Właściciele uwielbiają gotować dla gości. Dom urządzili tak, by móc to robić jak najwygodniej i jak najczęściej.  


Mieszkania nie od razu mają klimat. Czasem potrzeba dziesięcioleci, by można było powiedzieć "to miejsce z duszą". Ale czasem nowy i niepozorny dom też można tak urządzić, żeby ją miał.

Dom Kasi i Tomka stoi na sporej działce pod Krakowem z pięknymi widokami na góry. Choć z zewnątrz jest minimalistyczny, to w środku ciepło czuć już od progu.  

GNIAZDO DLA MIŁOŚNIKÓW WINA

Właściciele to para obieżyświatów, która podróżuje z kluczem. Pracują w branży winiarskiej, więc celem znakomitej większości wypraw są albo winnice, albo inne miejsca słynące ze szlachetnych trunków. Inspiracje dla domu przywieźli głównie z Toskanii, Anglii i Francji.

Kiedy na budowę wkroczyła Aleksandra Procajło-Kwiecień, architektka i projektantka, wyglądało na to, że dom będzie miał nowoczesną nie tylko fasadę, ale też minimalistyczne, pełne szkła, puste wnętrza. Fundamenty były już położone.

reklama



Na szczęście potrzeba ciepła wzięła górę. – Dlatego nawiązali współpracę właśnie ze mną – opowiada pani Aleksandra. – Wiedzieli, że ja także dobrze czuję się w takich klimatach.

Czego potrzebowali? Miejsca, w którym chciałoby się siedzieć długo w noc, grzać się przy kominku i biesiadować z przyjaciółmi przy wykwintnych winach podczas pysznych kolacji. Co jak co, ale gotować to oni potrafią – trudno orzec, które z nich, Kasia czy Tomek, jest w tym lepsze. Spécialité de la maison to kuchnia śródziemnomorska, grillowane ryby i jagnięcina, ale nie stronią też od wyrazistych i krwistych argentyńskich steków, które nauczyli się przyrządzać w czasie jednej z podróży. Wśród znajomych słyną z doskonałych win i serów, które dobierają po mistrzowsku. 

SALA KOMINKOWA

Chcieli mieć wokół dużo przestrzeni i światła, nie tracąc przy tym przytulnego nastroju.

Najważniejszy był wysoki na niemal trzy kondygnacje salon. Przypomina trochę salę kominkową w pałacach i zamkach, których niezliczoną ilość oglądali, podróżując po Francji. Kasia i Tomek je uwielbiają, taką nietypową pamiątkę z podróży wymarzyli sobie we własnym domu. 

Klimat tego wnętrza tworzą drewniane elementy: przede wszystkim ogromne bale konstrukcyjne, które Aleksandra wybierała w tartaku (zostały specjalnie postarzone), olejowana podłoga, obudowa kominka, siermiężny stół

Salon można podziwiać z kilku punktów domu: jadalni, kuchni, holu, klatki schodowej. Ale największe wrażenie robi widok z antresoli i z prowadzącego do sypialni państwa domu przesmyku z biblioteką – jego okna wychodzą właśnie na salę kominkową. 

BIBLIOTEKA MOŻE BYĆ WSZĘDZIE

Ustawiona w korytarzu prowadzącym do sypialni sprytnie oddziela część najbardziej prywatną. Robiono tak w starych domostwach – wysuwając wybrany wolumen, uruchamiało się dźwignię i otwierało tajemnicze przejście do sekretnego pomieszczenia. Wprawdzie biblioteka Katarzyny i Tomasza nie jest aż tak wyrafinowaną maszynerią, a ukryte za nią łazienka i garderoba nie są przesadnie chronionymi salami, ale aura tajemniczości (a może tylko sprytnego rozwiązania architektonicznego) robi wrażenie. Przy okazji biblioteka z sypialnią stanowią samowystarczalne centrum państwa domu. W dodatku z dostępem do kultury! 

Kulturę gospodarze zafundowali sobie nawet w toalecie. Pomysł z biblioteczką jest odważny – wiele osób czyta w łazience, ale mało kto się do tego tak przyznaje. – To ja wpadłam na to, żeby ją tak ustawić – mówi Aleksandra Procajło-Kwiecień. – Początkowo w tym miejscu planowano prysznic. Teraz jest i przytulniej, i bardziej oryginalnie.

Do łazienki zakradły się także mocne i kontrastowe kolory: czerń oraz biel. 

Większość mebli i dodatków stolarze zrobili według projektów architektki: drzwi, schody, balustrady, ławeczki, kuchnię, także obudowę kominka. Ale nawet najbardziej wysmakowane wnętrza bardzo tracą, jeśli nie ma w nich ducha gościnności. Jak twierdzą właściciele, w końcu nie po to ma się duży dom z ogromnym ogrodem, żeby nikogo w nim nie gościć.


tekst: Michalina Kaczmarkiewicz 
stylizacja:Eva Milczarek, Aleksandra Procajło-Kwiecień 
zdjęcia: Radosław Wojnar