Strona główna » Domy i ogrody » Domy » Rustykalne » Szczęście pod zielonym dachem



Szczęście pod zielonym dachem

Dom urządzony jest „po babsku”. Bo kupiła i remontowała go kobieta, pomagały przyjaciółki. Ale działa też na mężczyzn.

Zaczęło się od szeregu przypadków. Kilka lat temu Agnieszka postanowiła kupić mieszkanie, najlepiej w starej łódzkiej kamienicy, bo takie mają przestrzeń i duszę. Przeglądała dziesiątki ogłoszeń, aż raz jej wzrok zabłądził do działu z ofertami domów. Skarciła się w duchu, bo co to za pomysł, żeby słaba, samotna kobieta rzucała się na kupno domu, w dodatku starego. Ale to nie dawało jej spokoju. „Tylko obejrzę”, zarzekała się.

Okolica piękna i spokojna – tuż przy ogromnym, dzikim lesie. Jednak tym, co najbardziej poruszyło Agnieszkę, był dach. – Spadzisty, zielony, a ja zawsze marzyłam o domu z takim dachem. Działka ładna, choć zarośnięta. Wszystko fajne, tylko że wewnątrz ruina. Już miała się poddać, ale postanowiła jeszcze poradzić się przyjaciółek. – I one uratowały ten dom – śmieje się. Obiecały, że pomogą, i słowa dotrzymały.

To zwykły ceglany „klocek” z lat 50. z dobudowanym później garażem. Ocalały tylko mury, całą resztę trzeba było zrobić od nowa. Miał tu królować klimat śródziemnomorski, z wyraźnymi toskańskimi wpływami (to ukochane miejsce na ziemi Agnieszki). – Na szczęście nie musiałyśmy szukać kompromisów, bo jedna ze wspierających mnie przyjaciółek, zresztą architektka, Agnieszka Pierzchała, lubi te same klimaty, i porozumiewałyśmy się świetnie – opowiada pani domu. Są więc ciepłe odcienie, beże, oliwki i ukochane zielenie, jest naturalne drewno.

Najpierw powstał parter z salonikiem kominkowym, kuchnią i jadalnią (dwie ostatnie w dawnym garażu, dzięki czemu mają ogromne okno w miejscu drzwi). Gwiazdą salonu jest kominek znaleziony na zapleczu sklepu, porzucony przez klienta, który go zamówił, ale już nie odebrał. Pasował idealnie rozmiarem i kolorem. Dołączyły do niego rustykalne meble z Mode De Vie, kanapa obita miodowym welurem (Mebelplast), gobelinowe poduszki ze sklepu Romantica i dodatki z Galerii Lawenda w Kazimierzu Dolnym. Kuchnia w subtelnym zielonym kolorze była robiona na zamówienie przez znajomego stolarza – według zdjęcia z pięknego albumu o pejzażach i domach w Prowansji. Jest kopią prawdziwej włoskiej kuchni. W jadalni meble ze starzonego bielonego dębu. Prosty ciężki stół, a przy nim rattanowe ogrodowe fotele wyściełane miękkimi poduchami.

Ledwie Agnieszka jako tako urządziła parter, a już musiała z domu wyjeżdżać. I to na długo. Dostała świetną propozycję pracy – dwa lata w Luksemburgu. Zanim jednak wyjechała, przyjaciółka architektka namówiła ją na małą sesję fotograficzną domu, tak na wszelki wypadek („Bo nigdy nie wiadomo, czy wrócisz, a może będziesz chciała wynająć albo sprzedać, trzeba utrwalić, jak dom wygląda dziś”).

– W przedwyjazdowej gorączce nie miałam czasu się tym zajmować, ale ona wszystko przygotowała, łącznie ze znalezieniem fotografa – opowiada Agnieszka. Fotograf przyjechał, zrobił zdjęcia i pojechał. Zapomniał tylko zabrać zasilacza (podobno przez przypadek, ale w tym domu z zielonym dachem nie można mieć takiej pewności). Wrócił po niego. A miesiąc później pojechał do Luksemburga po Agnieszkę. Intratny kontrakt został szczęśliwie zerwany, a oni swoje wesele wyprawili oczywiście w Toskanii.

Po powrocie skończyli remontować piętro z sypialnią, pokojem dziecięcym i mikroskopijnym gabinetem pani domu. Teraz lekko je przemeblowują, dla drugiej córeczki. Ale zanim się pojawi, zdążą jeszcze odwiedzić Toskanię. Następny raz nie wiadomo, kiedy się trafi.

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Stylizacja i fotografie: Aneta Tryczyńska
Kontakt z projektantką: Agnieszka Pierzchała, www.bonarte.com.pl



Zaloguj się aby móc komentować.

Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.