Polskie modernistyczne klimaty doskonale pasują do skandynawskiego minimalizmu i umiaru. A to lubi cała trójka: architektka i domownicy. 


Stare Bielany zachowały do dziś nieco nostalgiczny urok międzywojennej Warszawy. Wąskie uliczki, wybudowane pod koniec lat 30., niewysokie wille z ogródkami – varsavianista Jerzy Kasprzycki przyrównywał je do „krasnoludkowych domków” – cisza, spokój, ład zaprojektowanych na ludzką miarę osiedli, cień starych drzew.

Justyna i Jakub znaleźli się tu dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. – Szukaliśmy mieszkania, nie sądziliśmy, że będzie nas stać na dom – opowiadają. – Wiedzieliśmy tylko, że nie chcemy apartamentu w nowoczesnym bloku. Widzieliśmy siebie w prostej, modernistycznej kamienicy. Po nocach przeczesywaliśmy internet. 

Jedna z agencji pokazała im ten dom: dwa mieszkania, jedno na piętrze, drugie na parterze, i klatka schodowa z osobnymi wejściami. Mieszkały tu dwie starsze panie, siostry. Jak Paweł i Gaweł – jedna na górze, druga na dole. 

reklama



Dom obejrzeli z architektką Aleksandrą Kaszubską. – Wiedziałam, że połączenie tego wszystkiego w jedno mieszkanie skończy się karkołomnym remontem, ale wydawało mi się, że warto zaryzykować. Ta wysokość, 3,80 metra, oddech, światło, przestrzeń – wspomina. – Do tego smakowite detale: mosiężne klamki, okucia i świetne meble, które poprzednie właścicielki postanowiły zostawić. Teraz trudno byłoby takie znaleźć. To pod nie tak naprawdę zaczęliśmy urządzać wnętrza. Wystarczyło oddać je do renowacji, żeby odkryć piękne rysunki fornirów.

Polskie modernistyczne klimaty doskonale pasują do skandynawskiego minimalizmu i umiaru. A to lubi cała trójka.

Aleksandra po skończeniu architektury na łódzkiej politechnice studiowała ten przedmiot w Szwecji, a w Danii dizajn. – Uwielbiałam spacerować i dyskretnie zaglądać ludziom w okna, bo tam nikt ich nie zasłania – opowiada. – Zachwycały mnie jasne, praktyczne meble, umiarkowanie, otwartość. U nas widać w domach chęć posiadania wielu przedmiotów, tam – nie. I wszędzie naturalne materiały: drewno, beton, szkło.

Jakuba też zauroczyła Szwecja. A więc stałe elementy, takie jak meble (kanapy i fotele to IKEA i Noti), są spokojne, geometryczne, a odrobina szaleństwa pojawia się w dodatkach: płytkach na podłodze w kuchni czy na ścianie w łazience, tapicerkach, uchwytach szuflad, kolorach krzeseł czy kraciastych zasłonach. Do tego odrobina dizajnu, czyli lampy z Artemide, Gubi, Light Years, CablePower, a największa, nad stołem, to projekt duńskiego architekta Jørna Utzona.

Firanek, jak na Północy, nie mają, bo szkoda zasłaniać nimi ogród, do którego schodzą po schodkach z salonu. Aleksandra zaprojektowała wśród zieleni praktyczny betonowy stół z ławą; Justyna układa na nim kolorowe poduszki. Skandynawskie porządki zdały na Bielanach egzamin na szóstkę.


tekst: Joanna Halena 
zdjęcie: Aneta Tryczyńska 
stylizacja: Anna Olga Chmielewska

architekt: Aleksandra Kaszubska 
Skończyła Architekturę i Urbanistykę na Politechnice Łódzkiej, Architekturę w Lunds Tekniska Högskola (Szwecja) oraz studiowała projektowanie mody i dizajn w Designskolen Kolding (Dania). Prowadzi autorską pracownię Babaka Architekci zajmującą się architekturą, architekturą wnętrz i dizajnem. „Prostota, funkcjonalność i szczerość w projektowaniu – forma wynikająca z funkcji” – to jej motto. www.babaka.pl, info@babaka.pl, tel. 880 645 542