Na widok zrujnowanego mieszkania zazwyczaj wszyscy uciekają, gdzie pieprz rośnie. Anita i Krzysztof odwrotnie. Szukają wyłącznie sfatygowanych domów. – Trudno powiedzieć, skąd się to wzięło – opowiadają Anita i Krzysztof. – Mamy przecież pracę, dom, dzieci, więc zawsze jest co robić, ale grzebanie się w historii architektury i urządzanie wnętrz sprawia nam taką frajdę, że nie możemy się powstrzymać. Ona parę lat temu porzuciła pracę w agencji reklamowej, żeby pisać powieści. On, grafik i wykładowca na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, bez sztuki nie może żyć.

 

Mieszkanie w secesyjnej kamienicy


Zaczęło się od domu na Żuławach. Kiedy go kupili, potrzebował natychmiastowej pomocy. Obłożeni książkami o XVIII-wiecznych budynkach na Pomorzu, odtworzyli wszystko centymetr po centymetrze. Gdy dom był gotowy, oni wciąż czuli niedosyt, dalej chcieli urządzać, ale tylko coś wiekowego i zniszczonego. Wypatrzyli więc mieszkanie w secesyjnej kamienicy w Sopocie, „odpowiednio zdewastowane”, by zwrócić na nie uwagę.

 

Dom został zaprojektowany w 1907 roku przez znanego architekta Heinricha Dunkela dla zamożnego lekarza. Mieszkania miały nawet centralne ogrzewanie zamiast kominków, duże okna, dębowe parkiety i ozdobne sztukaterie. Ale to, co zobaczyli Anita i Krzysztof, czasy świetności dawno miało za sobą. – Typowa komunałka, podzielona płytami paździerzowymi na klitki, w których gnieździło się kilka rodzin – wspominają. – Trzy minimalne łazieneczki, a we wspólnej kuchni trzy kuchenki. Wszystko zniszczone nieprzeciętnie, nigdy nieremontowane, z drzwiami na wylot podziurawionymi przez psa. Dla nas – marzenie!


Renowacja, chociaż wcale się nie spieszyli, zajęła im tylko trzy miesiące. Przywrócili dawny rozkład mieszkania, odnowili podłogi (dalej są nierówne i skrzypią, ale w tym cały urok), wstawili nowe okna i drzwi (zrobione na wzór tych dawnych), odtworzyli sztukaterie (podpatrzyli je u sąsiadów). Ponieważ oboje lubią patrzeć w ogień, Krzysztof zaprojektował kominek. – Chcieliśmy zachować charakter miejsca, ale nie zależało nam na skansenie – tłumaczą. – Dlatego dodaliśmy białe kanapy i krzesełka Thoneta, a ściany pomalowaliśmy na „nowoczesne kolory”. Są więc zgaszone oliwki i gołębi błękit. Chyba się udało, w każdym razie świetnie się tu czujemy.

 

Im starsze, tym lepsze


Jest trochę klimatycznych staroci, zbieranych przez lata. Bibliotekę z kryształowymi szybkami Anita wypatrzyła w gdańskim sklepie z antykami. Kosztowała fortunę, ale wiedziała, że musi ją mieć. – Miała rację – potwierdza Krzysztof. – Kiedy uchylasz ciężkie drzwiczki, czujesz zapach starego drewna i dawnych czasów. Za to ciężkiego stołu w jadalni Anita po prostu nie znosi. – Jest z nami tylko dlatego, że… – tu zawiesza głos. – … że ja tu jestem – dopowiada Krzysztof. Bo to jego ulubione miejsce pracy. Stół zawsze zawalony jest książkami.


Mieszkanie urządzone, a oni znowu nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. Postanowili wyjechać na wakacje, po raz pierwszy do Toskanii. – Bałem się tłumów i wydawało mi się, że to zbyt modne miejsce… – przyznaje Krzysztof. – Ale gdy w Sienie usiedliśmy w kawiarence nad cappuccino, okazało się, że oboje myślimy o tym samym – o znalezieniu gdzieś w pobliżu domu „odpowiednio zdewastowanego”, czyli w sam raz dla nas.

 

I tak zostali właścicielami średniowiecznego palazzo w Sansepolcro, w którym urządzili hotelik L’Erbario. Aż strach pomyśleć, co im przyjdzie do głowy, kiedy znowu powieje nudą.


Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Zdjęcia: Michał Skorupski
Za pomoc w sesji dziękujemy Sklepom: Coqlila, Fabryka Wnętrz, Eurofirany i Belbazaar

 

reklama