Wizytownik skończył dwieście lat, ale jak na takiego staruszka ma się całkiem nieźle. Nawet dziś nie mogą się bez niego obyć królowie, prezydenci, prezesi, gwiazdy.
Co dawniej robił dżentelmen, który wybierał się z wizytą i chciał, by go z szacunkiem ugoszczono? W XIX wieku odpowiedź była bardzo prosta.„Ubrawszy się przyzwoicie, wizytujący nie zapomina wziąć ze sobą wizytowych biletów” – radził polski podręcznik savoir-vivre’u. Bo karta wizytowa w kieszeni była równie ważna, jak schludny strój czy wybór odpowiedniej pory odwiedzin. Rozsławił je Ludwik XIV, choć karteluszki z zapisanym na nich imieniem znano już wcześniej. To jednak Król Słońce wprowadził posługiwanie się nimi do ceremoniału. Wkrótce kawałki papieru zdobione rysunkiem czy akwarelą, z wypisanym pośrodku nazwiskiem stały się nieodłącznym elementem życia towarzyskiego.
Pudełko na bilety
Szczyt popularności kart wizytowych przypadł na XIX wiek. Bileciki nosili zarówno dżentelmeni, jak i damy, a wręczaniu towarzyszyła cała etykieta. Dawało się po jednej karcie każdemu dorosłemu członkowi odwiedzanej rodziny. Jeśli gospodarza nie było w domu, bilet zostawiano służbie, załamując lewy górny róg karty lub cały brzeg. Gdy gość pojawiał się, by złożyć kondolencje, załamywano róg przeciwny. Specjalnie na bileciki wymyślono mnóstwo skrótów pochodzących od francuskich słów, dzięki czemu gospodarz wiedział, z jakiego powodu ktoś go odwiedził. Na przykład „p.p.c” (pour prendre conge) oznaczało, że gość przybył, aby się pożegnać.
Ponieważ życie towarzyskie kwitło w najlepsze, wytworni panowie i damy szybko stanęli przed praktycznym problemem: gdzie trzymać karty wizytowe? P.E. Leśniewski, autor podręcznika dobrego tonu, pisał w 1843 roku: „Mężczyźni chowają je wprost do kieszeni, damy kładą w umyślnie na to przeznaczony ładny pugilares, który wraz z piękną od nosa chustką trzymają w ręku, co im przyczynia pozoru dobrego tonu”. Wkładanie bilecików do kieszeni nie było dobrym rozwiązaniem, bo szybko się niszczyły. Mężczyźni wsuwali je często do papierośnic, ale wtedy papier przesiąkał zapachem tytoniu, lub do etui na okulary, do kalendarzyków i notesów. Za to damskie puderniczki, zwane z angielska „vanity cases” albo „compact”, miały osobne przegródki na bileciki. W końcu jednak zmyślni Anglicy wyprodukowali puzderko przeznaczone wyłącznie na karty wizytowe. W ręce członków society trafił wizytownik. Pierwsze wizytowniki były srebrne i pochodzą z około 1800-1810 roku. W roku 1820 ruszyła w Birmingham pełną parą ich produkcja. Miasto zwane było „Toy Shop of Europe”, bo miejscowi rzemieślnicy specjalizowali się we wszelkiej maści puzderkach, etui, puderniczkach i innych akcesoriach tego typu.
Tagi:
D & L Spiers, David Pettifer, Deakon & Francis, etui na wizytówki, George Unite, karta wizytowa, Nathaniel Mills, savoir-vivre, Taylor & Perry, wizytownik, Włodzimierz Herman