Dorota z domem często rozmawia, przytula się do ścian, nawet pisze o nim wiersze... A on odwdzięcza się dobrą energią i wycisza.


Kiedy Dorota Brodzik pierwszy raz weszła do tego domu, miała ochotę uciec. Właściciel był niesympatyczny i stwarzał wokół siebie nieprzyjemny nastrój. Ale dostrzegła i to, że budynek, choć mocno zniszczony, ma wiele ukrytych zalet. A tysiącmetrowa działka z rachityczną jabłonką i kępami trawy, ale pięknie położona – w najstarszej części Legionowa, na Bukowcu – mogłaby się stać bajkowym ogrodem. Wyobraźnia zaczęła działać. Dorota uznała, że dom prosi o ratunek. Kupiła go.
 

Urządzała się niespiesznie. Na szaleństwa nie pozwalał ograniczony budżet. Dorota marzyła o marmurach, pojechała więc do składu kamieni. I szybko zrozumiała, że jej po prostu na nie nie stać... Już miała wyjść, gdy zobaczyła stertę marmurowych odpadów. Zapytała o cenę. – Pani da flaszkę – usłyszała.
 

Do dzisiaj jest mistrzem robienia czegoś z niczego i to najbardziej ją cieszy. Małą kanapę do saloniku wypatrzyła na przykład w dalekim Bordeaux za 20 euro, potem w Żyrardowie kupiła belę lnu w gołębim kolorze, a zaprzyjaźniony tapicer, pan Krzysztof, obił nim sofkę. Projekt kuchni dojrzewał dwa lata. Korpusy z dębowego starodrzewu zrobił Tomasz Kolada z Hajnówki. Potem meble trafiły do malowania do francuskiej manufaktury Miral Deco z Marsylii, która ma zakład w Polsce. Dorota czuwała nad kolorem i pilnowała, żeby patine avec rechampie (kładzenie dwóch różnych patyn) wyszło tak, jak sobie wymyśliła. W kuchni pojawił się też zamkowy okap z tej samej fabryki. Piękna wisząca szafka na słoje z ziarnami i herbatą to przemalowana stara nadstawka.
 

Najciekawszą historię mają płytki na ścianie. Najpierw położyła czarne, błyszczące, ale po jakimś czasie doszła do wniosku, że w kuchni jest za smutno, więc je skuła. Ich miejsce zajęła ceramika ze zdjęciami starych pięknych azulejos, czyli najnowsza kolekcja Antique firmy Zirconio. Niedługo powstanie jeszcze wyspa kuchenna, oczywiście z pałacowymi motywami.
 

reklama


 

Arystokratyczne zamiłowania

 

Dorota uwielbia antyki. Udało się jej zgromadzić sporo oryginałów, chociażby uratowaną od spalenia neobarokową komodę, która, pomalowana na czarno, stała w równie czarnej piwnicy. Odnowiony mebel zdobi jadalnię. Ustawiła na nim prawdziwy brokot, czyli XIX-wieczny marmurowy zegar.

Jeśli nie może czegoś znaleźć, zamawia repliki, na przykład kremowobeżową komodę ze złotym blatem, która wygląda jak wiekowy francuski antyk.

Bo tak w ogóle Dorota mogłaby żyć w dawnych czasach... Pewnego razu miała sen, który zmienił jej życie. Zobaczyła siebie w aksamitnej sukni, z upiętymi włosami, stojącą wśród półek z książkami w gabinecie. Pochylała się nad jakąś księgą. Widziała wiersze pisane cyrylicą, a potem dostrzegła podpis autora – swoje nazwisko. Sen się urwał, a do niej dotarło, że ani nie jest w carskiej Rosji, ani nie tworzy poezji... Dlaczego jednak miałaby nie zacząć tego robić? Więc od tego czasu pisze wiersze, także o salonie, kominku, podłogach, o marzeniach...
 

ZOBACZ TAKŻE: Dom w kolorach północnego morza

 

Tylko dobra energia

 

Dla niej dom jest jak człowiek. Dlatego wtula się w kanapę, głaszcze ścianę albo kiedy siedzi w kuchni przy oknie, podziwiając parę sójek, dotyka drewnianego blatu. Uważa, że metal, szkło, kanty są nieprzyjazne. Że rodzina powinna spotykać się przy drewnianym stole, że fajnie jest upiec chleb.

Stara się też zrozumieć mowę kolorów. Dla siebie wybrała dużo szarości, bo „przywołują ciszę”. Są trochę nostalgiczne, ale Dorota fantastycznie się w nich czuje, goście również. – Ale tu przyjazny nastrój – mówią, i nie mają zamiaru wychodzić.

W tym roku zajmie się ogrodem. Będzie francuski, romantyczny, zupełnie jak w jej wierszu: „kule bukszpanów ręką Luizy strzyżone”. Oczywiście zostawi starą jabłonkę, która przycięta, odmłodzona wyszlachetniała i pięknie owocuje.


Projektantka:
Dorota Brodzik
Fanka psychologii wnętrz i autorka hasła „Twoja dusza w twoim wnętrzu”. Zależy jej, by urządzać domy nie tylko piękne. Ludzie mają się w nich czuć komfortowo i szczęśliwie. Stara się być przewodnikiem, chce, aby przyszli mieszkańcy odkryli siebie  i powiedzieli, co im jest potrzebne. Zwolenniczka naturalnych materiałów.


Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Igor Dziedzicki
Stylizacja: Agata Jaworska