Ludzie kupują mieszkania z różnych powodów. Adę z mężem Marcinem skusiła informacja o... czterech miejscach parkingowych. Mieli wtedy dwa samochody i dwa motocykle. Okazało się, że sprzedający blefował, ale mieszkanie ich zauroczyło. Apartamentowiec stał w parku na warszawskim Powiślu. Oglądali go w sierpniu, więc zieleń wlewała się przez okna, a na Nowy Świat szło się pięć minut. I jeszcze coś – miał identyczny adres jak ten, pod którym przez lata mieszkał Marcin, lecz w zupełnie innym mieście.


Ada rok myślała, jak poprzestawiać ściany i wszystko zorganizować. Kiedy już miała plan, okazało się, że na świat przyjdzie Wiktoria. Upadł także pomysł na skandynawskie białe wnętrze, bo tak już urządzili się wszyscy znajomi. Więc 150-metrowy apartament jest po prostu... w stylu Ady.


Klimat tworzą malowane meble. Na przykład znaleziony na Allegro stół do jadalni zyskał szarą barwę i nowy „prowansalski” blat. W podobnym kolorze są przedzielone szufladami witryny wbudowane w ścianę. Z czasem, kiedy sama wzięła się do malowania, wybłękitniały półeczki w holu, stoliki i szafki w sypialni. Ada poleca kredowe farby Annie Sloan, bo nawet lakieru nie trzeba zdzierać. Zaskoczeniem są żółte dodatki – fotele w salonie i tapicerowana ściana w sypialni. Pomysł pojawił się w jakiś pochmurny dzień i od razu dodał wszystkim energii.


Do kolorowych mebli idealnie pasuje biały żyłkowany marmur. A zobaczymy go w mieszkaniu sporo – na obudowie kominka, na blacie w kuchni, na parapetach, a także podłodze i ścianach w łazience. Do tego tafle frezowanych luster i połyskujące chromem lampy w holu, kuchenne kinkiety i uchwyty. To takie marzenie o nowojorskim stylu.


Uroku dodają liczne zakamarki, bo apartament ma... nieoczywisty rozkład. Sypialnia, łazienka i garderoba Ady i Marcina jest zupełnie odcięta od części dziennej, podobnie jak królestwo córki. Do salonu przylega częściowo otwarty pokój (nie ma jeszcze ogromnych drzwi) z wyjściem na taras, w którym kiedyś powstanie gabinet. Teraz ze swoim domkiem dla lalek rozłożyła się tu Wiktoria. Zakamarki dodają uroku, ale kryją też za kotarami przepastne półki. Ada walczyła o każdy centymetr powierzchni, więc powstały też tajne schowki: na kolumny głośnikowe w salonie (ukryte w ścianie za panelem z tkaniny), na barek (za lustrami nad kominkiem), na przyprawy (za szafkami z kinkietami przy kuchence).


Ada nie wyobraża sobie życia bez drobiazgów. Na ścianach w salonie i sypialni zobaczymy zdjęcia rodziny. Zabawne są też obrazki wiszące we wnęce w holu. Przykleiła na nich buty: pierwszy bucik córeczki, obok pierwszy (!) bucik męża, a ponieważ swojego nie miała, więc jej ramkę zajmuje piaskowa szpilka, w której tańczyła na własnym weselu. Są także bibeloty, które pojawiają się z różnych okazji, na przykład świąt, poduszki na kolejne pory roku, wazony, świeczniki. To wszystko czyni życie przyjemniejszym.


Wrażenie robi oświetlenie. Możemy bawić się w przeróżne kombinacje, na przykład podświetlić witrynę w kuchni z porcelanowym serwisem Biała Maria, plafon na suficie, obrazki w holu. Skomplikowany system uruchamia się nawet smartfonem, ale jeszcze tego nie rozpracowali.


Ada nie była nowicjuszką w urządzaniu – ich poprzednie mieszkanie zrobiła sama. Tym razem poprosiła jednak o pomoc.


Architektka Katarzyna Kraszewska pojawiła się, gdy prace były już zaawansowane. Poprawiła niedociągnięcia i zadbała o szczegóły, od projektu kominka i luster po garderoby i wykończenia parapetów.


Urządzanie jeszcze się nie skończyło. Ada wciąż czuje niedosyt. Już marzy o szklanych drzwiach do kuchni, układaniu książek na półkach przyszłej biblioteki i dodawaniu kolejnych drobiazgów.

Tekst: Beata Woźniak
Stylizacja: Anna Olga Chmielewska
Zdjęcia: Aleksander Rutkowski
Kontakt do architektki: Katarzyna Kraszewska, www.kraszewska.com.pl

reklama