Mnóstwo pomysłów od polskich projektantów, bo są tak świetne, że nie ma potrzeby szukać innych za granicą. Do tego schody jak monumentalna rzeźba. Mieszkanie Beaty Sadowskiej na Saskiej Kępie.
 

Beata Sadowska: „Nie przeszkadzają mi nierówne ściany i pęknięcia na suficie”
 

Biega maratony, lubi sztukę nowoczesną, ceni minimalizm. Ale gdy przyszło do wybierania miejsca do życia, okazała się konserwatystką. Interesowała ją tylko kamienica, i to najlepiej przedwojenna. Pół życia przemieszkała w Kolonii Staszica na starej Ochocie i po prostu kocha takie klimaty.
 

– Nie przeszkadzają mi nierówne ściany i pęknięcia na suficie – mówi dziennikarka Beata Sadowska. – To dowód, że dom żyje. Poza tym narzeczony, Paweł, jest z Saskiej Kępy i nie zamierzał się stąd ruszać. Pole poszukiwań było więc ograniczone, a trudności potęgował fakt, że rzadko kto pozbywa się mieszkania w tak magicznym miejscu. Ale uśmiechnęło się do nich szczęście. Pewnemu małżeństwu urodziło się czwarte dziecko i uznali, że czas zamienić mieszkanie w domu z lat 30. na willę pod miastem. – Wskoczyliśmy na ich miejsce – opowiada Beata. – Osiem lat tu przemieszkaliśmy, tylko odnawiając.
 

Im mniej, tym lepiej


Ale wreszcie Beata doszła do wniosku, że za dużo rzeczy jej przeszkadza. Nie znosi halogenów, podwieszanych sufitów, karton-gipsów. – Kominkowa ściana była brązowa. Gdy wchodziliśmy, czuliśmy się tak, jakbyśmy uderzali głową w szafę – wspomina. – Powiedziałam: dość.

O pomoc poprosiła przyjaciela z dzieciństwa, architekta Przemysława Lisieckiego. – Nie padło wtedy słowo „minimalizm” – wspomina. – Oboje mówili, że potrzebują światła, powietrza, metamorfozy. Zaprojektowałem więc otwarte, ażurowe wnętrze, nowoczesne, ale nawiązujące do przedwojennej architektury Saskiej Kępy. Z dębową francuską jodłą na podłodze (podobną mają w swojej kamienicy rodzice Pawła), cementowymi posadzkami Purpury na tarasie i balkonie i modernistycznymi schodami, dla których inspiracją była jedna z pobliskich kamienic. Wcześniej schody też tu były, ale wciśnięte między tapety i karton-gipsy. Teraz wszystko kręci się wokół nich. Niektóre ściany projektowałem specjalnie pod obrazy – jasne i puste, bo wiedziałem, że zawiśnie tam kolorowy słoń czy grafiki przedstawiające konie z Janowa Podlaskiego.
 

Beata Sadowska: „Gdy przetrzepałam szafy, od razu zrobiło mi się lepiej”
 

Przeryli wszystko. Kilka ścian wyrzucili, między innymi tę między salonem a jadalnią. W sumie usunęli sześć kontenerów gruzu. Remont stał się okazją do przewietrzenia szaf. – Zawsze mi się wydawało, że nie gromadzę rzeczy, ale gdy zobaczyłam, ile pudeł z samymi ciuchami pojechało do rodziców na czas remontu, zrobiło mi się słabo. 14 kartonów oddałam. Tak samo postąpili z książkami, które wcześniej stały na półkach w trzech rzędach, i płytami CD.

– Sadzia - mówi któregoś dnia Paweł – to wszystko leży i się kurzy. W czasach Spotify i telefonów, które można podłączyć do małych, ale świetnych głośników, przechowywanie setek pudełek jest bez sensu. Zostawili więc tylko to, co: a – jest ważne, b – co lubią, c – jeszcze raz po to sięgną. Zamiłowanie do minimalizmu przywieźli z Japonii, gdzie byli kilka razy, między innymi po to, żeby pobiec maraton. Zachwyciły ich czyste, puste domy bez gratów i niezliczonych bibelotów. Beata: – Paweł zawsze był minimalistą, ja musiałam się tego nauczyć. Gdy przetrzepałam szafy, od razu zrobiło mi się lepiej.
 

reklama


 

Dieta gwiazdy i miłość do kuchni


W oczyszczonych ze zbędnych przedmiotów wnętrzach zagościł polski dizajn. – Po co sprowadzać piekielnie drogie rzeczy z zagranicy, skoro u nas jest tylu utalentowanych ludzi? – pyta Beata.
 

Do Przemka Lisieckiego dołączyli artyści: rzeźbiarz Tomasz Kochman, który wyrzeźbił z drewna schody przypominające szeroką białą wstęgę, i Tomasz Stankiewicz, ślusarz (ale z duszą artysty), autor subtelnej, lecz bardzo wytrzymałej metalowej wyspy kuchennej. – Spędzam przy niej z synami sporo czasu – mówi dziennikarka.

– Znajomi wiedzą, że mam fioła na punkcie zdrowego jedzenia, więc przynoszą domowe przetwory. Wcześniej ciągle czegoś szukałam, teraz setki słojów, toreb i butli mam przed oczami. Taka spiżarnia to rewelacja. Kuchnię kocha także z innego powodu. – Świetny projekt to jedno, ale trzeba go jeszcze zrealizować. Ja trafiłam na genialną ekipę, co prawda dopiero za trzecim razem, ale zawsze! Jeszcze dziś trudno mi uwierzyć w to, że pan Marek Porowski zrobił ją w dwa tygodnie!
 

Beata Sadowska: „Większość rzeczy wybierałam przez Internet”


Cementowe płytki na posadzkach to polska Purpura, dębowe podłogi – Baranowscy Studio, ceramiczne kafle zaprojektował Maciej Zień dla Tubądzina, kapitalne lampy w sypialni i jadalni są dziełem Macieja Kossowskiego, architekta, który porzucił zawód, zajął się wymyślaniem dizajnerskiego oświetlenia i założył firmę ULTRAlight, rolety uszyła firma Dekoria.
 

– Większość rzeczy wybierałam przez Internet – wspomina Beata. – Czasem była ruletka, bo wymiary zasłon podawałam przez telefon i dopiero gdy je wieszaliśmy, okazało się, że pasują. Ale miałam szczęście, bo wszystko udało się idealnie.
 

Tekst: Joanna Halena
Zdjęcia: Celestyna Król
Stylizacja: Magda Rzeszot

Zapraszamy do obejrzenia sesji ze stylowej kamienicy: Pastelowy apartament włoskiej scenografki.