Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 11 » Pan od fikusów



Pan od fikusów

Syn żydowskiego kupca, kapista, uciekinier z lwowskiego getta, uznany malarz, który niemal nigdy nie pokazywał obrazów. Artur Nacht-Samborski – dla mniej zorientowanych ten, co malował fikusy.

Był rok 1957, w Muzeum Narodowym w Poznaniu otwarto wystawę malarstwa, której kuratorem był Zdzisław Kępiński. Pokazano obrazy Cybisa, Eibischa i Taranczewskiego. Osobną salę przeznaczono na malarstwo Artura Nachta-Samborskiego. Znalazło się tam jedenaście obrazów. To ewenement, bo wszyscy w artystycznym środowisku wiedzieli, jak niechętnie znany malarz i pedagog pokazuje swoje prace. A tu aż jedenaście. Reakcja krytyki i publiczności była entuzjastyczna. Malarz został odkryty na nowo. A w archiwach zachował się list niejakiej Elizy: „Nie mogę pojąć, jak Pan może ścierpieć naiwne próby swoich studentów (także byłych). (…) Najpiękniejsze kobiety naszej ojczyzny powinny Pana codziennie budzić pocałunkiem. Obawiam się, że od teraz nie będę miała odwagi pisnąć o tym, że chcę panu pozować”. Nachtowi – zatwardziałemu kawalerowi – było na pewno miło, choć należy wątpić, czy Eliza kiedykolwiek mu pozowała.

Za dużo druku
Atmosfera sensacji wokół obrazów Nachta może dziwić. Ale przecież malarz za życia nie miał wystawy indywidualnej! Po prostu nie dał się na nią namówić. Jak wspominał Jerzy Stajuda, przyjaciel artysty i krytyk, Nacht obrazów nie pokazywał „szczerze zainteresowanym profesjonalistom”, kolekcjonerów wybierał wedle własnego widzimisię, a „najmniejsze szanse mieli krytycy”. W jego mieszkaniu-pracowni przy Rynku Nowego Miasta było mnóstwo płócien, ale wszystkie stały odwrócone do ściany. Artysta, człowiek łagodny, podobno tylko raz wpadł w furię: gdy pewien student odwrócił kilka prac i zaczął je oglądać. Nacht uważał, że to krępuje swobodę twórczą. O malowaniu mówił: „Kolor nie jest rzadkim darem. Ileż dziewczyn ma wrodzony, budzący zazdrość smak do koloru. Ale walor... tu czasem trzeba trochę matematyki”.
Kariera malarska Nachta-Samborskiego zaczęła się w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny, jego ojciec miał w Krakowie dom towarowy. Młody Artur namalował nawet winietę rodzinnego interesu. Ciągnęło go do malarstwa, w szkole nudził się szybko i nieco łobuzował. Został wyrzucony z gimnazjum po tym, jak z kolegą z klasy zainscenizował na przerwie scenę pojedynku, kończącą się śmiercią umazanego dla draki krwią przeciwnika. Mimo niechęci ojca, wstąpił na ASP i studiował w pracowni Weissa. Naukę przerwał, by wyjechać z Jankielem Adlerem, także malarzem, do Berlina.
Miasta nienawidził, narzekając na „żelazne koleje i czarne kanały w śródmieściu”. Pisał w listach, że ucieka od „ryczącej ulicy” do swojego pokoju, gdzie oddaje się malarstwu. Duże wrażenie robiło na nim malarstwo Paule Klee, którego zdaje się nawet poznał. Pewności nie ma bo skryty Nacht o wielu rzeczach nie mówił. Jerzy Stajuda wspominał, że do jakiejś publikacji potrzebny był życiorys Nachta. Ten poprosił go o pomoc i Stajuda nasmarował biografię, malarz ją przeczytał i wykreślił prawie wszystko. Podobnie było, gdy artysta miał napisać coś do katalogu wystawy. Organizator zamówił tekst, a dostał jedno zdanie: „Wydaje mi się, że między obrazem a widzem jest za dużo druku”.
Po powrocie do Krakowa trafił w towarzystwo kapistów i ruszył z nimi do Paryża. Podobno wcześniej Bruno Jasieński chciał go zwerbować do jakiejś artystycznej grupy, ale w dniu wyznaczonego spotkania Nacht stwierdził, że woli iść na bal. Dla kapistów obowiązkiem było uczęszczanie na zajęcia ich opiekuna, Pankiewicza. Nacht także się zapisał, choć do mentora miłością nie pałał. W każdy niedzielny poranek Pankiewicz miał wykład o sztuce w Luwrze, na który przybywali wszyscy członkowie Komitetu Paryskiego. Oprócz Nachta, który twierdził, że długo sypia i nie potrafi tak rano wstawać.





Komentarze (2)

  • altonia
    Wzruszające przez duże W!

    Sobota, 07 listopada 2009, 22:54

  • ola
    nacht-samborski wspaniała osobowośc i artysta, dwa w jednym. dużo opowiadał o nim jego uczeń, a mój profesor jacek sienicki. przypomnijcie proszę postać nieżyjącego już wybitnego malarza jacka sienickiego.

    Piątek, 16 października 2009, 00:13

Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.