Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2008 » 12 » Dom gościnny



Dom gościnny

Pensjonat VILLA NOVA w Czarnem na obrzeżach Jeleniej Góry jest tak uroczo urządzony i ma taki widok na Karkonosze, że spędzenie w nim choćby kilku dni musi pomóc na zmęczenie, stres, chandrę i inne dolegliwości XXI wieku. To nie jest typowy hotel, to dom gościnny, w którym Ewa i Paweł Kucharscy stworzyli atmosferę dla wymagających wczasowiczów. A wszystko zaczęło się od postawienia życia na głowie.

Wystarczyły dwa dni, żeby rzucili pracę w Hamburgu, sprzedali wszystko, co mieli, i zamieszkali w świeżo odkrytym zakątku Polski – w Kotlinie Jeleniogórskiej. Zakochali się w niej się podczas wizyty we Wleniu u Flamanda, który tu osiadł.

- Znajomi z Hamburga wymyślili sobie, że kupią starą poniemiecką posiadłość w Polsce. Zjeździli z nami Śląsk wszerz i wzdłuż. Niestety, ceny zabytkowych ruin szybko ich odstraszyły i wrócili do domu. My postanowiliśmy trochę się poszwendać po Kotlinie Jeleniogórskiej, której zupełnie nie znaliśmy. Przewodnikiem był nasz przyjaciel, mieszkający tu od piętnastu lat – opowiadają Ewa i Paweł.

Pokazał im tak urokliwe miejsca, że choć zwiedzili pół świata, to piękniejszych zakątków nie widzieli. Na koniec zabrał ich do owego Flamanda do Wlenia. Flamand czas jakiś temu kupił na wzgórzu cudną posiadłość – pałac, czworaki, kaplicę i zabudowania gospodarskie, a wszystko z widokiem na Karkonosze. – Siedząc na tarasie i popijając kawę słuchaliśmy jego opowieści o przeprowadzce do Polski. To o czym mówił, było zaraźliwe – wspominają.

Ewa i Paweł nie zamienili nawet słowa, ale wiedzieli, że chcą przenieść się tu z Hamburga. Tak jakby sobie to od dawna planowali. Z Wlenia w niedzielę wieczorem gnali do Niemiec, żeby w poniedziałek zdążyć do pracy. Pierwsze co zrobili, włączyli komputer i zaczęli szukać wystawionych na sprzedaż gospodarstw na Dolnym Śląsku.

Nie minęły trzy dni i z powrotem byli w Jeleniej Górze. W piątek stanęli na górce na obrzeżach miasta i wiedzieli, że to jest to! Pozostałości starego poniemieckiego gospodarstwa z początku XX wieku – wielki budynek składający się z mieszkania, stajni i stodoły. No i ten widok na Góry Kaczawskie. Ten oddech! Ta przestrzeń! W sobotę specjalnie dla nich otworzono biuro notarialne, podpisali umowę i wpłacili zaliczkę. I tak zostali „właścicielami jednego Karkonosza”.

Teraz musieli już tylko pozamykać sprawy w Hamburgu i powiedzieć o wszystkim synowi Adamowi i jego żonie Anecie, którzy lada chwila mieli wrócić z wakacji. W ciągu dwóch dni sprzedali mieszkanie. Ewa zrezygnowała z pracy. Ale jak przeprowadzkę wytłumaczyć dzieciom? Odebrali młodych z lotniska i w samochodzie opowiedzieli o życiowej rewolucji. Aneta w płacz, Adam zaniemówił. Następnego dnia w czwórkę jechali do Jeleniej Góry, drogą przez jesienne, kolorowe lasy. Gdy stanęli wszyscy na górce, dzieci powiedziały krótko: „Okej, rozumiemy”.

Pół roku później projekt przebudowy domu był gotowy. Okazało się jednak, że fundamenty nie wytrzymają i budynek trzeba zburzyć, a potem postawić na nowo. Skorzystali z okazji i zastosowali najnowsze, ekologiczne rozwiązania. Ciepłą wodę i ogrzewanie mają dzięki pompie ciepła. A połączona z nią wentylacja automatycznie reguluje temperaturę w pomieszczeniach. Nie muszą nawet otwierać okien. To pomysły Pawła, który od zawsze interesował się ekologicznymi nowinkami.

