Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 05 » Tostery dawniej i dziś
Tostery dawniej i dziś
To będzie gorąca historia, bo żeby grzanki się zarumieniły, potrzebny był toster, a żeby powstał toster, sparzyć się musiał niejeden wynalazca.
Wyobraźcie sobie taki obrazek. Sto lat temu: parking przed jednym z amerykańskich supermarketów, starszy jegomość podchodzi do samochodu i widzi, że ktoś go zastawił. Niewiele myśląc, wsiada do auta i rusza, rysując karoserię delikwenta. – Dziadku, uważaj! – woła siedzący obok chłopiec. – Nie musiał tak blisko parkować – odpowiada lekceważąco i dalej robi swoje.
Ten sam mężczyzna stoi na czerwonym świetle i nagle zniecierpliwiony rusza, nie zwracając uwagi na sygnalizację. – Co robisz, jedziesz na czerwonym! – krzyczy pasażer. – Trudno, czekałem wystarczająco długo! – kwituje niewzruszony.
Ów ekscentryczny pan to Lloyd Groff Copeman, wynalazca siedmiuset urządzeń, w tym pierwszego elektrycznego tostera, który sam przewracał chleb (1914 r.), niestety o mało romantycznej nazwie Automatic. Podobno pomysł podsunęła geniuszowi żona, gdy co rano dwoiła się i troiła, by równo opiec grzanki, i w końcu zbudowała prymitywne urządzenie, wykorzystując spinki do włosów. Ten prototyp miał „oświecić” inżyniera. Jakkolwiek było, toster Copemana zrobił furorę, bo nareszcie można było opiekać chleb z obu stron, nie parząc sobie rąk. Ale zanim to nastąpiło...
Rdza, pożary i bąble
Grzanki były znane już starożytnym Egipcjanom (to oni przecież wymyślili chleb) i Rzymianom. Przygotowywali je układając pieczywo na gorących kamieniach albo opiekając nad ogniem na długich pogrzebaczach. W XVII wieku kromki wkładano między szczypce z kutej stali albo w stożkowatą niewielką klatkę przymocowaną do długiego trzonka.
Żeby powstał współczesny toster, potrzebna była elektryczność. Była połowa XIX wieku, gdy pojawił się prąd, ale na opiekacz trzeba było jeszcze kilkadziesiąt lat poczekać. Szlak przetarł mu wymyślony w 1905 r. przez Alberta Marsha żaroodporny drucik (stop niklu i chromu, czyli nichrom), który, choć rozgrzany, nie przepalał się. Najpierw firma Hoskins Company użyła go w przenośnej kuchence elektrycznej Toastove, a potem Brytyjczycy z Crompton & Company wykorzystali w tosterze Eclipse. Urządzenie było jednak dalekie od ideału. Nie dość, że rdzewiało, to jeszcze obudowa potrafiła się topić albo, co gorsza, zapalić z powodu wysokiej temperatury.
Mimo wszystko ta próba ośmieliła kolejnych wynalazców. Znacznie bardziej udany okazał się patent Franka Shailora – D-12 z 1909 r., choć i w tym wypadku, wyjmując pieczywo z rozgrzanych drucianych koszyków, trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby nie oparzyć palców. Opiekacz przewyższał natomiast poprzednika „figurą”, miał elegancką ceramiczną podstawę i to aż w trzech wersjach: białą, białą ze złoceniami lub białą w ręcznie malowane kwiaty.
W coraz to nowszych modelach tosterów grzanki albo „wędrowały” dookoła grzałki w specjalnych koszyczkach albo przesuwały się na czymś, co przypominało taśmę produkcyjną w miniaturze. Aż wreszcie pojawił się wspomniany już Copeman i jego Automatic, który sam obracał kromki chleba na drugą stronę. Ten model był hitem dopóty, dopóki nie zdenerwował się pewien robotnik.
Prezydencki smak
Był rok 1919. Charles Strite, starszy mechanik w fabryce w Stillwater w stanie Minnesota miał serdecznie dość przypalonych tostów serwowanych w zakładowej stołówce. Zabrał więc piekielną maszynę do domu, aby ją naprawić. Zainstalował w opiekaczu sprężyny i czasomierz, dzięki czemu grzanka mogła wyskoczyć, gdy już nabrała rumieńców. A następnie wystąpił o przyznanie patentu na pierwszy pop-up toster.
W 1926 roku sprzedażą najnowszego urządzenia nazwanego Toastmaster zajęła się amerykańska firma Waters-Genter Company. Pierwsza setka opiekaczy trafiła od razu do sieci restauracji Childsa, poprzednika McDonald’sa, a 5 marca 1927 roku, dzień w którym „Saturday Evening Post” zamieścił ich reklamę, okrzyknięto Narodowym Dniem Opiekacza.
Tostery pop-up szybko podbiły serca klientów i nie mogło ich zabraknąć w kuchni żadnej szanującej się amerykańskiej gospodyni. Trafiały do reklam, krzyczących o elektrycznym śniadaniu, do filmów i komiksów. Eric Norcross, prezes fundacji Toaster Museum Foundation (www.toaster.org), wspomina na przykład komiks Carla Barksa (tego od Kaczora Donalda) z 1962 roku, zatytułowany „The Great Pop Up”, o ekscentrycznym wynalazcy Gyro Gearloose. Animowane rysunki przedstawiały kaczora kopniakiem pozbywającego się starego tostera, a następnie śrubokrętem montującego nowy – elegancki i nowoczesny.
Był początek XX wieku i Ameryka oszalała na punkcie elektrycznych artykułów gospodarstwa domowego – kuchenek, gofrownic, grzałek i tosterów, z których wiele przeszło do historii.
Firma Universal, znana z ekspresów do kawy oraz noży i tasaków, wypuściła w 1928 roku model E9410, o którym śmiało można powiedzieć, że był pierwszym designerskim opiekaczem – przypominał serce i tak też się nazywał – Sweet Heart Toaster. Dwa lata później Waters Genter of Minneapolis wyprodukowała serię tosterów na dwie kromki chleba, o niezbyt wdzięcznej nazwie: 1B2, 1B3 i 1B5. Ciężkie, chromowane, o surowej linii stały się bardzo popularne, odkąd z jednym z nich został przypadkowo sfotografowany prezydent Harry Truman, słynący z dobrego smaku. Ale najciekawsze miało dopiero nadejść.



