Lampa w rozmiarze XL
„Kosmiczna” lampa firmy MAX-FLIZ
Kolekcja Bellagio. SELVA
Za Wild West zapłacimy 1922 zł. FALKO
Z antyczną podstawą od ALMIDECOR
Szklane klosze i lekko spatynowane podstawy – tak wyglądają lampy firmy KRYSZTAŁ
Rohn ma mosiężną podstawę i zamszowy klosz (690 zł). ALMIDECOR
Kolekcja Wersal. FABRYKA WNĘTRZ
Światło skierowane do góry. STUDIO ITALIA
Lampę Damasco ozdobiono ręcznie szlifowanymi kryształkami. Do kompletu również wisząca. GALLERY VETRI D'ARTE
Idealna do czytania – dzięki ruchomej rączce ustawimy światło pod dowolnym kątem. CASA MIA
Kolekcja Alexandria. GALLERY VETRI D'ARTE
Kuta lampa firmy ŚWIATŁY
Lampa Missià – klosz zrobiony jest z dmuchanego szkła z Murano. ORION
Eva. Do wyboru kolor biały, złoty, pomarańczowy. ORION
To nie statyw do aparatu, ale lampa Triana. Do wyboru klosz czarny lub biały. Cena – od 4800 zł. ELEKTROMAG LIGHTING
Rone z oryginalną orientalną, metalową podstawą – 890 zł. ALMIDECOR
Ikar: klosz z plisety, podstawa metalowa. Cena – 893 zł netto. LIRA
Venezia z mieniącymi się kryształkami. CATTELAN ITALIA
Jak rzeźba. W dodatku z oryginalnego materiału – klosz lampy Alta Costura (kolekcja Metalarte) zrobiono z folii PCV. Cena – od 3600 zł. ELEKTROMAG LIGHTING
Czarny duet – lampy Pin up ze skórzanymi kloszami i szklanymi podstawami. GALLERY VETRI D'ARTE
Idealna ma co najmniej metr wysokości, nieskromną nogę i niezwyczajnie duży klosz. Wygląda, jakby z nocnego stolika albo biurka przeskoczyła na podłogę. Wśród lamp zapanowała moda na gigantomanię.
Kto i kiedy wymyślił pierwszą dużą stojącą lampę, trudno powiedzieć. Wiadomo natomiast, że wzięła ona swój początek od włoskich kandelabrów – ogromnych świeczników, bogato rzeźbionych i złoconych, które za podstawę miały często figury aniołów albo ciemnoskórych służących w liberii. Gdy na arenie dziejów pojawił się Thomas Edison, świece zastępowano żarówkami. Stąd pierwsze stojące lampy przypominały owe kandelabry. Najpierw ustawiano je w ogromnych gmachach publicznych – operach, biurach, na dworcach, potem trafiły do pałaców i rezydencji. Z czasem także zawitały w skromniejsze progi i zmieniały się równie często jak moda na wybiegach. Dziś wśród lamp najbardziej pożądane są te w rozmiarze XXL. Takie giganty mogą być główną ozdobą wnętrza. – Lampy przeskalowane, ogromne, jakby przeniesione z biurka na podłogę, wyglądają świetnie nawet w małych mieszkaniach. Potrafią je urządzić! – przekonuje architektka Dorota Kuć z Interium Studio, która chętnie z takich pomysłów korzysta w swoich projektach. Trzeba pamiętać tylko o jednym – oświetlenie, podobnie jak meble, nie wygląda dobrze w kompletach. – W salonie mam kopię lampy jakiegoś duńskiego dizajnera, mam też oryginalne artdecowskie cudo kupione okazyjnie za pięćdziesiąt złotych i supernowoczesną lampę-instalację za horrendalne pieniądze, wreszcie rzeźbioną hebanową lampę przywiezioną z Angoli – wylicza architektka Anna Lenczewska. – Choć każda jest kompletnie inna, doskonale do siebie pasują. Dają też tyle światła, że mogłam zrezygnować z żyrandola. Oprócz tych wszystkich zalet lampy mają jeszcze jedną – są praktyczne. Gdy wymarzy nam się małe przemeblowanie w domu i stół, który dotąd stał pod ścianą, przesuniemy na środek, co zrobimy z żyrandolem, który nad nim wisiał? Kuć sufit i przenosić oświetlenie? Niekoniecznie. Są lampy, chociażby Arco zaprojektowana przez Achille Castiglioniego dla firmy Flos, która ma prawie trzymetrowe ramię! Postawiona z boku, z powodzeniem oświetli każdy kąt w pokoju. Zauważyłam też pewną towarzyską prawidłowość – podczas różnych imprez przy dużych stojących lampach tworzą się nieformalne grupy, jakby ludzie ciągnęli do światła.
Tekst: Beata Woźniak Fotografie: archiwa firm
|
Komentarze
+ dodaj komentarzDodaj swój komentarz!
Dodaj komentarz