Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 09 » Zaczarowany dom



Zaczarowany dom

Pierwszy projekt zrobiła sześć lat temu, zaraz po szkole. Dla znajomego, który zaryzykował.
Był cudowny, bo dał mi wolną rękę w wydatkach – śmieje się Kasia Sybilska. – Nie znaczy to że kupowałam bez umiaru, ale mogłam zaszaleć i zrobiłam fajną rzecz – dodaje. Ta „fajna rzecz”, czyli stumetrowa kawalerka, zaraz została pokazana w telewizji, a pięć godzin później Kasia miała już następne zlecenie.
Projektantka określa swoje wnętrza jako czarodziejskie, z fantazją, zaskakujące – kolorem, połyskiem, światłem, fakturą, meblami o niezwykłej formie. Ona się bawi i w zabawę wciąga właścicieli. Niektórzy dają się jej ponieść na szerokie wody. Przyjmują zasadę, że w życiu trzeba czasem zaszaleć, że piękno nie zawsze idzie w parze z praktycznością, a mieszkanie niekoniecznie musi być doskonałe. Że kuchnia, salon czy łazienka powinny mieć mocne punkty, które przyciągną wzrok.
– Nie ma nic gorszego niż apartamenty jak z katalogu, bez „fanu” – wyznaje szczerze, ale za moment ze skruchą dodaje: – O gustach się nie dyskutuje.
Jej gust nakazuje zająć się na przykład sufitami. Kasia boleje nad tym, jak są zaniedbywane. A to taka ogromna powierzchnia! Zamyka więc sufity w ramach, a za nimi ukrywa drążki od zasłon i światło, które lubi w nadmiarze. „Może nie starczyć na krzesło, ale na elektryka musi” albo „warto dodać jeszcze jeden bezpiecznik” – oto jej ulubione powiedzonka. Ma też słabość do sztukaterii, dużych sztukaterii. Nie zgadza się, że obniżają pomieszczenie. – Sprawiają wrażenie, że dom jest skończony, i niezwykle zdobią – przekonuje projektantka.
Z kolei meble „mają do wnętrza należeć”, jakby były rozważnie zbierane latami. Kasia jest zagorzałą przeciwniczką kompletów. Zazwyczaj stawia na środku rasową kanapę, a po bokach dwie wysokie lampy, ale każda jest inna. Gwiazdą w pomieszczeniu może być cały ten układ albo tylko lampy, albo tylko kanapa. Jej ukochane tkaniny to plusz na obicia i zasłony z tafty lub surowego lnu. – Co najbardziej cieszy? – zastanawia się. – Gdy moje projekty... cieszą. Kiedyś pewien klient, po obejrzeniu sterty rysunków z propozycjami, z zadowoleniem pokręcił głową i stwierdził: „Ale będę miał czarodziejskie mieszkanie”. Mało się nie rozpłakałam! Wiedziałam, że współpraca ułoży się świetnie.

Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: archiwum projektantki
Adres do projektantki: tel. 0 792 652 942, Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.



Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.