Oprócz rysunków styl dekoratorki wyróżniają lustra i meble w szwedzkim, gustawiańskim stylu. Oryginalne, bo płyną do Bożeny przez Bałtyk. Nad wszystkim czuwa siostra i wyszukuje je na aukcjach w Sztokholmie. Już w Polsce dekoratorka z całą rodziną restauruje krzesła, szafy, stoliki, komódki, bo swoją pasją zaraziła męża Krzysztofa i dorosłe już dzieci, Kasię i Maćka. To odnawianie to niemal ceremoniał. Najpierw pieczołowicie wyczesują z drewna miękkie włókna, aż stanie się nierówne i sfatygowane. Potem malują, patynują, tak żeby mebel wyglądał na jeszcze starszy. Teraz chyba już nikt się nie zdziwi, dlaczego wnętrza spod ręki Bożeny są jak dobre malarstwo.
Tekst: Sylwia Urbańska
Fotografie: Małgorzata Sałyga, Aneta Tryczyńska, archiwum projektantki
Poniedziałek, 12 kwietnia 2010, 01:40
Poniedziałek, 29 czerwca 2009, 17:35
Sobota, 27 czerwca 2009, 00:29
Piątek, 02 stycznia 2009, 00:27
Niedziela, 21 grudnia 2008, 02:20
Poniedziałek, 24 listopada 2008, 23:42
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.