Robię rzeczy… proste, geometryczne, bez udziwnień. Czasem słyszę, że moja biżuteria jest techniczna, że wszystko jest równe, poukładane. To prawda. Jeśli coś jest krzywe, się rusza – to w sposób zamierzony. Może dlatego tak dobrze sprzedaję się w Niemczech.

Lubię zaskakiwać… wykorzystuję różne materiały. Kiedyś były to tworzywa sztuczne, pleksa, płynne akryle. Łączyłem je ze srebrem i innymi metalami. Teraz jest stal i nadal srebro.

Inspiruje mnie… architektura. Przęsła mostów, maszyny, urządzenia, różne tryby, zapadki. Widziałem ostatnio bardzo fajne śruby mocujące drzwiczki w pewnej gablocie. Zrobiłem ich zdjęcie i już coś mi się z tego w głowie wykluwa.

Mam swój styl… i zawsze się go trzymam. Nawet kiedy zacząłem projektować dla Amerykanów, którzy lubią dużo i na błyszcząco, połączyłem prostą formę z kolorowymi i świecącymi kamieniami.

Zacząłem… przez przypadek. Byłem w liceum i chciałem zarobić na wakacje, a Marcin Zaremski, znany projektant biżuterii, szukał pomocników do pracowni. Pociągało mnie raczej malarstwo, ale nim się zorientowałem, połknąłem bakcyla. Wyrzuciłem meble z pokoju i urządziłem pracownię z prawdziwego zdarzenia.

Czasem nie rozumiem kobiet… choć to dla nich od ćwierć wieku robię biżuterię. Kiedyś na konkurs wymyśliłem naszyjniki i bransolety ze sprężyny. Bardziej dla zabawy, spodobała mi się ta forma. A potem latami sprzedawałem je we Włoszech, w Hiszpanii, w Niemczech. Trochę się dziwiłem, bo te sprężyny są wielkie, ciężkie, wplątują się we włosy. Kiedyś pewna Niemka powiedziała mi, że są jak „depilator”, a mimo to kupiła taki naszyjnik.

Wysłuchała: Agata Teleżyńska
Zdjęcia: Piotr Małysz
Kontakt do projektanta: piotrekmalyszdesign@gmail.com

reklama