Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 10 » Historie ciemnych zaułków



Historie ciemnych zaułków

Jacek Rykała wędruje zakamarkami Zagłębia Dąbrowskiego. Szuka wiekowych domów, bram prowadzących do zarośniętych podwórek. Kolekcjonuje wspomnienia zaklęte w starych dzielnicach.

Lubią państwo stare domy? Pewnie tak, skoro czytają państwo „Werandę”. Tym razem jednak nie będzie nic o wysmakowanych i eleganckich stuletnich posiadłościach. Wprost przeciwnie – udamy się na wycieczkę do robotniczych kamienic, zobaczymy poznaczone śladami czasu bramy i podwórka studnie porośnięte chwastami. Gdybyśmy weszli do któregoś z tych zapomnianych przez ludzi miejsc, ujrzelibyśmy zbutwiałe podłogi i powyrywane zlewy. Typowy widok w opuszczonej ruderze. Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że pośród tych śladów rozkładu spotkalibyśmy malarza Jacka Rykałę. On też lubi stare domy. Takie przeznaczone do wyburzenia. W tych ruinach artysta poszukuje inspiracji i śladów obecności człowieka.

Prace Jacka Rykały to połączenie technik malarskich i fotografii. W obrazach pojawiają się także niewielkie przedmioty – klucze, zamki, kawałki framug, tabliczki informacyjne. To „suweniry” zabrane ze starych domów. Bo artysta odwiedza osobiście każde takie miejsce, by potem przenieść je na płótno. – Czasem te wyprawy mogą być niebezpieczne – ostrzega całkiem serio. – Kiedyś pewien zbieracz złomu zaczął mnie dusić, bo myślał, że jestem z konkurencji.

Głównym motywem obrazów Rykały są bramy i przedsionki. – To przejścia z zamkniętych przestrzeni na otwarte, z domu lub podwórka na ulicę. Dla mnie symbolizują połączenie przeszłości z przyszłością – opowiada artysta. – Bramy mają charakterystyczny zapach, przywołujący odległe wspomnienia, dzieciństwo. Są bardzo rzeczywiste, a w tytułach obrazów można czasem znaleźć dokładny adres, pod którym znajduje się ten czy inny zaułek. Domy Jacka Rykały mają też mieszkańców, choć artysta już dawno temu zrezygnował z malowania ludzkich postaci. Teraz na płótnach umieszcza stare fotografie, czasem znalezione w ruinach. – Ludzie na zdjęciach chcą być lepsi i piękniejsi, choć codziennie żyją zwykłym życiem – zauważa. – A po latach stare fotografie przypominają o przemijaniu.

Artyście zdarzało się umieszczać na obrazach nawet zdjęcia rodzinne. – Teraz przynajmniej wiszą u kogoś na ścianie, a nie leżą w mojej szufladzie – śmieje się. Wbrew pozorom bramy i zaułki na płótnach też wzbudzają u widzów duże emocje. – Kiedyś po wernisażu w Warszawie podszedł do mnie starszy pan i pogratulował wystawy – opowiada malarz. – Stwierdził, że pięknie namalowałem jego ukochaną Warszawę. Na nic się zdały tłumaczenia, że to bramy sosnowieckie. On widział plac Trzech Krzyży i inne warszawskie zakamarki. Bo takie miejsca są w pewnym sensie uniwersalne, każdy je zna i gdzieś przechowuje w pamięci. – Co ciekawe, w podobny sposób na obrazy reagowali ludzie z różnych stron świata: Francji, Włoch, a nawet Argentyny. W Sosnowcu pozostało coraz mniej takich śladów przeszłości – mówi z żalem Rykała.

W czasach Gierka wyburzono spore fragmenty miasta. Robotnicze dzielnice, w których dawno temu mieszkali wspólnie Polacy, Żydzi i Rosjanie, straciły swój unikatowy charakter. Malarz wędruje więc teraz po pobliskim Będzinie, gdzie zmiany nie są aż tak drastyczne. – Wkrótce wybieram się do Lwowa – opowiada. – Znajomi mówią, że to będzie dla mnie raj. Mnóstwo starych zaułków i podwórek, które można namalować. Artysta nie tylko maluje, pisze także wiersze i sztuki teatralne, które sam reżyseruje.

Zawsze chciał pracować w teatrze i często słyszał, że jego obrazy bliskie są teatralnej estetyce. Pewnie chodziło o tworzenie scenografii, ale Rykała potraktował sprawę o wiele poważniej. – Kiedyś na wernisażu rozmawiałem o tym z Kazimierzem Kutzem – wspomina. – Potem siadłem i napisałem moją pierwszą sztukę. Miała dobre recenzje, do tej pory jest wystawiana. Okazało się, że nie jestem „pterodaktylem”, bo do teatru przychodzą młodzi ludzie i im się podoba – mówi.

Wkrótce powstała druga sztuka „Mleczarnia”, także ciesząca się dużym powodzeniem. Wracając jeszcze do teatralnego debiutu artysty, wspomnijmy jego tytuł: „Dom przeznaczony do wyburzenia”. Nie ma co się dziwić, od odrapanych bram i ciemnych zaułków malarz uciec nie może.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: katalog wystawy wydany przez Galerię Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach
Kontakt z artystą: www.jacekrykala.com




Komentarze (3)

  • Altonia
    I znowu prezentujecie Autora, tóry ma coś do powiedzenia i umie to zrobić.
    Gratulacje!

    Piątek, 05 grudnia 2008, 18:03

  • REDAKCJA
    Izo, bardzo dobry pomysł! Daj nam trochę czasu na przemyślenie, co i jak to zrobić. Jeśli masz jakieś sugestie, proszę o maila na adres: a.szelinski@weranda.pl. Pozdrawiam!

    Czwartek, 18 września 2008, 22:38

  • iza
    słuchajcie drodzy twórcy werandy ja mam taki pomysł, może różni twórcy mogli by zamieszczać na waszej stronie swoje prace.życie samo zweryfikuje co się podoba ale byłby czad!

    Czwartek, 18 września 2008, 15:24

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.