Strona główna » Archiwum "Werandy" » 2011 » 01 » Drewniany dom pod Mont Blanc



Drewniany dom pod Mont Blanc

O czym marzy narciarz po zejściu ze stoku? O saunie, smacznej kolacji i wygodnym łóżku. A jeśli jeszcze z tarasu może podziwiać góry, które rano pokonał na dwóch deskach, jest w siódmym niebie.

Virginie, sama też narciarka, świetnie zdawała sobie sprawę, co jest ważne dla narciarza. Energiczna, z głową pełną pomysłów, zawsze miała smykałkę do interesów (ostatnio sprawdzała się jako dyrektor marketingu firmy Guerlain). Więc kiedy przejęła po ojcu trzypiętrowy dom w Chamonix (po sto osiemdziesiąt metrów na każdym poziomie), postanowiła urządzić w nim górski pensjonat. Strome zbocza, barokowa kapliczka przy wydeptanej przez kozice ścieżce i Mont Blanc na wyciągnięcie ręki. W takim miejscu sukces był gwarantowany!

W okolicy Virginie okrzyknięto „awangardową oberżystką”. Raz, bo tak sprawnie i szybko uporała się z remontem, że sąsiedzi przyzwyczajeni do wolnego rytmu dnia nie mogli nadziwić się jej operatywności. Dwa, bo dom, z zewnątrz tradycyjny, przerobiony ze stodoły, krył wszystko, o czym może marzyć najbardziej wymagający gość hotelowy.

Więc przede wszystkim świetną restaurację. Specjały „Stodoły na wzgórzu” (jak okoliczni mieszkańcy nazywają pensjonat) słyną na całe Chamonix, a smakowite kolacje przyciągają nie tylko tych, którym Virginie wynajmuje pokoje. Gdy ją odwiedziłam, szef kuchni zaproponował przystawkę z karczochów, bajeczną tartę z pomidorami i choucroute, czyli bigos po francusku. Wieczorem zaś czekali już przystojny masażysta i kosmetyczka – na parterze architekt, Bernard Ferrari, zaprojektował bowiem spa (latem organizowane są tu warsztaty jogi). A że jedna ze ścian jest tam całkowicie przeszklona i roztacza się z niej przepiękny widok na góry, kąpiąc się w basenie, miałam wrażenie, jakbym pływała pośród ośnieżonych szczytów i kłębiastych chmur.




Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.