Kasia Sokołowska zaprasza do swojego domu

 

Gdy Kasia Sokołowska mija spichlerze przy zakręcie drogi nad Wisłą, czuje, że ogarnia ją spokój. W domu z trzema werandami chowa się przed światem i odpoczywa, słuchając „Requiem” Mozarta i koncertów skrzypcowych Bacha.


Czy to nie fantastyczny zbieg okoliczności, że mój dom stoi na wzgórzu przy ulicy Słonecznej? – pyta Kasia. – Można się w nim poczuć jak w Toskanii. Pagórki, winorośle, drzewa i taki klimat, że nigdzie daleko nie trzeba jechać. 

Kasia Sokołowska jest jurorką „Top Model” oraz najbardziej znanym w Polsce reżyserem i choreografem pokazów mody. Pracuje z najlepszymi projektantami: Dawidem Wolińskim, Robertem Kupiszem, Tomaszem Ossolińskim, duetem Paprocki & Brzozowski, Mariuszem Przybylskim i wieloma innymi.

Gdy pytam, czy nie miała ciągot, żeby wyreżyserować swój dom, odpowiada: – Ależ tak zrobiłam! Sama zaprojektowałam wnętrza, meble, detale. Bryła i funkcje domu to projekt pracowni architektonicznej Archmo Marcina Moldzyńskiego, oczywiście aktywnie się w ten proces włączyłam. Mottem domu jest ciągła pogoń za słońcem. Żyje się tam, gdzie akurat docierają jego promienie. Dlatego zbudowałam z każdej strony taras.

reklama



Góra jest do dyspozycji gości, a dół składa się z dwóch części: wspólnej, z kuchnią, salonem i jadalnią, oraz mojego pawilonu z sypialnią i łazienką, z której wychodzi się na taras z kominkiem. Przeszkliłam nad nim dach. To moje ulubione miejsce – po kąpieli siadam otulona szlafrokiem na fotelu z poranną kawą. Ten fragment domu niezmiennie zaskakuje gości: salonik kąpielowy nieoczekiwanie i płynnie przechodzi w werandę z kominkiem. 

Salon z pięknie usłojoną dębową podłogą, pomalowaną na grafitowoczarny kolor, to dzieło lokalnych rzemieślników. Choreografię kanap w salonie Kasia bierze na siebie. Są megawygodne, składają się z modułów, które można dowolnie przestawiać w zależności od potrzeb. Dzięki nim salon wciąż się zmienia, jeden mebel, a tyle możliwości.

– W tym wnętrzu nie rządzą trendy, to, co modne tu i teraz – mówi Kasia. – Kolory i przedmioty są nowoczesne (drewno, surowy kamień, biel i czerń), ale w gruncie rzeczy też bardzo klasyczne. Wiem, że gdy przyjadę tu za 10 lat, nie będę chciała wszystkiego zmieniać, bo dobry dizajn nigdy nie męczy i zawsze się obroni. 

Na pytanie, czy nie bała się porwać na urządzanie domu, odpowiada: – Mam do tego talent, choć robię to w międzyczasie, mimo woli i mimochodem. Pociągają mnie nowe wnętrza i przestrzenie. To miejsca na kreację. Poza tym, gdy człowiek chce coś zrobić na swoją miarę, musi się odważyć i z tym zmierzyć, inaczej jest skazany na świat gotowych propozycji – dodaje.

Ogród skomponowany jest podobnie jak dom: mnóstwo bieli i falujących na wietrze traw z jasnymi puchatymi pióropuszami. Spokojny i klasyczny, otoczony murem zieleni. 

Kazimierza Kasia nie wybrała przypadkiem. – Nieturystyczny, artystowski, bajkowy – taki zapamiętała i ma w sercu od czasów, gdy przyjeżdżała tu z rodzicami. Senne miasteczko urzekające drewnianymi domkami i renesansowymi kamienicami.

– Dziś rynek i knajpki są głośne, ale po weekendzie i poza sezonem wciąż istnieje ten dawny Kazimierz – magiczny, gdzie czas płynie wolniej, gdzie mogę spacerować, chodzić na targ, szperać wśród staroci, poznawać lokalne historie, posiedzieć w knajpce. To taki mój trójkąt bermudzki. Przekraczam niewidzialną granicę przy zakręcie ze spichlerzami nad Wisłą i ta slow rzeczywistość mnie wsysa. Na jakiś czas znikam. Nauczyłam się nawet wyłączać komórkę.


tekst: Joanna Halena  
zdjęcia: Aneta Tryczyńska  
stylizacja: Agnieszka Głowacka