Małgosia lubi słońce, więc w salonie jest dużo żółtego. Ostatnio mieszkała nad morzem, którego brak jej w Warszawie. Stąd mocne niebieskie akcenty.

Rodzina Małgosi Stec to od pokoleń sami architekci i plastycy, tylko ona jedna została bizneswoman. Od świtu do nocy w firmie, za pracą przeniosła się nawet z Trójmiasta do stolicy. Ale kiedy urządzała się w Warszawie, odezwała się w niej miłość do sztuki wyniesiona z domu. Na swoim mieszkaniu nie skończyła. Urządza też domy innym.

 

Jej odziedziczone po mamie mieszkanie jest niewielkie. I niestety ciemne (okna tylko od zachodu), a Małgosia uwielbia słońce. – Może mi świecić prosto w oczy, nie mam nic przeciwko temu – mówi. Znalazła więc sposób, by dom rozświetlić i rozweselić. Kolory. A że nie boi się nawet tych najbardziej szalonych...

Salon: cytrynowa żółć i trochę tęczy


Pomysł podsunęło żółte, lekko wpadające w limonkową barwę krzesło Dr Yes, które Philippe Starck zaprojektował dla Kartella. Ten sam kolor trafił zaraz na jedną ze ścian (druga jest szara, a kolejna biała). I na zasłony. Małgosia kupiła tkaninę w kropki w IKEA, ale że wzór nie składał się, rozszyła ją i dała słoneczną wstawkę.


Resztę zrobiły kolorowe dodatki. Ożywiła nawet kolekcję obrazów – do nostalgicznego kaszubskiego pejzażu autorstwa stryja Mariana Steca, aquaforty Piotra Wiatraka i zdjęć koleżanki Izy Sitz Abramowicz, fotografki z Gdańska, dokupiła mocne kolorowe akryle młodej malarki Sabiny Twardowskiej. Niebieski obraz przypomniał jej rodzinne, nadmorskie strony, a drugi, żółty, po prostu pasował do niego jak ulał. Jak słońce do morza.


W salonie najważniejsze są krzesła, różne, ale pasujące do siebie – kompletowała je przez dwa lata. Pierwszy był Ghost, czyli Duch, Starcka – stał jeszcze w domu mamy. Potem kupiła wspomnianego Dr. Yes – żółtego jak ukochane słońce. Z czasem obok "doktora" pojawiło się białe krzesło Eamesa – bo zawsze marzyła o tej klasyce dizajnu. Chciała też dorzucić drewnianego niebieskiego Thoneta, ale okazało się, że zdobycie go graniczy z cudem. Zastąpiło je więc, zupełnie przez przypadek, inne krzesło – jest zrobione ze sklejki i stoi na metalowych nóżkach. To Flotto, niemiecki projekt z lat 70.


A było tak: pewnego dnia wpadła do przyjaciółki Katarzyny Sas, która prowadzi galerię Pomalama. Piły kawę i gadały, ale Małgosia jakoś nie mogła się skupić. Wciąż ukradkiem zerkała na krzesła, na których siedziały – bardzo się jej spodobały. – Myślałam, że nie są na sprzedaż, ale okazało się, że można je kupić, i to w całkiem przystępnej cenie.

Kuchnia: fuksja i kolorowy Londyn


Gdy Małgosia ma trochę wolnego czasu, lubi szperać po internecie. Raz przypadkowo trafiła na Facebooku na młodego brazylijskiego plakacistę Fernanda Volken Togniego. – Kiedy zobaczyłam jego prace przedstawiające miasta – Barcelonę, Nowy York, Moskwę, Szanghaj – zakochałam się w nich na zabój. Napisałam do Fernanda i kupiłam jeden z plakatów. Dałam go do powiększenia i wydrukowania – powstała tapeta, która zdobi ścianę nad kuchennym blatem, nadając wnętrzu mocny charakter – opowiada Małgosia.

Łazienka: lawenda i pałacowy turkus


Barokowe kafelki, lustro w złotej ramie i kinkiety z kryształkami Małgosia wymyśliła już wcześniej do mieszkania mamy. U siebie dorzuciła do tego lawendę. Genialnie wygląda z turkusem na kafelkach.


Potem pojawił się pomysł z plakatem z Zoppot (tej przedwojennej, niemieckiej nazwy naszego najsłynniejszego morskiego kurortu do dziś używa starsze pokolenie). Podrzuciła go Małgosi przyjaciółka, rozmiłowana w historii fotografka, autorka zdjęć w salonie.

Sypialnia: wiśniowa czerwień


Tutaj ton nadaje oryginalne suzani przywiezione z Uzbekistanu przez znajomą. Ta orientalna tkanina zwykle wisi na ścianie, ale może też służyć za kapę czy narzutę na łóżko. Zdobią ją kwiaty (tulipany, irysy), liście winorośli, owoce granatu lub ryby i ptaki.
U Małgosi suzani towarzyszą dalekowschodnie dodatki: na przykład inkrustowane masą perłową koreańskie pudełeczko od brata, który jest nauczycielem zen. Czy turkusowe figurki z Hongkongu – też od niego. I zdjęcia szwagierki, prześlicznej Koreanki.


W sypialni są też fotografie ukochanych psów Małgosi, sznaucerów średniaków. – Pierwszy, którego zobaczyłam kiedyś na psiej wystawie, był dosłownie srebrny, błyszczał w słońcu – wspomina. – To wtedy zakochałam się w tej rasie. Dziewięć lat temu trafił do niej Ido o maści pieprz i sól.

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Michał Skorupski

 

reklama