Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 09 » Mieszkanie z wieżyczką



Mieszkanie z wieżyczką

To małe mieszkanko jest jak współczesny zamek. Ma wieżyczkę, wąskie lukarny, wiekowe, grube ściany z cegły, antyczne kafle. Tyle tylko, że nie znajduje się na żadnym wzgórzu, a w Sopocie, w przedwojennej kamienicy.

W Gdańsku-Oliwie Joannie żyło się wygodnie i nie zamierzała się nigdzie przenosić. O przeprowadzce nie zadecydowała sama. Wszystko było zapisane w gwiazdach... Mieszkanie w Sopocie pokazała jej bratowa. – Wiesz, tam jest jak w zameczku – przekonywała i Joanna od razu nabrała ochoty na wycieczkę. W upalne, sierpniowe popołudnie zaparkowała przed przedwojenną kamienicą. Zadarła głowę, a tam wieżyczka i kute balkony. Weszła do wysokiego mieszkania, pospacerowała po „przecudnie skrzypiącej” podłodze. To była miłość od pierwszego wejrzenia.

Kiedy już kupiła poddasze, dowiedziała się, że jest... kobietą z wróżby. Otóż, była właścicielka Ewa, zmęczona perypetiami ze sprzedażą (ktoś się wycofał tuż przed podpisaniem aktu notarialnego), poprosiła o pomoc wróżkę. Ta przepowiedziała, że mieszkanie kupi kobieta, dokładnie ją opisała i przykazała cierpliwie czekać. Gdy po jakimś czasie zjawiła się Joanna – wypisz wymaluj jak z wróżby – Ewa nie miała wątpliwości, że ma upragnionego kupca. Odmówiła nawet mężczyźnie, który proponował wyższą cenę. Dzisiaj są serdecznymi przyjaciółkami, a nazwisko Ewy „w dowód uznania” nadal figuruje przy dzwonku na domofonie kamienicy.
Mieszkanie wymagało tylko kilku drobnych poprawek – w kuchni na przykład w spadzistym dachu przydał się szklany świetlik. Joanna mogła więc całą uwagę poświęcić dekoracjom. Przez cztery lata zwoziła naczynia, donice, lustra i inne bibeloty kupione w przydrożnych antykwariatach na Pomorzu i w czasie wakacyjnych wojaży po Toskanii, Dolomitach, Prowansji. Żakardową makatkę w zabawne misie wypatrzyła na targu w Chamonix. Od razu wiedziała, że trafi do sypialni w wieżyczce. Potem dobrała do niej tapetę w kratkę. Z Toskanii przyjechała z kolei gliniana jaskółka – prezent od przyjaciółki pisarki. Dostała ją na pamiątkę pewnej przygody. Otóż, kiedy przyprowadziła Katarzynę, żeby obejrzała jej nowe mieszkanie, znalazły leżącą w pokoju półżywą jaskółkę, która musiała wlecieć przez okno parę dni wcześniej. – Ja pewnie pojechałabym do weterynarza, co mogłoby się skończyć dla niej tragicznie – wspomina. Tymczasem Katarzyna znalazła miseczkę z wodą, a z pobliskiego baru z kebabami przyniosła mięso. Po dwóch godzinach ptaszek wyfrunął o własnych siłach. Skąd przyjaciółka wiedziała, jak sobie poradzić? Bo wydała właśnie tomik bajek dla dzieci, a jedna opowieść była o jaskółce. Wcześniej dokładnie przestudiowała ich zwyczaje. To od niej Joanna dowiedziała się, że w niektórych kulturach jaskółki symbolizują szczęście. Dlatego zawsze z uśmiechem wita glinianą pamiątkę na ścianie.

Sopot bardzo ceni sobie też przyjaciel gospodyni. Tadeusz, instruktor nurkowania, pływak-maratończyk i zapalony mors, ma teraz morze na wyciągnięcie ręki. Codziennie, niezależnie od pogody, pokonuje długie dystanse. Przepłynął już wpław ze Świnoujścia do Sopotu i dookoła Bornholmu.

Joanna po pracy zrzuca kostium pani mecenas i też biegnie na plażę. Towarzyszą jej Kayko oraz Zorro, dwa ruchliwe i wesołe pieski rasy West Highland White Terrier. W domu zostawia gromadkę kotów. Wszędzie ich pełno – w kuchennym zlewie, na kredensie... Szczególnie uroczy jest niejaki Adriano. Ten półbrytyjczyk krótkowłosy, zwany też Hydraulikiem, w wolnych chwilach chętnie odkręca syfony.
Gdy goście pytają Joannę i Tadeusza, ile tak naprawdę mają kotów, gospodarze odpowiadają tajemniczo: ,, tyle, ile akurat widzicie”.

Tekst i stylizacja: Agnieszka Osak-Rejmer
Fotografie: Sylwester Rejmer




Komentarze (2)

  • teresa
    To mieszkanie zasługuje na szczególną uwagę.Pomysłowość Pani domu jest niebywała.Ile tu wspaniałych ciekawych rzeczy...Nic, tylko podpatrywać.Wyczarowała Pani klimat starej kamienicy...ciepły, dobry,z którego nie chce się wychodzić....

    Środa, 09 grudnia 2009, 21:33

  • doris z Sopotu z ul. Mieszka 1
    mieszkam w Sopocie.jak przeczytałam ten artykuł i zobaczyłam zdjęcia to szukam tego miejsca .może to na ul. Haffnera? może ktoś to potwierdzi!mieszkanie piękne o ciepłym klimacie.zwierzaki które kocham i najważniejsze koty,koty jeszcze raz koty.chciałabym zobaczyć to na własne oczy.jestem zaszczycona że mieszkanie z Sopotu który kocham ,znalazło się w tym czasopiśmie.

    Poniedziałek, 28 września 2009, 23:46

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.