Chaty przytulone do zbocza góry wyglądają, jakby czas zatrzymał się dwieście lat temu. Jednak w środku kryją luksusowe apartamenty...
 


 

Szwajcaria zawsze przyciągała ich jak magnes. – I ja, i moja żona Elsa chodziliśmy tu do szkoły. Obydwoje też uwielbiamy jeździć na nartach – wyjaśnia Pedro, Hiszpan na stałe związany z Madrytem. Kiedy tylko mogli, wsiadali w samolot i lądowali w jakimś hoteliku. Tak było do 2006 roku, kiedy podczas wspólnej kolacji przyjaciele pochwalili się, że właśnie kupili apartament. W cudownym miejscu, niedaleko bajkowej wioski Rougemont, na zboczu góry, ze wspaniałym widokiem. Jednym słowem, choć budowa dopiero wystartowała, będzie rewelacyjny.

 

Drewniany dom z tarasami

Następnego ranka Pedro i Elsa rozmawiali już z deweloperem, stojąc nad ogromną dziurą w ziemi. – Słońce przepięknie oświetlało dolinę, a ja zobaczyłem oczami wyobraźni drewniany dom z tarasami i nas na jednym z nich – śmieje się Pedro. I tak w pięć minut został właścicielem 250-metrowego apartamentu na poddaszu. W sumie w dwóch domach miało być ich sześć i wszystkie raz-dwa trafiły do znajomych.

Willa jest typowym szwajcarskim chaletem, zresztą niczego innego nie można by tu wybudować. Przepisy! Musi być taki a taki dach, okna w odpowiedniej odległości, deski na elewacji. W tym przypadku nawet specjalnie je postarzono, aby dom wyglądał na wiekowy. Za to w środku – hulaj dusza, piekła nie ma! Pedro mógł robić, co chce. Projekt zlecił Tinowi Zervudachiemu. To architekt, który mieszka w Londynie, ale też ma dom pod Rougemont. – Czuje ten klimat – wyjaśnia Pedro.

reklama

Drewno z Hiszpanii

Drewno we wnętrzu oczywiście miało się pojawić, ale inaczej niż w tradycyjnych szwajcarskich domach, gdzie nie ma nawet kawałka tynkowanej ściany. Poza tym Pedro woli kolor dębu niż powszechnie stosowanej w okolicy sosny, dlatego zapakowana po dach ciężarówka przywiozła deski aż z Hiszpanii.

Ceni też unikatowe przedmioty, więc balustrady na antresoli, drzwi z fantazyjnymi ćwiekami zdobionymi starymi gwoździami, tarasowe lampki podtrzymywane przez antylopy i większość drewnianych mebli zlecił włoskiemu rzeźbiarzowi Giovanniemu Bernabeiemu.

 

Jak urządzić górską chatę

Niezłe pole do popisu miał też Tino. Wymyślił, gdzie co ma być, pochował w ścianach szafy, znalazł miejsce na sprzęt narciarski, zaprojektował sofy do salonu, oświetlenie, a nawet dywany. Najprzyjemniejszym momentem było wkomponowanie w dom kolekcji sztuki współczesnej, która nie mieściła się już w madryckim domu właścicieli.

Do salonu trafiła duża grafika hiszpańskiego artysty Miquela Barceló i wnosząca trochę koloru praca Jeana Dubuffeta. Czarno-biała fotografia to dzieło Kubańczyka Abelarda Morella. Na stoliku zobaczymy prace francuskiego rzeźbiarza Philippe’a Anthonioza, a w kuchni – Amerykanów Douga i Mike’a Starnów.

W holu wiszą zdjęcia brazylijskiego fotografa Caio Reisewitza. Jak na wiejski dom przystało, nie zabrakło też poroży i... głowy byka. – To przypomnienie naszego hiszpańskiego dziedzictwa – śmieje się Pedro. – Prawdziwe trofeum, które dostałem od pewnego hodowcy – wyjaśnia.

 

Dom z pięcioma sypialniami

Kiedy wszystko było już zapięte na ostatni guzik i para przyjechała do Szwajcarii, by zrobić parapetówkę, okazało się, że Elsa jest w ciąży. Na szczęście nie mieli problemu z urządzeniem pokoju dla córki, bo w apartamencie jest aż pięć sypialni. Musieli tylko zabezpieczyć kute elementy schodów i jednej ze ścian, żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy. I tak pojawiły się tafle szkła, które dodały finezji całości. We wnęce w holu Elsa powiesiła tradycyjne tutejsze dzwonki z datami urodzin członków rodziny – teraz są już cztery.

– Nie możemy się doczekać otwarcia sezonu – opowiadają. – Codziennie sprawdzamy prognozę pogody, a dziewczynki ciągle pytają, czy mają się pakować. Święta będą, jak zawsze, w gronie przyjaciół – pięciu rodzin, które tak jak oni nie mogą żyć bez Szwajcarii. Urządzą je w piwnicy, bo w podziemnych garażach udało się wygospodarować miejsce na luksusowe spa i spory „salon rozrywki”. – Robimy tu wszystkie imprezy, dzieciaki mają się gdzie bawić – wyjaśnia Pedro. – Zupełnie jak w eleganckim pensjonacie. Albo i lepiej!


Tekst: Johanna Thornycroft
Opracowanie: Beata Woźniak
Zdjęcia: Andreas von Einsiedel/East News