Dawno temu Piotr zobaczył w „Werandzie” zdjęcia niezwykłego ogrodu i pomyślał: mój też taki będzie. Od tamtego czasu minęło osiem lat. Teraz to jego ogród podziwiają inni.
 

Kiedy architekt rezygnuje...
 

Początki wcale nie były kolorowe. Najpierw okazało się, że z sadu, który kupili, po zbudowaniu domu nic prawie nie zostało, bo budynek zajął większość działki. Trzeba też było w jakiś sposób odgrodzić się od hałasów i okien sąsiadów. Potem... zjawił się architekt ogrodów. I nie poradził sobie z terenem. Zniesmaczony efektem Piotr wsiadł na koparkę i zrównał nieudany projekt z ziemią. Dopiero drugi specjalista wyprowadził ogród na prostą. Ale i tu nie obeszło się bez problemów – byli w środku sezonu, rośliny już dawno powinny rosnąć, a on z żoną Renatą zaczynał od początku.

Ale co tam roztrząsać pierwsze niepowodzenia, najważniejsze, jak ogród wygląda teraz. A wygląda owszem, owszem.
 

Wszystkie odcienie zieleni

 

Piotr skończył szkołę ogrodniczą i po latach pracy w zupełnie innej branży postanowił wrócić do korzeni (dziś doradza innym: co i gdzie posadzić, jak strzyc...). Wymyślił prawdziwy eden, gdzie nie ma miejsca na przypadek – postawił na najrozmaitsze odcienie zieleni, doprawił wszystko bielą, żółcieniami i czerwienią.

reklama



Chciał, aby ogród nie był taki oczywisty, stąd pomysł na wijące się granitowe ścieżki. Brzegi rzeczki wyłożył kamieniami (latem strzegą jej smukłe różowe anemony, pomarańczowożółte rudbekie i jeżówki, całe stada barwnych motyli i ważek) aż do spływającego ze sporego skalniaka wodospadu. Piotr i Renata odważnie usytuowali oczko wodne przy samym tarasie, nie bacząc na groźbę komarzych nalotów. Słusznie, bo ryby ze stawu sprawnie wyłapują potencjalnych krwiożerców. Nie mieli za to szczęścia do żab – co kupili jakieś stadko, przychodził deszcz i „porywał” nowe lokatorki. Dopiero ostatnia parka naprawdę się zadomowiła.

Przylatują też całe hordy ptaków. Rudziki, dzwońce, pliszki, sikorki bogatki i modraszki stołują się i zażywają kąpieli w strumyku.
 

Sposób na piękny ogród


Piotrowi chodziło o to, żeby stworzyć dzieło gotowe. Dlatego nie sadzi roślin jednorocznych, wokół których trzeba chodzić, zmieniać, przesadzać. A potem napawać się widokami, bo zieleń zmienia się z dnia na dzień.

Tekst: Michalina Kaczmarkiewicz
Fotografie: Mariusz Purta

 

 

Zobacz również: Ogród jak z greckiej pocztówki.