Zaloguj się lub jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.
Strona główna » Domy i ogrody » Ogrody i rośliny » Rośliny » Słoneczna rudbekia
Słoneczna rudbekia
Jeszcze bardziej słoneczna niż słoneczniki. Gdyby znał ją van Gogh, pewnie porzuciłby dla rudbekii swoje żółte muzy.
Niestraszny im mróz ani upał. Kwitną wytrwale aż do późnej jesieni. Kwiaty ze złota, mieszkanki indiańskich prerii i polskich ogrodów. Rudbekie.
Kiedyś nie były tak popularne jak dziś. Z pochodzenia Indianki, dotarły do Europy ponad dwieście lat temu i najpierw spodobały się angielskim ogrodnikom (ciekawe, że dopiero potem podbiły serca Amerykanów). Nie inspirowały artystów tak jak róże, lilie czy irysy.
Ich królestwem od wieków była natura – rozległe równiny w sercu Ameryki Północnej. Niestety, z powodu rozwoju rolnictwa prerie prawie zniknęły (tych dziewiczych zachował się zaledwie jeden procent), a wraz z nimi kwiaty. Ostatnio Amerykanie próbują odtworzyć te dzikie równiny, w czym mają pomóc między innymi właśnie rudbekie.
Choć od Ameryki dzielą nas tysiące kilometrów, już w tej chwili możemy wyruszyć na wędrówkę po preriach. Już same imiona pobudzają wyobraźnię: Indiańskie Lato, Słońce Prerii, Złota Burza, Słońce Jesieni... A na deser Marmoladka, Cappuccino i Cherry Brandy. Te określenia to (w tłumaczeniu na polski) nazwy odmian ogrodowych. Ogólnie zaś o rudbekii mówi się po angielsku „czarnooka Zuzanna” (Black Eyed Susan), bo jej najpopularniejszy gatunek ma czarne środki, wyraźnie kontrastujące z płatkami.
Fantazją wykazali się też Niemcy – dla nich rudbekia to kapelusz chroniący przed słońcem (Sonnenhut). My na razie musimy zadowolić się samą rudbekią, zgodnie z intencją szwedzkiego uczonego Karola Linneusza, który chciał w ten sposób uczcić swojego profesora Olofa Rudbecka – lekarza, humanistę, który ogłosił Szwecję kolebką cywilizacji.
Ale nazwy to nie wszystko. Fragment prerii można mieć u siebie za oknem, bo klimat i tam, i tu jest podobny. Nic dziwnego więc, że czarnooka Zuzanna trzyma się u nas dzielnie – nie omdlewa z upału i nie trzęsie się z zimna na mrozie. Szorstkie, zwykle owłosione łodygi i liście nie smakują szkodnikom, rośliny rzadko też chorują.
Jeśli tylko posadzicie rudbekie w słonecznym miejscu i średnio wilgotnej ziemi, nie ma szans, żeby „poległy”. Gdy się zadomowią, bywają nawet nieco natarczywe. W moim ogrodzie wysiały się nawet między wybrukowanym podjazdem a krawężnikiem! To rośliny, o które nie trzeba się martwić, wyjeżdżając na urlop; po powrocie na pewno powitają nas kwiatami.
Oczywiście i one – jak wszystkie rośliny – pięknieją, kiedy mają „wikt i opierunek” – garść nawozu choć raz w sezonie, podlewanie w czasie suszy i rękę, która usunie im spod nóg uciążliwe chwasty. Za to wszystko odpłacają szczerym złotem.
Najlepsze do ogrodu
Wśród ponad 20 gatunków najpopularniejsze są:
rudbekia owłosiona (Rudbeckia hirta) – to głównie ona zwana jest czarnooką Zuzanną, rudbekia naga (R. laciniata), często spotykana w wiejskich ogródkach, rudbekia błyskotliwa (R. fulgida) oraz lśniąca (R. nitida).
Które z nich posadzić?
Najlepiej różne – wtedy będziemy się cieszyć kwiatami od połowy lata do późnej jesieni.
Tekst: Anna Gąska
fotografie: gap photos/ east news, shutterstock.com