Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 06 » Artystka, pragmatyk i koty



Artystka, pragmatyk i koty

Pod jednym dachem żyją tu Justyna i Rafał, którzy dla stolicy porzucili Ostrowiec Świętokrzyski, oraz Wicuś i Maniuś – rodowici warszawiacy. I nadzywczaj cierpliwie znoszą swoje słabości – nałogowe kolekcjonerstwo i wylegiwanie się w miejscach zakazanych.

Siedzimy z Justyną i sączymy „Myszole”, czyli wino domowej roboty. Rafał zrobił je z działkowych winogron z pomocą wyciskarki do owoców. Do tego co wyszło dolał śliwowicy i miodu spod Łowicza. Wyszedł interesujący i mocny trunek. Potem jeszcze Justyna zaprojektowała etykietkę z myszą.
Cały czas bacznie przygląda się nam Maniuś. Wicusia zaś całkowicie pochłania zabawa korkiem od butelki – podobno może tak godzinami. Obaj są przybłędami. Gospodarze zdecydowali się je przygarnąć, żeby – jak żartują – wkupić się w łaski miejscowych.
– Jestem zwykłą dziewczyną z Ostrowca Świętokrzyskiego, która przyjechała 20 lat temu do Warszawy na studia – opowiada Justyna. Co jak co ale zwykła to ona na pewno nie jest. Muzykolog zafascynowany sztuką, z doświadczeniem w reklamie, który urządza mieszkania. Przyznacie, że to raczej rzadko spotykany fachowiec! – Oglądałaś „Gusta i guściki”, francuską komedię, w której małżeństwo rozchodzi się po trzydziestu latach, bo żona nigdy nie zgodziła się powiesić na ścianie ulubionego obrazu męża? – pyta gospodyni. Poleca ten film wszystkim swoim klientom i namawia, by wspólnie urządzali mieszkania. Kiedy Justyna, która sama mówi, że oswaja mieszkania i design, zabiera się do projektowania, zawsze pamięta o trzech zasadach. Warto zainwestować w pierwszorzędną podłogę i ściany – żadnych gładzi, na lekko chropowatych powierzchniach lepiej pracuje światło, widać, że „żyje”. Szlachetne są tylko kolory zimne – jeżeli brąz, to gorzka czekolada, jeżeli błękit, to szaro-niebieski, jeżeli granat, to atrament, jeśli bordo, to oberżyna. Po trzecie – nie można oszczędzać na drobiazgach codziennego użytku, te muszą być najlepsze.
U niej takich przedmiotów nie brakuje, bo oboje z mężem są uzależnieni od zbierania rzeczy z bogatą przeszłością. Justyna ten nałóg miała we krwi, ale zarażenie nim męża wymagało sporo pracy. Rafał zawsze żartował, że jego żona to wielka artystka, a on – pragmatyk. Nigdy niczego nie zbierał, pieniądze wydawał na sprzęt muzyczny, płyty, książki, najchętniej o masonerii, rybki i akcesoria akwariowe. – Na początku bardzo się nudził na targu staroci na Kole. Mówiłam: popatrz, jakie to ładne, a on na to – daj spokój, co ty w tym widzisz? Wszystko się zmieniło, kiedy odkryliśmy szklane przyciski do papieru ze znakami masońskimi – wspomina. – A gdy przywiozłam mu z Wenecji włoski przycisk ze szkła millefiori, kolekcjonowanie wzięło go na dobre. I tak oboje zaczęli sprowadzać do domu różne wiekowe eksponaty. – Poza figurkami, jak ta Matki Boskiej z porcelany biskwitowej za 1,40 zł, starymi ćmielowskimi serwisami i zegarami, mam słabość do modeli samochodów i motorów, ale wyłącznie czarnych, białych lub srebrnych – opowiada Justyna. Zbierają też czarno-białe fotografie. Kupują je w antykwariatach i na aukcjach internetowych, mieszają z fotografiami z rodzinnych albumów.
– Nie chodzi nam o prawdę historyczną, ale o klimat lat 50., który uwielbiam, bo wtedy kobiety miały czas, żeby o siebie dbać – tłumaczą. Justyna nie ma go za dużo, szczególnie od kiedy w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim otworzyli bar w stylu art déco, gdzie w kieliszkach z grubo szlifowanego szkła i międzywojennej porcelanie można sączyć różne trunki albo małą czarną, podziwiając jednocześnie reprodukcje Tamary Łempickiej. Ich dumą jest włoski ekspres do kawy stylizowany na lata 20. – U nas nie ma drinków z palemką, są tylko czyste alkohole, tak jak się kiedyś pijało w klubach. Chcemy pokazać ludziom, że można fajnie spędzać czas, czytając książkę przy kawie i koniaku – tłumaczy Justyna. Gospodarze marzą, by kiedyś urządzić tu siedlisko z prawdziwą winnicą i wytwórnią win. Mają już działkę, po babci. Winogrona, zasadzone jeszcze przez pradziadków, owocują jak szalone. A „Myszole” zyskują coraz więcej zwolenników wśród znajomych. Nawet Wicuś i Maniuś cieszą się z otwarcia kolejnej butelki, bo za moment dostaną do zabawy kolejny korek.

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Michał Przeździk




Komentarze (4)

  • CandyLady000
    gratuluję dobrego gustu, mieszkanie
    jest naprawdę piękne

    Wtorek, 07 grudnia 2010, 21:23

  • gaga
    bez pudła

    Piątek, 12 marca 2010, 02:05

  • ms
    no dla mnie też mieszkanie pełen wypas

    Wtorek, 23 czerwca 2009, 14:57

  • ala
    mieskzanie fajnie urządzone z tak zwaną duszą, przyjemnie odpoczywa się w takim mieszkaniu sącząc wino. Nie pominę rownież kotków, widać że oni tu "rządzą" - fajne buraski.

    Wtorek, 16 czerwca 2009, 00:16

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.