Nieoczywiste, bajkowe, z pogranicza jawy i snu. Wystarczy nacisnąć kolorową klamkę, żeby znaleźć się w innym świecie. To mieszkanie Pauliny i Bartka na Szczęśliwicach. 
 
Projektantka Patrycja Rabińska ma zasady. Po pierwsze, projektuje domy dla znajomych i znajomych znajomych. Nie ogłasza się, ponieważ wierzy w marketing szeptany, nie ma nawet strony na Facebooku (!).

– To cud, że Paulina natknęła się na zdjęcia apartamentu, który kiedyś zrobiłam, i mnie odnalazła – opowiada. – Byłam pod wrażeniem jej dociekliwości. Ona i Bartek są pierwszymi obcymi w mojej karierze, czyli klientami, z którymi się nie znałam. 

Po drugie, Patrycja Rabińska nie robi tego, co większość projektantów, czyli wizualizacji projektu w komputerze.

– Takie rysunki przekłamują rzeczywistość: proporcje, odcienie, nie pokazują tekstur – mówi. – A do tego osłabiają wyobraźnię i kreatywność. Na żywo projektuje się znacznie ciekawiej. Poza tym nie da się zrobić fajnego wnętrza od razu, dom musi stopniowo obrastać w różne rzeczy, a ja staram się wykorzystywać przedmioty absolutnie nietypowe, oryginalne, które dopasowuję do miejsc na późniejszym etapie urządzania. 
 
Jak choćby kolorowe klamki. Symbol mieszkania. Są tu nie tylko dekoracją, one rzeczywiście otwierają drzwi do innego świata. Albo motyw groszków – dokładnie takich jak kultowe czeskie czekoladowe pigułki Lentilky. Obie je uwielbiają, mieszkanie musiało więc nosić ślad tej miłości. Generalnie i dla domowników, i dla projektantki najważniejsza była zabawa. 

Jest więc subtelnie, jasno i przyjemnie. Ze szczyptą surrealizmu, mgiełką halucynacji i krztyną baroku. A wszystko w pastelowym sosiku lekko kiczowatej stylistyki z lat 50. Dropsy w łazience (świetna polska manufaktura Ardea) i sypialni, psychodeliczne niebieskie grzybki z porcelany powtykane w rosnący na stole mech, meble z wielkimi uszami, jakby żywcem zapożyczone z powieści Dickensa albo Burtonowskiej wizji „Alicji w Krainie Czarów”; może tylko trochę bardziej kobiecej. Do tego różowe flamingi, Szalony Kapelusznik i przystojny rogacz na ścianie – obraz specjalisty od jeleni Lecha Batora. Jak się bawić, to na całego.

– Pomiksowane różne stylistyki, nic śmiertelnie poważnego, wszystko z przymrużeniem oka – opowiada projektantka. – Na szczęście właściciele mają dużo luzu i ciut absurdalne poczucie humoru, więc pozwolili na taki fun.

Bartek wprawdzie czasem oponował, na przykład zaparł się, że nie pozwoli na fioletową ścianę w salonie, ale do większości szaleństw dał się przekonać. Ba, czasem nawet aktywnie w nich uczestniczył. To on przywiózł znaleziony na śmietniku fotel uszak, bo Paulina marzyła o uszatych meblach. Tak zdobyli ozdobę salonu. Udało się do niej dobrać łóżko i sofę w podobnych klimatach.

Gdy już wszystko w tym bajkowym świecie stanęło na swoim miejscu, okazało się, że stateczne meble firm VOX, Swarzędz czy IKEA, doprawione psychodelicznym kolorem i szalonymi pomysłami PiP Studio czy Seletti, mogłyby brawurowo zagrać w kolejnej ekranizacji Alicji. Wyobraźcie sobie, jak wyleguje się na nich Kot z Cheshire. 

opracowanie: Joanna Halena
zdjęcia: Yassen Hristov 
 
Projektantka:  Patrycja Rabińska
Skończyła projektowanie wnętrz i scenografię na warszawskiej ASP. Stara się, aby każdy dom, który tworzy, był wyjątkowy. – Nie lubię powielać wykorzystanych wcześniej pomysłów – mówi. – Dlatego cenię sobie klientów z otwartymi głowami, którzy potrafią mi zaufać. – Dzięki temu podczas każdej kolejnej realizacji mogę przeżywać tę fascynującą przygodę na nowo. Twórczym można być tylko wtedy, gdy ma się przyjemność z pracy – dodaje. 
Rududu, www.rududu.pl
patrycja.rabinska@rududu.pl
 
reklama