Gdyby nie pewien mały kryzys, tego ogrodu by nie było. Gdyby nie podróże na Południe, nie byłby taki, jaki jest... Zobacz ogród jak z greckiej pocztówki.
 

Sad i staw: miłość do ogrodów


Znajomi pukali się w głowę, kiedy Marek z Małgosią pakowali walizki. W Niemczech mieli wszystko – niemieckie paszporty, świetną pracę, dorastające dzieci. A w Polsce? – Któregoś dnia zadzwonił tata z pytaniem, czy ma sprzedać gospodarstwo. Bo przecież my zapuściliśmy korzenie gdzie indziej. Zrobiło mi się żal – wspomina Marek.

Kiedy pomyślał, że sad – dorobek życia ojca i dziadka – miałby pójść w obce ręce, zdecydował, że wróci ratować rodzinne gospodarstwo w Rypinie. Ale szczęście mu nie sprzyjało. Był początek lat 90. i sadownictwo przestało się opłacać, bo Polacy zamiast kupować polskie jabłka, chcieli się nacieszyć bananami i pomarańczami. Tym razem dała o sobie znać zapisana w genach pasja. – Dziadek był moim idolem i nauczycielem. Zaszczepił we mnie miłość do ogrodów – tłumaczy Marek.

Razem z żoną postanowili, że zamiast sadu poprowadzą firmę projektującą ogrody. Wtedy to było coś zupełnie nowego. Wykarczowali drzewka owocowe i urządzili pierwszy ogród. Swój własny. – Najbardziej obawiał się tata, ale obiecaliśmy mu duży staw rybny. Jest zapalonym wędkarzem, więc dał się przekupić – śmieje się Marek. W komplecie ze stawem podarował ojcu także łódkę.

reklama


 

Ogród w śródziemnomorskim stylu


Ogród, który zaprojektował wspólnie z żoną, łączy różne europejskie style. Szczególnie bliskie są im klimaty śródziemnomorskie i te rzucają się w oczy najbardziej. Bielone ściany pawilonu z błękitnymi okiennicami w ostrym słońcu na tle nieba i zieleni wyglądają jak pocztówka z Cyklad. – Podróżując po Grecji, często zastanawialiśmy się, skąd to połączenie bieli i błękitów. Któregoś lata zapytaliśmy o to poznaną na Rodos Polkę, mieszkającą tam od lat. Wybałuszyła na mnie oczy, jakbym spytała, dlaczego trawa jest zielona – wspomina rozbawiona Małgosia. Wytłumaczenie okazało się proste: biel daje chłód, a niebieski odstrasza owady. Wypróbowali ten patent w swoim ogrodzie. – Błękit działa też na nasze komary – zapewnia.

 

Greckie pelargonie i polskie brzozy


Południowe klimaty na każdym kroku mieszają się tu z polskimi akcentami. W brzozowym zagajniku jesienią rosną koźlaki. Kamienne żarna, dawniej służące do mielenia zboża, zostały przerobione na donice dla jaskrawoczerwonych pelargonii, które przecież można też spotkać w Grecji. Z kolei rodzime jałowce nawiązują do włoskich cyprysów, które w polskim klimacie się raczej nie sprawdzają. – Niewiele się od nich różnią, a są namiastką naszej ulubionej Toskanii – wyjaśnia Marek.

Tekst: Magdalena Czyż
Zdjęcia: Mariusz Purta
Kontakt do projektanta: Marek Ryncarz, www.acer-ryncarz.pl

Zobacz również: Ogród przy zabytkowej willi w Gdańsku.