W środku – francuskie meble i angielskie tkaniny. Z zewnątrz – jak tradycyjne mazurskie siedliska.  Całość bardzo zgrabna i wysmakowana.


Kiedy dzwonię, Agnieszka z trudem znajduje wolną chwilę. – To zapraszam w poniedziałek, akurat nie mam gości – proponuje. I wyjaśnia od razu, że w sezonie trudno o leniwy weekend z książką w ręku. Zawsze coś się dzieje, zawsze ktoś wpadnie na kawę, zatrzyma się na obiad, bo przejeżdżał niedaleko, bo słyszał, że tu tak ładnie, a w ogóle chciał wreszcie zobaczyć tę słynną stadninę. Tę, czyli Ferensteinów w Gałkowie, „konnej” wsi, jak ją nazwały media.

Agnieszka mieszka po sąsiedzku. – O, te konie, tam na pastwisku, są od nich – mówi, pokazując na stadko pasące się tuż za płotem. Wśród nich Candy Girl, klacz, którą kupili dla córki Basi. – Śmiejemy się, że Gałkowo to taka mała Warszawa. Co chwila zjeżdżają celebryci i dziennikarze albo na Hubertusa, albo na zawody Sharp Cup. Ruch tu nieustanny.
 

Francuskie wnętrza w mazurskim siedlisku


Dobrze więc, że ulokowali się nieco z boku. Mają informacje z pierwszej ręki, a jakby żyli na końcu świata. Dom jest nowy, ale z materiałów odzyskanych z mazurskich siedlisk: starej dachówki i rozbiórkowej cegły. Środek pomagała urządzać przyjaciółka Agnieszki i zarazem projektantka Ola Miecznicka.

 

Styl rustykalny i francuskie meble


Zaczęło się od wspólnych podróży. Najczęściej do Francji, którą obie ubóstwiają. Kiedy więc miały wybierać meble, zdecydowały, że pojadą do Paryża. Akurat trwały jedne z najsłynniejszych targów wnętrzarskich Maison & Objet. Nie mogły trafić lepiej. To tam wypatrzyły między innymi stolik-skrzynię nabijaną ćwiekami, stołki obite futrem, stylową komodę czy krzesła, których oparcie i nogi przypominają poroża. W powodzi marek można było utonąć. Albo pokłócić się o to, czy lepszy będzie rustykalny stół rodem z Prowansji czy skandynawski, loftowy, na metalowej ramie.
 

Francuskie manufaktury i francuski styl


Ale Agnieszka i Ola rozumiały się bez słów – obie stawiały głównie na francuskie manufaktury i francuski styl. Z jednym wyjątkiem: tkaniny i tapety są angielskie, kupione w warszawskim sklepie Impresje Home Collection. Największe wrażenie robi zwłaszcza ściana przy jadalni – obłożona wełną. Na jej tle stoją wspomniane krzesła z poroży obite tkaniną z Impresji.

 

Naturalne kolory i drewniane meble


W domu panuje meblowa i kolorystyczna dyscyplina: sprzętów nie jest za dużo, surowe drewno, kamień, beże i brązy. Jedynie kuchnia odbiega nieco stylem. Pojawiły się w niej zielone kafle (dziewczyny znalazły je w paryskiej firmie Villa Paris, zostały odzyskane ze starego pieca), czerwone zazdrostki i półka nad wyspą obwieszona ziołami.

– Uwielbiam gotować, więc przy domu założyłam zielnik i warzywnik: mam miętę, bazylię, tymianek, oregano, ogórki prosto z grządki i pomidory. W tygodniu, kiedy jesteśmy w Warszawie, pielęgnuje je nasz ogrodnik. Przyjeżdżamy na weekend i możemy rwać garściami. Tym bardziej że jesteśmy fanami zdrowej żywności – opowiada Agnieszka. Ma dla kogo gotować, bo w domu ciągle gości przyjaciół. Zdarza się, że na obiedzie bywa i dwanaście osób. – W kuchni pomagają wszyscy. Panowie przyrządzają ryby. Panie dosmaczają sałatki. Lubimy poeksperymentować i czasem sięgamy na przykład po tajskie przepisy. Dzieje się, a to lubię najbardziej.

Tekst: Monika Utnik-Strugała
Stylizacja: Anna Tyślerowicz
Zdjęcia: Rafał Lipski
Kontakt do projektantki: Aleksandra Miecznicka, www.aleksandramiecznicka.com

 

reklama