Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 07 » Farma poszukiwaczy



Farma poszukiwaczy

Lindsay i Guy zawsze wydawali mi się stateczni. Ot archeolodzy zapatrzeni w przeszłość, z głową w chmurach. Dlatego nie spodziewałam się po ich domu żadnych fajerwerków. Szybko jednak miałam się zdziwić.

Od miesięcy Lindsay zapraszała mnie do siebie na weekend, ale jakoś nie mogłam się zebrać.
W końcu już dłużej nie wypadało zwlekać, więc wybrałam się w podróż na wyspę Wight. Jak myślicie, dlaczego właśnie tam zamieszkał Guy z żoną? Otóż wyspa słynie z niezwykłych krajobrazów i... z dinozaurów. To właśnie tutaj znaleziono skamieniałości ponad 20 gatunków tych zwierząt – absolutna gratka dla badaczy prehistorii.

Droga wiodła przez nadmorską miejscowość Ventnor. Minęłam uroczy plac, potem ogród botaniczny z roślinami tropikalnymi, i nagle zobaczyłam bezkresne zielone łąki i pola, a na niewielkim wzgórzu ogromny oświetlony spichlerz.

Był oswojony – przerobiony na piękny dom. Muszą tam mieszkać ludzie z fantazją – pomyślałam i gdy właśnie miałam go minąć, zobaczyłam, że ktoś do mnie macha. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam Lindsay. To dopiero niespodzianka!

Spichlerz był zjawiskowy – dębowe belkowania, materiały – tylko naturalne, drewno, cegła, kamień (na podłodze dąb zamiennie z trawertynem), jedynie balustrada schodów ze szkła. Kolory: beże, brązy, kremy, słowem – barwy ziemi. Dom zachował dawny klimat, a nowoczesne rozwiązania absolutnie się z nim nie gryzły — podgrzewana podłoga i okna z podwójnymi szybami.

Podczas kolacji dowiedziałam się, że starą stodołę Lindsay i Guy odkryli kilka lat temu, gdy przyjechali na wyspę na konferencję paleontologów i w czasie spaceru zobaczyli uroczo położone, choć mocno podupadłe, gospodarstwo. Okazało się, że było na sprzedaż. Do Londynu wracali już jako właściciele farmy.

Nie skorzystali z pomocy żadnego architekta – razem wymyślili wszystko od początku do końca. Przyznają, że sami siebie nie poznali, raz, bo bez wahania podejmowali kolejne decyzje, dwa, bo ich wybory, wbrew dotychczasowym gustom, były bardzo odważne.

A więc żyrandol w salonie – w stylu art déco z zimnego chromu – dobrze wygląda na tle drewna i ceglanych ścian, nowoczesne lampy w jadalni i stojące, minimalistyczne w salonie przy kanapie. Do tego prosty kominek, aluminiowy stolik-krzyżak ze szklanym blatem, bynajmniej nie rustykalna kuchnia z barkiem z jasnych dębowych paneli… A na koniec kilka barwnych detali: obrazy afrykańskich artystów kupione na targowisku w Kenii – to był jedyny urlop, który spędzili z dala od kości, zębów i szponów dinozaurów.

Słowem, cały swój uporządkowany, stateczny świat postawili na głowie. Było mi trochę wstyd, że tak pochopnie ich oceniłam.

Tekst, stylizacja i fotografie: Carlos Dominguez
Tłumaczenie: Monika A. Utnik




Komentarze (1)

  • Zbyszek
    tak wyobrażałem sobie adaptację starej stodoły, okazuje się że już to ktoś wymyślił, i to jak ....

    Piątek, 12 lutego 2010, 02:36

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.