Wielkanoc rodzinie Bożeny kojarzy się z magicznymi zapachami. Ciast, pasztetów, pasty do podłogi. I z rodzinnymi spotkaniami. – Siedzimy długo przy stole, rozmawiamy, cieszymy się sobą.

To nie będzie opowieść o meblach, stylach i dekoracjach, ale o ludziach.

 

Przyjaciołach, cudownych sąsiadach, wspaniałym tapicerze i instalatorze, który w sylwestra kuł w posadzce rowki do ogrzewania podłogowego. – Niesamowite, ile zawdzięczamy dobrym, pozytywnym ludziom – mówi projektantka wnętrz Bożena Plota.



Dom powstawał na wariackich papierach

 

Bożena: – Mieliśmy wypieszczone mieszkanie w kamienicy, ale marzył mi się dom. Postanowiłam poszukać czegoś w stanie surowym i szybko znalazłam dokładnie to, o co chodziło, w pięknym miejscu, z parkiem, lasem, niedaleko miasta. Mąż powiedział, że jeśli sprzedamy mieszkanie w dwa tygodnie, to dom kupimy. Umówiłam klientów, przyszedł pierwszy i powiedział, że bierze. Bardzo się wtedy przestraszyliśmy, bo zrozumieliśmy, że nie ma odwrotu. Święta mieliśmy na walizkach, bo tu oddaliśmy klucze, tam – stan surowy.

 

Pomocni przyjaciele


Z pomocą przyszli przyjaciele, którzy zaproponowali Bożenie z mężem Sławkiem i córkami pokój. Tak mieszkali do kwietnia. Zima była mokra, dom nie chciał schnąć, ze ścian leciała woda. Suszyli wszystko specjalnymi osuszaczami, wietrzyli i powtarzali sobie, że tylko spokój może ich uratować. – Podeszliśmy do tego jak do wielkiej przygody. Na szczęście córki były zachwycone, miały dwie mamusie, dwóch tatusiów i więcej rodzeństwa. Dla przyjaciół takie mieszkanie z nami na głowie musiało być uciążliwe, ale nigdy nie dali nam tego odczuć. Dzięki nim mamy własny dom.

 

Tydzień przed Wielkanocą


Dobytek upchnęli w kilku miejscach, lecz wytrzymali trzy szalone miesiące. Wreszcie uznali, że nastał ten dzień – zabrali tobołki, stare pianino i się przenieśli.

– Weszliśmy tu tydzień przed Wielkanocą. Z kartonami, pościelą. Nie ze wszystkim zdążyliśmy, więc miny mieliśmy nietęgie. Usiedliśmy, spojrzeliśmy na żarówkę na drucie i opanowała nas melancholia. Pomyśleliśmy, że szewc bez butów chodzi – wspomina projektantka. – Robimy innym takie piękne wnętrza, a sami?

Gdy córki poszły już spać, usiedli z mężem, żeby wymyślić, jak przygotować święta, i wtedy stało się coś niezwykłego. Zupełnie jakby oglądali amerykańskie kino familijne. – Nagle dzwonek. Otwieramy, a tu sąsiedzi w piżamach i szlafrokach z tacą, szampanem i kieliszkami. Przyszli nas powitać na nowym miejscu i życzyć wszystkiego najlepszego. Następnego dnia inni zaprosili na kawę i brownie. Zrobiło się raźniej. – Poczułam, jakbym mieszkała tu od zawsze. A na święta się sprężyliśmy i było już bardzo ładnie.

 

Rodzinne Święta


Wypastowane podłogi, zapach pieczonego ciasta. Każdy w domu jest mistrzem od czegoś innego: Sławek zwija makowce, starsza Zosia robi tartę pomarańczową, Antosia ciasto czekoladowe, a Bożena sernik. No i oczywiście pasztet. Gdy raz się zbuntowała, cała rodzina podniosła krzyk: – Jak to, Wielkanoc bez pasztetu? Cóż było robić, trzeba mleć i piec po nocy. – Jest w tych zapachach coś podniosłego. Teraz mam zakaz pastowania posadzek, bo kamień robi się potwornie śliski, więc dla zapachu pastuję sobie moją hinduską skrzynię, żeby tradycji stało się zadość – mówi Bożena z uśmiechem.

W salonie zawiesili żyrandol – nawet gdyby nie mieli mebli, on sam zrobiłby cały klimat świąt – klasyczną francuską gruszkę z listeczkami, w jej ulubionym stylu prowansalskim. Córki się odgrażały, że po przeprowadzce będzie wreszcie nowocześnie. – Oczywiście, projektujcie – powiedziała Bożena – chciałabym tylko, żeby zostały jasne, stonowane kolory. Tak wybierały i przebierały, że doszły do stylu... francuskiego. Najwyraźniej wszyscy najlepiej odpoczywamy w takich klimatach. Zresztą tu nic nie jest powiedziane wprost, na każdym kroku zdarzają się stylistyczne niespodzianki, jak choćby meble prowansalskie zrobione w... Indiach.

A gdy nadchodzi Wielkanoc – świętują to, że są rodziną. Rozmawiają godzinami, śpiewają (instrumenty to nie dekoracje, mąż i córki grają). Nie zamykają się w pokojach każde ze swoim telefonem i tabletem. Po prostu są razem.

Projektantka: Bożena Plota
Lubi wynajdywać rzeczy niecodzienne, łączyć stare z nowym, fascynują ją Francja i Toskania. Ceni rękodzieło, projektuje meble.
Wspólnie z mężem prowadzą firmę BP-Styl, www.bpstyl.pl, tel. 607 682 828.

 

Tekst: Joanna Halena
Zdjęcia: Aneta Tryczyńska
Stylizacja: Agnieszka Głowacka

reklama