Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 04 » Angielski trawnik i polska łąka



Angielski trawnik i polska łąka

Spacery nad Wisłą zrobiły swoje. James i Ginna po powrocie do domu zatęsknili za... łąką.

Państwo Price przeprowadzkę z Warszawy do Anglii zaczęli od zakupów. Szukali domu z ogrodem i to nie byle jakim – miał być trochę dziki i przypominać łąkę albo nadrzeczne łęgi. Takie sielskie krajobrazy przypadły im do gustu po dwóch latach pobytu w Polsce. – Mąż był na placówce, wynajęliśmy dom na skarpie wiślanej i często chodziliśmy na spacery po okolicy. Na wpół dzikie, opuszczone ogrody działkowe, pola maków i chabrów miały w sobie coś romantycznego, przypominały Anglię i powieści Jane Austin – opowiada zachwycona Ginna.

Wymarzony, XVII-wieczny dom znaleźli w Pettifers pod Oksfordem. Z ogrodem, który na pierwszy rzut oka zdawał się być taki, jakiego szukali. Jednak to wrażenie okazało się zwodnicze, bo nową siedzibę kupowali zimą. Gdy tylko stopniał śnieg, zobaczyli, że posiadłość otoczona jest półtoraakrową działką, zarośniętą pokrzywami, krzewami i drzewkami samosiejkami.

Gospodarze zdecydowali się na krok drastyczny: wyciąć wszystko i posadzić od nowa. – Nigdy nie urządzałam ogrodu. Przeczytałam kilka poradników, radziłam się przyjaciół i wciąż miałam przed oczami nadwiślańskie łąki. No i jeszcze chciałam, by wszystko kwitło przez okrągły rok – wspomina Ginna. W Anglii, gdzie klimat jest łagodny, takie marzenia się spełniają.

Ogród w naturalny sposób łączy się z otaczającymi go polami i wzgórzami. Wychodząc z domu, widzimy zaledwie niewielką jego część z wypielęgnowanymi roślinami. Dopiero gdy miniemy trawnik porośnięty krzewami i zejdziemy po kamiennych schodach, zaczyna się zupełnie inny świat – pieczołowicie zaplanowane grządki sąsiadują z ukwieconą łąką.

Wiosna w Pettifers zaczyna się w grudniu, gdy spod ziemi wyglądają żonkile – specjalna wczesna odmiana. Miesiąc później zapełnia się grządka z krokusami, a w pobliżu wyrastają przebiśniegi i ranniki zimowe. W marcu pojawiają się kolejne żonkile oraz narcyzy i szafirki. W końcu przychodzi pora na ciemierniki, a latem ogród mieni się już tęczą barw. Kwitną irysy, maki i peonie. To najpiękniejsza pora. Właśnie wtedy państwo Price organizują „Dni otwartych drzwi” – do ogrodu oczywiście. Kto chce, może przyjść, pospacerować, pooglądać i popodglądać. Chętnych nigdy nie brakuje. – Kiedyś jeden z przyjaciół powiedział, że ogród wygląda, jakby był tu od trzystu lat. Poczułam się szczęśliwa, bo czy może być lepszy komplement? – mówi z dumą Ginna.

Tekst: Sally Griffiths/Redcover
Tłumaczenie: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Hugh Palmer/Redcover




Komentarze (3)

  • teresa
    Niesamowity i przepiękny ogród.Aż trudno uwierzyć,że właścicielka nigdy nie zajmowała się profesjonalnie projektowaniem ogrodów?Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie przedostatnie zdjęcie,gdzie aż po sam horyzont widać zielone łąki...ja chyba w poprzednim wcieleniu mieszkałam w Anglii.Nawet ulubioną porą roku jest dla mnie jesień i to taka mglista ,wietrzna i deszczowa.

    Niedziela, 22 marca 2009, 16:28

  • Basia
    Piękna posiadłość. To cudowne, że są ludzie kochający przyrodę i rozkoszujący się jej w miarę naturalnym pięknem. Bardzo przyjemnie było mi przeczytać, że nasza przecież tak piękna ojczyzna stanowiła wzorzec dla Państwa. Serdecznie pozdrawiam.

    Poniedziałek, 16 marca 2009, 21:30

  • Renata
    lubię angielskie ogrody, taki artystyczny nieład, a wszystko pod kontrolą, osobiście zakochana jestem w rododendronach, nie dostrzegałam ich w Polsce, dopiero będąc w Anglii zwiedziłam arboretum w Westonbirt, gdzie zobaczyłam jak pięknie kwitną; posadziłam na razie cztery w ogrodzie,są cudne

    Czwartek, 12 marca 2009, 12:45

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.