Jaskrawe ściany, wielkie przeszklenia czy miniatura prekolumbijskiej piramidy w ogrodzie. Dom przewrotny i niekonwencjonalny. Jak jego pierwsza właścicielka – słynna meksykańska malarka Frida Kahlo. 


Dom widać z daleka. Nie trzeba tabliczek informacyjnych, od razu można się zorientować, że mieszkała tu malarka. Frida Kahlo tutaj się urodziła (w 1907 roku) i spędziła długie miesiące, przykuta do łóżka, chorując na polio i dochodząc do (niepełnego) zdrowia po wypadku drogowym. W nim zaczęła malować i w nim umarła. 

Nie zawsze był niebieskim domem (Casa Azul). Kiedy powstał w 1904 roku, fasadę pomalowano na biało. Stanął w Coyoacán, na zielonym przedmieściu Mexico City, ostatnio obleganym przez zamożniejszych obywateli. Prosty, choć elegancki, parterowy dom na planie litery L, z patio, w modnym stylu kolonialnym. Dokładnie czegoś takiego szukał Guillermo Kahlo dla swojej nowej rodziny. A on znał się na architekturze.

Kiedy Guillermo wyemigrował z Niemiec do Meksyku, zajmował się fotografowaniem budynków: fabryk, kościołów, pomników etc. Wielkie firmy dobrze płaciły za jego usługi. Dlatego kiedy ożenił się po raz drugi (pierwsza żona zmarła przy porodzie), postanowił zamieszkać w nowoczesnym, jeszcze pachnącym świeżym tynkiem budynku. To w nim wychowało się sześć córek Guillerma, w tym ulubienica tatusia, od dzieciństwa zdradzająca talent artystyczny Frida. 

Przebudowa Casa Azul rozpoczęła się w 1937 roku ze względów politycznych. Frida, zagorzała komunistka, ulokowała w nim swojego mentora i kochanka Lwa Trockiego, który po tym, jak ośmielił się zadrzeć ze Stalinem, został wydalony z ZSRR i niemal dekadę tułał się po świecie. Po kolejnym zamachu na jego życie frontowe okna Casa Azul zostały zamurowane, a dziedziniec oddzielony od sąsiedniej działki wysokim murem.

reklama



Ale po dwóch latach Trocki pokłócił się z mężem Fridy, słynnym malarzem muralistą Diegą Riverą, i przeniósł do domu kilka ulic dalej. Przeprowadzkę przypłacił życiem – 21 sierpnia 1940 roku został zamordowany w swoim gabinecie. 

Tymczasem Frida i Diego zdążyli się rozwieść, a po roku… znowu wziąć ślub. Ci zakochani w rdzennej meksykańskiej kulturze i sztuce bezkompromisowi artyści postanowili dopasować dom do swojego stylu życia. Z fasady zniknęły kolonialne ozdóbki. Spękaną biel zastąpiły wyraziste kolory: kobalt, zieleń, czerwienie i żółcie.

Frida i Diego potrzebowali więcej przestrzeni: na pracownie malarskie, ogromny księgozbiór, kolekcję sztuki ludowej i prekolumbijskiej oraz na licznych gości. Rozbudową pokierował przyjaciel Diega, architekt Juan O’Gorman. Zaprojektował dwie wielkie, bardzo nowoczesne dobudówki z tarasowymi dachami połączonymi mostem. Casa Azul rozrósł się do 800 m2. 

Kolejnych 400 zajął wewnętrzny ogród, ulubione miejsce Fridy. To w nim rosły kwiaty, które tak często malowała, wpinała we włosy, i żyły zwierzęta znane z jej obrazów: małpki, papugi, kury, jaskółki, psy, sarenka Granizo czy też orlica o dumnym imieniu Gertrudis Caca Blanca (Gertruda Biała Kupa). Diego zbudował w ogrodzie miniaturę prekolumbijskiej piramidy, na której ustawiono rodzinną kolekcję rzeźb. 

Po śmierci żony Rivera przekazał Casa Azul państwu, pod warunkiem że zostanie przekształcony w muzeum. Od tej pory w domu niemal nic nie zmieniono. Przez pokoje przetacza się codziennie tłum turystów. A brudne pędzle i nieukończone płótna wciąż wyglądają powrotu swoich właścicieli. 

Weronika Kowalkowska 
fot.: Alamy/BE&W, Getty Images, Muzeum Fridy Kahlo, shutterstock, Wikipedia