Monika połączyła w swoim domu wszystko to, co lubi najbardziej: amerykańską elegancję, angielską przytulność i skandynawską prostotę.

Wprowadzili się tu w Wielką Sobotę. I od razu urządzili świąteczne śniadanie. Był wysprzątany dom, wielkanocne dekoracje, świece, pierwsze wiosenne kwiaty, rozpalony kominek, goście i tradycyjnie zastawiony stół. – Bez specjalnej taryfy ulgowej – mówi Monika Książek. – Choć, prawdę mówiąc, część potraw przynieśli rodzice – dodaje jakby z żalem, że coś zakłóciło ten iście amerykański scenariusz o idealnym domu i jego gospodarzach.

Wprawdzie kuchnia już działała, ale przeprowadzka i przygotowanie dekoracji pochłonęło Monikę doszczętnie. Za to nie było nierozpakowanych kartonów, wiszących na kablach żarówek czy łysych okien. Mało tego, zrobiła nawet wielkanocny wieniec na drzwi (całkiem w amerykańskim stylu), z bukszpanu, kolorowych wstążek i jajek. – Wiatr był wtedy taki, że jajka ciągle uderzały o drzwi, a my biegaliśmy, myśląc, że ktoś puka – śmieje się z tamtego przyjęcia.


Dom nad jeziorem wybudowali szybko, "prawie własnymi rękami". – To znaczy rękami mojego taty i jego firmy. Ja byłam od wnętrz – prostuje Monika. Bo zawsze się wnętrzami pasjonowała, choć raczej amatorsko. To było dla niej wyzwanie. – Podobało mi się dużo rzeczy, ale musiałam wszystkie fascynacje jakoś pogodzić i uciszyć, bo dom miał przecież ograniczoną powierzchnię – opowiada.


Do tej pory Monika słyszy od przyjaciół pytanie: „Ale właściwie co to jest za styl?”. Na tę okoliczność wymyśliła zgrabną odpowiedź: rustykalna elegancja! – To taki miszmasz klasycznej, amerykańskiej elegancji z anglosaską dopieszczoną przytulnością i skandynawską swojskością – tłumaczy z uśmiechem pani domu i dekoratorka w jednym.


Wejście, hol, klatka schodowa i kuchnia są biało-czarne, klasyczne, z lekką domieszką glamour, jadalnia i salon – ciepłe, pastelowe, angielskie. Choć już tu Monika zaczęła przełamywać style i mieszać konwencje. – Są francuskie malowane boazerie, a z drugiej strony saski kominek, bo angielski byłby zbyt jednoznaczny – przyznaje.

Za to całe piętro zamieniła w ciepłe, rustykalne królestwo drewna i swojskich dekoracji. Sypialnia jest graficzna, biało-czarna. Łazienka – biało-kobaltowa. A pokój dwuletniego Eryka biało-pastelowy. Właśnie z tego pokoju rozciąga się najpiękniejszy widok na jezioro. – Kiedy Eryk był malutki, budził się wcześniej niż okoliczne koguty i swoim krzykiem stawiał na nogi cały dom – opowiada Monika. – Trochę mnie to na początku złościło i męczyło. Do czasu, gdy zobaczyłam wschód słońca nad jeziorem. Wkrótce zaczęła nastawiać budzik, parzyć kawę i z nosem przyciśniętym do szyby oraz Erykiem do boku wypatrywać pierwszych promieni liżących czarnosrebrną taflę wody.


Monika miała swoje „must have” do pierwszego domu: duży stół z litego drewna, przy którym zasiądzie cała rodzina, duży kominek, bo uwielbia ogień i ciepło, oraz wyspę w kuchni. – Kuchnia okazała się trochę za mała i wyspa przegrała ze spiżarnią. Bo spiżarnia to rzecz naprawdę niezbędna w dużym domu na odludziu, gdzie zimą potrafi zasypać nas na kilka dni – wzdycha.

Lada moment będą obchodzić pierwszą rocznicę zamieszkania w nowym domu. – Dokładnie w święta wielkanocne! – cieszy się Monika. – Już marzę o wiośnie i wymyślam dekoracje z tulipanów, hiacyntów, żonkili i bukszpanu. Tym razem wielkanocne dania też przygotuje sama. – Będzie oczywiście pascha i puszyste baby – wylicza. – Ale moją specjalnością są rozmaite pasty jajeczne. Na przykład z suszonymi pomidorami, rzeżuchą lub szczypiorkiem albo z awokado i czarnym pieprzem. Podawane z domowym chrupiącym chlebem smakują niebiańsko – zachwala.

W zeszłe święta jeszcze nie do końca czuła się gospodynią. W tym roku wszystko będzie dopięte na ostatni guzik – nawet wielkanocne menu.

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Stylizacja: Anna Olga Chmielewska/Holart studio
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska

Za pomoc w sesji dziękujemy sklepom: Dekoria, House & More, Kids Town, Scandinavian Living

reklama