Kominek przypomina tu artdekowski mebel, ściana sypialni rozsuwa się jak w sezamie, a płytki w łazience są powieszone niczym obraz. Oto mieszkanie, w którym magia łączy się z nowoczesnością.
 

Para podróżników – ona krakowianka, on wiedeńczyk. Paulina i Daniel Artmüllerowie śmieją się, że w ich domu najważniejsze elementy to globus i mapa świata. Kiedy jednak przyszło co do czego, okazało się, że nie są takimi stuprocentowymi nomadami, którym do szczęścia wystarczy jeden tobołek na plecach i wygodne buty.


Miejsce do życia wybrali wysmakowane, na luksusowym osiedlu nawiązującym architekturą i wyposażeniem domów do eleganckiego stylu art déco, w sąsiedztwie parku Dębnickiego i nieopodal malowniczego krakowskiego zakola Wisły. Miejsce dosłownie ociera się o zabytki. Na drugim brzegu są Salwator i Zwierzyniec, znane z odpustu emaus i galopad lajkonika, do staromiejskiego rynku mają tak blisko, że słychać hejnał z wieży Mariackiej, do Skał Twardowskiego jedzie się kilkanaście minut na rowerze, można też piechotą dotrzeć do kopca Kościuszki. – Takiej właśnie przystani szukaliśmy – mówi właścicielka. – Blisko centrum, ale na zupełnym uboczu, wśród zieleni.

reklama


Gdyby Paulina i Daniel wahali się przed wyborem tego, a nie innego osiedla, z pewnością przekonałaby ich nazwa ulicy – Czarodziejska. Trudno chyba o lepszą wróżbę na przyszłość.

Osiedle zachwyciło też projektantkę wnętrz, architektkę Magdalenę Naporę. – Niewysokie, czteropiętrowe budynki, świetnie i stylowo wykończone. Nawet skrzynki z licznikami ukryte były w szafach z mosiężnymi klamkami i pięknymi frezowanymi lustrami  – mówi. – W środku mnóstwo wysokich od podłogi po sufit okien, za nimi zieleń i ładny deptak, delikatne światło. Ruszyliśmy tylko jedną ścianę, żeby wnętrze bardziej otworzyć, bo wcześniej wchodziło się do domu jak do wagonu. Teraz jest więcej miejsca.


Styl ciepły, nieco rustykalny, ale nowoczesny. Taki lubią i właściciele, i projektantka. Paulina podsyłała Magdzie mnóstwo linków do zagranicznych stron o urządzaniu wnętrz, marzyły jej się sztukaterie w garderobie. Projektantka odsyłała gotowe pomysły. Nowoczesnych, ale nie chłodnych i betonowych, lecz z mnóstwem litego drewna i dekoracyjnych fornirów nawiązujących do art déco, które słynęło przecież z luksusowych okładzin. – Kocham drewno, ma tyle naturalnych, efektownych odcieni – mówi Magda. – Zawsze staram się pokazać jego różne faktury i kolory. Tu zaprojektowałam dębowe meble w kuchni, których urodę podkreślają ramy jak w obrazach. Do tego orzechowa zabudowa kominka w salonie. Jodełka dodatkowo zwraca uwagę na usłojenie orzecha, który świetnie pasuje do pudrowego odcienia okładziny z cegieł. Wcale nie trzeba szukać cegły rozbiórkowej, by ściana była dyskretna – dodaje. To, że forniry przypominają oryginalne artdekowskie zabytki, jest także zasługą zaprzyjaźnionych stolarzy. Ich dziełem jest też rozsuwana ściana ze sztukateriami w sypialni. Magda podkreśla, że w sprawie mebli rozumieją się z panem Kamilem bez słów, a dla stolarni założonej przez jego ojca nie ma rzeczy niemożliwych.


Podświetlane ogromne lustra i kompozycje płytek ceramicznych w łazience to znak firmowy projektantki. – Dzięki temu ściana z wanną wygląda jak obraz – mówi. Lustra wiesza zresztą także w pokojach. – Im większe, tym lepiej. I zwykle naprzeciwko okien, żeby podwajały światło i przestrzeń. Magda wspomina, że z właścicielką nadawały na tych samych falach. Ona wysyłała wizualizacje (tak perfekcyjne, że tylko wprawne oko odróżni je od zdjęć), Paulina natychmiast ruszała na internetowe poszukiwania lamp, krzeseł, tkanin, półek. Zamiast modnych białych dodatków wybrała różne przygaszone odcienie zieleni. To był strzał w dziesiątkę!

Może to zasługa magicznej nazwy, a może zbieg okoliczności, ale urządzaniu od początku towarzyszyła dobra energia. Daniel, choć pracuje w Austrii, ciągle podrzucał swoje pomysły. – Pewnego popołudnia zadzwonił i powiedział, że wysyła mi zdjęcia kanapy i łóżka, które znalazł w Wiedniu – śmieje się Paulina. – Ledwie je zdążyłam obejrzeć, już były kupione... I na dokładkę idealnie pasowały! Pomagała też rodzina i znajomi. Mój tata sam zrobił piękne meble do ogrodu, koleżanka Justyna, która wspólnie z mamą prowadzi firmę Woal, zaprojektowała i uszyła firany i zasłony.

Ulica Czarodziejska przynosi szczęście?

 

Tekst: Joanna Halena
Zdjęcia: Przemysław Kuciński
Stylizacja: Magdalena Napora
Za pomoc w sesji dziękujemy sklepom: H&M Home, Zara Home I TK Maxx.