Zwyczajny budynek w centrum Warszawy. Ale kiedy otwieramy drzwi, wchodzimy do zupełnie innego świata. Jak byśmy byli w paryskim apartamencie.

Czy można oszukać przestrzeń, z małego zrobić duże? Projektantka Dorota Kowalczyk śmieje się, że jak najbardziej, i zaprasza do swojego atelier. Nikt nie wierzy, że ma ono tylko 50 metrów.


Lustra

 

Ponieważ są cięte, mamy wrażenie, że jest ich mnóstwo – na ścianach, na drzwiach, obudowano nimi nawet kaloryfery. Są w kuchennych wiszących szafkach i w... oknach, gdzie atrapy okiennic odbijają świat. To prosty, ale bardzo efektowny pomysł, dodający przestrzeni.

Mieszkanie ma wysokość 3,35 m, ale dla Doroty to było za mało. Postanowiła więc podnieść drzwi prawie do sufitu i wydaje się, że jest jeszcze wyżej. Ceglaną ścianę między salonem a gabinetem zamieniła na przeszkloną i od razu zrobiło się lżej. – To taki mój azyl, jeśli chcę popracować, po prostu opuszczam roletę i zamykam drzwi – opowiada.


Światło

 

Dwa spore okna w salonie i jedno w gabinecie robią swoje. Oprócz tego pojawiają się bogate żyrandole – z kryształami, które bajkowo blikują, albo zdobne w złocenia. Dorota tak je rozplanowała, aby odbijały się w lustrach, tworząc kolejne plany. Ciekawym pomysłem są też kinkiety powieszone na lustrach, nawet w oknach. – Kiedy ściemnimy światło, delikatnie tylko zażółcimy żarówki, robi się magicznie – pokazuje Dorota. Natomiast do pracy czy zaprezentowania kolekcji grafik potrzebne są reflektorki. Umieściła je więc na listwach okalających sufit. W razie potrzeby możemy je przesunąć, inaczej ustawić.


Smaki

 

Urządzając swoje atelier, Dorota nie sugerowała się trendami. Zrobiła wszystko tak, aby sama czuła się w nim jak najlepiej. A że nie lubi nijakości, postawiła na kilka mocniejszych akcentów. Na przykład kuchnię ożywiła srebrzystą tapetą w ptaki marki Osborne & Little. Do łazienki wstawiła umywalkę wydrążoną z jednego kawałka białego, żyłkowanego marmuru calacatta. W salonie zamiast kominka pojawiła się drewniana konsola, a nad nią ogromne francuskie lustro od Mis en Demeure.

 

Szaleństwo dla zmysłów


Dorota często urządza francuskie wnętrza i za każdym razem odkrywa w nich coś nowego. Tym razem postanowiła wyciszyć bogactwo tego stylu. Dlatego wybrała proste fronty szafek, a delikatne uchwyty zamieniła na solidne gałki. Na podłogę zamiast parkietu położyła deski i stonowany kamień. Smakowite są też kolory. – Lubię chłodne szarości. Ciepło natomiast dają lampy i słońce wpadające przez okno – wyjaśnia. Odważnie też zestawia złote i srebrne detale.

Atelier to najlepsza wizytówka Doroty, gdzie można spokojnie porozmawiać, pooglądać, ale też... posłuchać i powąchać. – Kiedy otwieramy drzwi, najpierw czujemy zapach, potem łowimy dźwięki – mówi Dorota. Tego dnia są to subtelny jaśmin de Capri i sącząca się z głośników muzyka soulowa.

Tekst: Beata Woźniak
Zjęcia: Rafał Lipski
Stylizacja: Dorota Karpińska

reklama