Budowa z wykończeniem trwała rok. – Z wieloma rzemieślnikami tworzyliśmy prawie rodzinę. Chyba mieliśmy szczęście – przyznają. Pomagali nawet wspaniali sąsiedzi, którzy gospodarskim okiem doglądali tego, co działo się „na górce”, gdy oni musieli na chwilę wyjechać z Jeleniej. Wystrój to pomysł Ewy, która uwielbia urządzać wnętrza. Jej specjalnością jest dobieranie stonowanych kolorów, materiałów i urozmaicanie ich gromadzonymi przez lata bibelotami wyszukanymi na niezliczonych flohmarktach. W różnych miejscach domu mieszkają zbierane latami drewniane świątki, szopki, anioły i ptaki, obrazy oraz grafiki (często prezenty od zaprzyjaźnionych malarzy).

I tak dzięki wypadowi na Dolny Śląsk Ewa i Paweł znaleźli się w zupełnie nowej rzeczywistości. On który uwielbiał mieszkać przy głównej ulicy dużego miasta, teraz siaduje na przyzbie i gada z sarnami. Największą bolączką jest odległość, jaka dzieli ich rodzinę. Ewa i Paweł zostali właśnie dziadkami i skypowy kontakt z wnukiem Juliankiem zdecydowanie nie wystarcza.

Tekst: Katarzyna Monka
Stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Jan Brykczyński

Villa Nova
e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
www.villanova.info.pl
tel: 00 48 (0) 609 23 88 95
00 48 (0) 75 644 48 18




Komentarze (4)

  • ula
    Gratuluję Pani Ewie wystroju wnętrz. Widać, że właścicielka oddała temu miejscu całe serce. Jest czysto stylistycznie, konsekwentnie kolorystycznie i w ogóle... z klasą. Elegancja bez potrzeby złoceń i połysku. Tutaj znalazłam to, o czym zawsze marzyłam. Jest skandynawska prostota, dużo drewna, lniane tkaniny i do tego piękne obrazy.Dom wspaniale wkomponowany w cudowny krajobraz. Wszystko jest takie naturalne, jak otaczająca przyroda, niewymuszone marką, modą czy trendami. Życzę wielu zadowolonych gości.

    Piątek, 28 listopada 2008, 16:29

  • Wiecha
    Marzenie!! Jeszcze do niedawna myślałam o realizacji minimarzeń. Niestety.Gdy oglądam tak piękne wnętrza,w pastelowych , ciepłych kolorach czuję, że miałam w tym udział. Te tereny nie są mi obce. Nie dziwi mnie wybór Pawła i Ewy,życzę im wielu wspaniałych, szczęśliwych lat.

    Czwartek, 20 listopada 2008, 02:05

  • Wiki - Piechowice
    Ja też znam tę okolicę i miejsce, gdzie stoi dom Ewy iPawla ? tam jest naprawdę ładnie :) i cicho :)) i spokojnie, dużo do zobaczenia w okolicy :))). To taki skansen przyrody i dawnej zabudowy, któremu cywilizacja, postęp i wygoda jeszcze nie odebrały uroku AUTENTYCZNOŚCI. Dlatego tak dużo tu, w pobliżu Karkonoszy się osiedla Holendrów, Duńczyków, Niemców i Polaków ? reperują te stare chałupy i zagrody, i żyją sobie na uboczu, jako i ja zyje, co w dobie Internetu nie jest zesłaniem.

    Czwartek, 06 listopada 2008, 12:56

  • Maryśka ze wsi
    Zna te rejony i Luca z Wlenia (Flamanda z Antwerpii), z którym jesteśmy zaprzyjaźnieni z mężem. Kocham te krajobrazy, łąki i stare drzewa owocowe. Uwielbiam Wleń, czworaki Luca, wzgórze zamkowe pachnące wiosną czosnkiem niedźwiedzim, a moje, dziś dorosłe, dzieci spędziły tam wiele swoich wakacji. Doskonale rozumiem Ewę i Pawła. Choć mieszkam w innym rejonie Dolnego Śląska to tamte krajobrazy są mi najbliższe. Mam tam wiele domów marzeń, które urządzam w snach. Pozdrawiam

    Środa, 05 listopada 2008, 22:42

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.