Amy wie, jak przyciągnąć gości: oryginalnym zaproszeniem i domem jak ranczo, do którego można wejść na kilka sposobów.

Ujęcie z góry: stół przykryty grubą tkaniną, rozłożone karty, whisky i zapalone cygaro. Pod zdjęciem podpis: „Spotkajmy się na partyjkę. 23 maja 2012”. Albo inne. Na atłasowej tkaninie stoją cztery pary eleganckich pantofli. Obok ozdobnymi literami wykaligrafowany jest napis: „Babski wieczór. W The Jungle Room o 19.00 w sobotę”.

Chcecie zaskoczyć wszystkich oryginalnym zaproszeniem? Zgłoście się do Amy Neunsinger, amerykańskiej fotografki, która od lat projektuje takie nietypowe karty (www.cocodot.com). Mnie zaciekawiło, jak mieszka. No, bo skoro w tak pomysłowy sposób potrafi zaprosić gości, to i przyjmować musi ich niebanalnie.

 

Ceglany dom w eleganckiej dzielnicy LA

Laurel Canyon pachnie eukaliptusem – mówią okoliczni mieszkańcy. Ukryty głęboko między wzgórzami Hollywood, zawsze przyciągał sielską atmosferą. Mieszkali tu: Greta Garbo, Jimi Hendrix, Jim Morrison, Joni Mitchell. Ta ekskluzywna dziś dzielnica Los Angeles powstała w latach 20. ubiegłego wieku. – W drewnianych letniskowych domkach, z dala od gwaru miasta, ludzie spędzali weekendy.

Jeden z nich od początku się wyróżniał: powstał z cegły. I właśnie w nim postanowiła kilka lat temu zamieszkać Amy. Spodobała jej się ciekawa architektura, charakterystyczna dla kalifornijskich ranch houses.

 

Dom z kilkoma wejściami

Budynek jest niski i rozłożysty, niektóre ze ścian ma całkowicie przeszklone, zwraca uwagę nietypowym rozkładem – zbudowany na zboczu wzgórza na czterech poziomach. Wchodząc od ulicy, mijamy pracownię i sypialnię gospodyni, potem schodzimy kolejno do pokoi dzieci, apartamentu matki Amy i  wreszcie pojawia się część główna, czyli salon. To niejedyna możliwość wędrówki po domu. Tu nie ma oficjalnego wejścia. Na każdym poziomie są osobne drzwi, można więc dostać się bezpośrednio do swojego pokoju, nie będąc przez nikogo zauważonym.

 

Loft w bielach i beżach

Przy okazji remontu Amy jeszcze bardziej podkreśliła surowy charakter miejsca: część ścian „straszy” gołą cegłą, kuchnia z widocznymi pod sufitem rurami przypomina pofabryczny warsztat, dominują biel i zimny beż. Wygospodarowała też miejsce na jadalnię, z której wychodzi się wprost do ogrodu. Marzył jej się zawsze taki śródziemnomorski. I teraz go ma: z niskimi murkami i drewnianymi podestami, na których rozłożyły się przepastne kanapy. Z sosnami, owocowymi drzewkami i aromatycznymi ziołami na rabatach. „California dreamin’” ze słynnego przeboju The Mamas & The Papas spełniło się w stu procentach.

Tłumaczenie: Monika Utnik-Strugała
Architekt: Juan-Felipe Goldstein
Tekst i zdjęcia: Valentina Socci/Living Inside

reklama