Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
antyki-chelmno.pl
gratuluję, bardzo mi się podoba. Naprawdę wiele w tym smaku i wyczucia.antyki-chelmno.pl
Czwartek, 18 sierpnia 2011, 19:41
Strona główna » Domy i ogrody » Mieszkania » Rustykalne » Magiczny strych Joanny Olech
Joannę Olech trudno przedstawić jednym zdaniem – ceniona graficzka, która okazała się świetną pisarką dla dzieci, dziennikarka, stylistka, mamiszon (dla niewtajemniczonych matka trójki dzieci), który w zwyczajnych rzeczach potrafi dostrzec nieprzeciętne możliwości. To tutaj, na Czerniakowie „narodzili się” bohaterowie słynnej „Dynastii Miziołków”, smok Pompon, co pewnego dnia wyszedł z umywalki rodziny Fisiów, czy Mikołaj Twardowski, któremu dwa diabły żyć nie dawały. Pomysłowe, zabawne, ciepłe historie, jak ich autorka i... jej dom.
Joanna i Grzegorz poznali się jakieś ćwierć wieku temu, oboje byli chwilę po rozwodach i mieli mocne postanowienie, że już nigdy nie wpakują się w żadne miłosne tarapaty, w żadne poważne związki. Tydzień później zostali parą.
Był stan wojenny, a oni w wynajętym mieszkaniu marzyli o własnym kącie. Oboje mieli książeczki mieszkaniowe, ale nic nie wskazywało na to żeby doczekali się własnego kąta przed czterdziestką. I wtedy znajomy znajomego zaadaptował strych gdzieś na Dolnym Mokotowie. – Przetarł szlak – wspomina Joanna. – Chociaż Czerniaków nie cieszył się dobrą sławą, stało tu sporo bloków ze spadzistymi dachami i można było starać się o przydział strychu, jeśli miało się mokotowski meldunek. Joanna miała (wychowała się na Górnym Mokotowie), więc w 1982 roku wystąpili o strych i po pięciu latach na nim zamieszkali. Adaptacja poddasza w tamtych czasach była drogą przez mękę. Zdobycie materiałów budowlanych graniczyło z cudem. Po cement stali w kolejce dwie doby. Świerkowe deski na podłogę tata Joanny sprowadzał od zaprzyjaźnionych gospodarzy na Sejneńszczyźnie. Przerabiali strych etapami. – Kiedy się wprowadziliśmy, tynki odpryskiwały, wanna stała na cegłach, kilka razy zalewaliśmy sąsiadów, bo instalacje źle działały, mieliśmy szczura, bo niedaleko jest Instytut Leków, więc jakiś się zabłąkał i trzeba było go polubić – śmieje się Joanna. – Ale w końcu nasz dom zaczął nabierać cywilizowanych kształtów.
Czwartek, 18 sierpnia 2011, 19:41
Sobota, 10 kwietnia 2010, 14:05
Poniedziałek, 15 marca 2010, 17:58
Czwartek, 11 marca 2010, 12:25
Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.