Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2009 » 11 » Podłoga - naga czy ubrana



Podłoga - naga czy ubrana

Podłoga jest dla domu tym, czym buty dla kobiety – jednym z ważniejszych elementów stroju. Doda więcej szyku niż najbardziej designerski dodatek.

Nowe i z odzysku
Woskowana czy lakierowana, drewniana podłoga jest ozdobą samą w sobie, choć nie zawsze tak uważano – w epoce wiktoriańskiej posadzki malowano na ciemny kolor i przykrywano dywanami. Czasy się zmieniły i dziś w cenie jest przedwojenny parkiet albo odnowione stare deski (na Allegro znajdziemy firmy skupujące drewno z rozbiórki), które możemy zabejcować na biało, pomalować na szaro, czy za pomocą szablonów ozdobić ornamentem w romby. – Ostatnio wiele osób decyduje się na tzw. obwódkę, wzorowaną na podłogach w renesansowych pałacach: dookoła ściany układamy deski z innego gatunku drewna – dodaje Paweł Sądek z DLH, firmy sprzedającej podłogi.

Od bladego różu po zapach lnu
Na podłogę najlepsze są gatunki twardego drewna liściastego: jesion, klon, dąb (choć jeszcze na początku XX wieku w domach mieszczańskich popularne były deski sosnowe, mniej trwałe, za to łatwiejsze w renowacji) oraz drewno egzotyczne. – Najpopularniejsze to merbau, najdroższe – wenge (nawet 390 zł za metr kwadratowy) i afrykańskie doussié wykorzystywane do budowy torów rowerowych na olimpijskich stadionach – opowiada Paweł Sądek. Wytrzymałe jest drewno oliwkowe i różane, ale uwaga: – Żeby ułożyć z niego kilkanaście metrów kwadratowych podłogi, trzeba wyciąć aż 100 hektarów plantacji. Zachcianka to więc droga – dodaje.
Ostatnio popularna stała się sklejka. W latach 60. układali z niej podłogi Le Corbusier i Mies van der Rohe. U nas spotkać ją można było w każdej „tysiąclatce” na... szkolnych krzesełkach. Moi znajomi wykorzystali też ostatnio płyty paździerzowe (zrobione z części łodyg lnu i konopi): przeliczyli się z remontem i zabrakło im funduszy na parkiet, pomalowali więc płyty na brązowo, a efekt przeszedł ich oczekiwania.

Wrzask stubarwnej kłótni
Tak Maria Pawlikowska-Jasnorzewska w wierszu „Dywan perski” opisuje stary wzorzysty kobierzec. Ręcznie tkanym z Iranu, Indii czy Pakistanu nie żal przykryć i najpiękniejszej podłogi. Najstarszy dywan pochodzi z V w. p.n.e. z grobowca scytyjskiego wodza w Pazyryku na Syberii. Był zamarznięty w bryle lodu, dzięki czemu idealnie zachował się wzór. W tamtych czasach na dywanach jadano, modlono się, spano, rozwijano je podczas zaślubin i rodzinnych narad. Przypisywano im magiczną moc. Dziś o tym zapominamy. – A to przecież prawdziwe dzieła sztuki, jeden dywan powstaje nawet pięć lat – mówi Ewa Kośka z warszawskiego Salonu z Dywanami. W jej sklepie kupimy nawet 50-letnie egzemplarze. Możemy zrobić w domu przymiarkę, bo to poważna inwestycja – perski dywan tkany ręcznie na jedwabiu kosztuje ok. 3000 zł/m². – Polacy często dobierają dywan pod kolor mebli i ścian. A przecież kobierzec jest jak obraz. Czy płótno kupujemy po to by pasowało do kanapy? – dodaje. I pamiętajmy o podstawowej zasadzie: nie ograniczać się do jednego egzemplarza – na Bliskim Wschodzie dywany rozwieszane są na ścianach, leżą na podłogach, taboretach, jeden przykrywa drugi. I broń Boże, nie są identyczne!
Dla wielbicieli nowoczesnych dywanów mamy designerskie egzemplarze. Na przykład Hiszpanki Nani Marquina. – Swoje kolekcje mają też marki odzieżowe, jak Pierre Cardin czy Esprit – dodaje Emilia Kasperczak z salonu Komfort. – Modne jest dziś soczyste jabłuszko, odcienie różu, ostre fiolety i nietypowe zestawienia, jak zieleń z niebieskim – wymienia. – Polakom coraz bardziej się to podoba. Przestajemy już traktować dywan wyłącznie jak tło – podkreśla.

Tekst: Monika A. Utnik
Fotografie: archiwa firm



Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.