Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 06 » Apartament sentymentalny



Apartament sentymentalny

Najpierw miały być wymarzone pokoje w starej kamienicy, potem dom pod miastem, a skończyło się na apartamencie... z sentymentalną nutką.

Gdy dziewięć lat temu Aldona i Wojtek rozpoczęli poszukiwania wymarzonego mieszkania w Warszawie, nie przeczuwali, że droga do niego będzie obfitowała w różne przygody i zaskakujące zwroty akcji. Ale od początku...

Połączyła ich miłość i prawnicze wykształcenie. Choć pochodzą z innych miast, na miejsce do życia wybrali Warszawę. Dobrą pracę już mieli, brakowało domu. – Wyobrażaliśmy sobie pięcio-, sześciopokojowe mieszkanie w starej kamienicy, w cichej spokojnej dzielnicy niedaleko od centrum – wspomina Aldona. Ale poszukiwania zakończyły się fiaskiem – każda propozycja miała jakieś wady, a i ceny nie były na ich kieszeń. Doszli więc do wniosku, że problemy znikną, gdy zbudują dom.

Do dziś wspominają, jak w trakcie jednego z weekendowych „objazdów” okolic Warszawy, niedaleko Nadarzyna natknęli się na piękną działkę pod lasem. – Z dala od stołecznego zgiełku, blisko natury, miejsce wprost idealne – opowiada Aldona. Dlatego nie zastanawiali się długo. Budowa ruszyła pełną parą i już po pół roku szampanem świętowali przeprowadzkę. Jeszcze nie przeczuwali, że oddalenie od miasta, z początku tak kuszące, szybko okaże się dużym utrudnieniem. – Po pewnym czasie – opowiada pani domu – poczułam się z boku życia towarzyskiego i zawodowego. Pojawienie się na świecie bliźniąt Alana i Oliviera przypieczętowało decyzję o powrocie do Warszawy.

Ku zaskoczeniu wszystkich i tym razem poszło jak z płatka. Znajomi szepnęli coś o ciekawym apartamencie na Powiślu, Wojtek szybko pojechał go obejrzeć i w zasadzie jednego dnia zdecydowali, że chcą w nim zamieszkać – blisko centrum i pięknego parku, a do tego zaskakująco zacisznie, pomimo sąsiedztwa ruchliwej ulicy. Gdy zastanawiali się jak urządzić nowy dom, szczęście uśmiechnęło się do nich po raz kolejny: spółdzielnia zaproponowała im atrakcyjne warunki zakupu sąsiedniego mieszkania. I tak stali się właścicielami 230 metrów.

Dosyć długo szukali inspiracji, jak urządzić wymarzony apartament. Aż pewnego dnia Aldonie wpadł w ręce album: „Luksus w wielkim mieście – mieszkania XXI wieku”, w którym polscy projektanci przedstawiali swoje pomysły na mieszkania. Po tej lekturze wiedziała, że chce mieć eklektyczne wnętrze i szlachetne materiały.

Z pomocą przyszła Joanna Majewska – młoda warszawska architektka. Joanna podzieliła mieszkanie na część dzienną i nocną. W tej pierwszej – nowoczesnej – znalazł się hol, kuchnia z jadalnią oraz 70-metrowy salon. Wszędzie tu znajdziemy kamień – złoty trawertyn w holu, piaskowiec w salonie i granit w kuchni – oraz różne rodzaje drewna od ipe-lapacho na podłodze, poprzez wenge w kuchni, po orzechową czeczotkę na meblach. Te ostatnie to istne cacka – jak choćby przepiękna włoska konsola w stylu art déco, skarb pani domu wypatrzony w jednym z nadzwyczaj drogich warszawskich salonów. Dzięki zdolnościom negocjacyjnym Aldony mebel za cenę clio – jej poczciwego auta z czasów studenckich – „wszedł do rodziny”.

Druga część apartamentu, „nocna”, bardziej prywatna, to sypialnia, pokoje dzieci, łazienka oraz gabinety Aldony i Wojtka. Prowa­­­­dzi do niej salon sentymentalny urządzony komplecikiem pradziadka Ireneusza Wierzejskiego. Te urocze XIX-wieczne meble po babci Wojtka mają filmową historię. W 1964 roku „zagrały” w „Późnym popołudniu” Aleksandra Ścibora–Rylskiego. Równie fascynującą historię ma rodowy kredens. Podczas renowacji rodzina Wojtka odkryła w nim skrytkę, w której ksiądz Wiktor Mojzykiewicz, działacz XIX-wiecznego ruchu niepodległościowego, przechowywał tajne dokumenty. Jest jeszcze prawdziwy meblowy cymes – szafa, która stanęła w holu – z kilku rodzajów drewna, z ornamentami z kości słoniowej i masy perłowej. Choć przywrócenie jej do życia kosztowało wiele pieniędzy i zachodu, warto było, bo teraz nikt nie potrafi przejść obok niej obojętnie. Podobnie jest z odrestaurowanymi z wielkim trudem drzeworytami Japończyka Ohary Kosona, które z egzotycznych podróży przywoził dziadek Wojtka – Lech Wierusz, zasłużony dla ortopedii doktor, człowiek renesansu.

Takich ciekawych historii u Aldony i Wojtka można nasłuchać się więcej. W całym domu znajdziemy meble, obrazy i drobiazgi z fascynującą przeszłością. To właśnie dzięki tym rodzinnym pamiątkom nowoczesny apartament zyskał niepowtarzalny charakter. Jeśli kiedyś ktoś mnie spyta, jak połączyć nowoczesność z tradycją, to pokażę mu mieszkanie na Powiślu.

Tekst: Marcin Mozert
Fotografie i stylizacja: Aneta Tryczyńska




Komentarze (3)

  • anabell
    wszystko piekne ale najbardziej podobaja mnie sie firanki(w obecenj panujacej modzie na zaluzje i roleyty to osobliwosc najwyzszego lotu)

    Środa, 17 czerwca 2009, 10:43

  • ala
    Mieszkanie bardzo przestrzenne, urządzone
    ze smakiem i gustem. Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.

    Wtorek, 16 czerwca 2009, 00:08

  • Barbara
    Mieszkanie piękne,szczególnie miło było mi czytać wzmiankę o Lechu Wieruszu,którego znało całe nasze miasto jako zasłużonego,honorowego obywatela Świebodzina.

    Piątek, 22 maja 2009, 11:55

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

artykuły
Poznaj świat jakiego nie znałeś. Technika przyszłości.
skyboxy.pl