Maria mieszka w ścisłym centrum Warszawy, w zjawiskowo odnowionej międzywojennej kamienicy. Urządziła swój apartament w beżach, błękitach i szarościach. Do tego miedziane dodatki i dużo luster. Nowocześnie i glamour.


Który projektant sięga dziś jeszcze po akwarele i piórko, żeby odmalować widok przyszłego mieszkania klienta? Przecież panują niepodzielnie wizualizacje 3D, których nie potrafimy odróżnić od rzeczywistości… Czasem wyglądają nawet prawdziwiej od zdjęć. Ale czy ładniej?

Tymczasem jest ktoś, kto tę starą technikę pielęgnuje i kiedy dom jest już gotowy, ma on też swój artystyczny portret. Tą osobą jest Maria Rosaria Boccuni, Włoszka, która zamieszkała w Polsce i prowadzi w Warszawie pracownię Palladio Interiors.

Z wykształcenia muzykolog i rusycystka, przez lata pracowała jako scenografka teatralna. Dziesięć lat temu łatwo przeszła od tworzenia dekoracji operowych do wnętrz mieszkalnych – od dawna była bowiem dyplomowaną projektantką. Dziś ma już na koncie kilka spektakularnych wnętrz w różnych stylach.

Odrestaurowała i urządziła renesansowy apartament ze stylową kuchnią jak sprzed wieków i pokojami otulonymi tkaninami toile de Jouy. Ale też zmierzyła się z nowoczesną, trochę loftową przestrzenią, którą rozwibrowała sporą dawką oranżu. Teraz przyszedł czas na własny apartament

reklama



Adres imponuje – to ścisłe centrum Warszawy w zjawiskowo odnowionej międzywojennej kamienicy. Geometryczne motywy charakterystyczne dla ówczesnego stylu, widoczne w zapierającej dech w piersi klatce schodowej i w dekoracji balkonów, potraktowała twórczo – nie chciała tworzyć historycznego, z gruntu „męskiego” artdecowskiego wnętrza. Wolała dla siebie coś lżejszego, bardziej kobiecego.

Dlatego paleta jest pastelowa – swoje działania Maria zawsze zaczyna od kolorystycznego klucza. – Spędzam nieprzyzwoitą ilość czasu na wybieraniu kolorów. Są dla mnie szalenie ważne. Klienci często nie zdają sobie sprawy z tego, że jakiś śródziemnomorski odcień, który świetnie sprawdza się w Grecji, będzie fatalnie wyglądał w ponurych północnych krajach, gdzie zimy są długie i mało jest słońca – mówi Maria Rosaria. 

Dla warszawskiego domu wybrała więc beże, błękity i szarości. Wymieszała je z niemal malarską subtelnością, do tego doszedł błysk ostatnio bardzo modnej miedzi w detalach: lampionach, uchwytach, naczyniach, oświetleniu. Miedziane listwy i wstawki na frontach mebli, drzwiach czy ścianach, a także miedziane baterie dodają całości niezwykłej wprost elegancji. Chłodna biel prawie tu nie występuje – nawet umywalka i deska klozetowa są ciepłoszare.

Ściany nie mogły być puste i anonimowe. Maria Rosaria wypełniła je… zwierciadlanymi odbiciami. Na dużych powierzchniach w salonie i w holu zawiesiła lustra z duszą – przydymione, lekko postarzone, takie, jakie można zobaczyć w pałacach włoskich arystokratów, tyle że bez mięsistych rzeźbionych ram.

Aby jeszcze bardziej zmiękczyć i ocieplić wnętrze, odziała w tkaniny krzesła w salonie oraz hokery w kuchni. Pierwsze są cętkowane – to deseń ze słynnej brytyjskiej fabryki Designers Guild, drugie to gładkie i wiązane sukienki z lnu. Len uwielbia i chętnie używa w swoich projektach (w przeciwieństwie do sztywnych poliestrów, których nie cierpi).

Futrzane poduszki i kapa, miękkie, połyskujące dywany plus podświetlony onyks i marmury w łazience wprowadziły do mieszkania nutę glamour. Zjawiskowe wnętrze daje o sobie znać już w holu, gdzie wielkie naszyjniki świetnie grają rolę ozdobnych rzeźb. 


tekst: Beata Majchrowska 
zdjęcia: Aneta Tryczyńska 
stylizacja: Katarzyna Sawicka