Jajo - symbolika

 

Jaja zdobi pół świata.

 

Zajęciu oddają się nie tylko znudzone gospodynie, ale i wielcy artyści, performersi, a nawet całe narody.

 

Pisanka jako amulet

 

Wyobraźmy sobie, jak niezwykłe musiały być narodziny pisklęcia pięć tysięcy lat temu. O embriologii nikt nie miał pojęcia, więc za zjawisko odpowiadała magia. Wielu naszych przodków w jaju właśnie widziało początek wszechrzeczy. Nieraz zresztą jedno nie wystarczało. Fiński epos „Kalewala” mówi, że świat powstał z sześciu jaj, i to złotych. Ale to nie wszystko – z jaj rodziły się mityczne postaci. Jak chociażby piękna Helena, córka Zeusa. Nie należy się więc dziwić, że jajka zdobiono. Udekorowanie skorupki potęgowało ich moc, a pisanka stała się potężnym amuletem – przeciw złym mocom, nieprzyjaznym duchom, chorobom i urokom. Dawała też nadzieję na życie wieczne. Im ładniej była ozdobiona, tym lepiej.
 

Jaja i historia: przodek w kropki


W starożytnym Egipcie na jajkach najczęściej pojawiały się skarabeusze i sylwetki ludzi. Chińczycy próbowali zmieścić kwiaty wiśni, ptaki czy nieznaną jeszcze w Europie chryzantemę – symbol Słońca i cesarza. W islamskim Sudanie na skorupkach zapisywano fragmenty z Koranu. Aborygeni z kolei, stawiając na skorupce kolorowe kropki, wyczarowywali jaszczurki, ptaki czy węże. Z upodobaniem oddawali się też rzeźbieniu, tym bardziej że mieli dostęp do dużych i solidnych jaj strusich. Niektóre klany wierzyły, że wywodzą się od emu, więc jaja były dla nich największą świętością i nigdy ich nie jedli.


Farb dostarczała przyroda. Czerwony kolor otrzymywano z olchowego czy dębowego wywaru, pomarańczowy zapewniała marchew, brązowy – łupiny orzecha, błękitny – owoce tarniny, zielony – pokrzywa. Tak było w Europie, ale w podobny sposób ludzie radzili sobie na innych kontynentach – uważnie rozglądali się, co rośnie koło domu.

Od kilkuset lat najpopularniejszą techniką zdobienia jest batik i nie ma ona nic wspólnego z malowaną tkaniną. Polega na nanoszeniu wzoru roztopionym woskiem, który nie przyjmuje farby. Potem jaja lądują w barwniku, a w miejscach, gdzie był wosk, nie ma koloru. Popularne są też jaja farbowane, a potem skrobane ostrym narzędziem. Wreszcie można je oklejać przeróżnymi materiałami: od ładnie przyciętych słomek i kolorowych włóczek po kamyki, bursztyn, a nawet kryształy Swarovskiego.
 

Pisanki kontra Kościół


Prasłowianie widzieli w jajku symbol odrodzenia przyrody. Kiedy przychodziła wiosna, jedli je na potęgę, wierząc, że nabiorą sił po zimie. Jajka dostawało bydło, a dla zapewnienia plonów rozrzucano je na polach.


Pogańskie zwyczaje nie przypadły do gustu duchownym chrześcijańskim i przez dwieście lat Kościół toczył z jajem wojnę. W końcu musiał je zaakceptować, ale żeby wybrnąć z patowej sytuacji, przekonał wiernych, że jest symbolem zmartwychwstania. Pozostał jeszcze problem z kolorem – pogańskie pisanki najczęściej były czerwone. Kościół sięgnął do przypowieści o Marii Magdalenie, która jako pierwsza zobaczyła Chrystusa zmartwychwstałego. Kiedy pobiegła do domu, zauważyła, że wszystkie jaja w jej gospodarstwie zabarwiły się na czerwono. Podzieliła się nimi z apostołami, którym przyniosła dobrą nowinę. Odtąd czerwone jajo stało się symbolem zwycięstwa i radości.


Do dziś w prawosławiu kolor ten dominuje na pisance, a Rumuni mają nawet przysłowie, że kiedy zabraknie czerwonego jajka, nastąpi koniec świata.
 

Jajo, wódka i cmentarz


U nas pisanki zdobią stoły, a w wielu kulturach… groby. Znaleziono je, co nie dziwi, w egipskich sarkofagach – symbolizowały przecież odradzające się życie. Z kolei nasi wschodni sąsiedzi z Ukrainy w Niedzielę Wielkanocną wybierają się na groby bliskich i składają tam pisanki. Dzielą się w ten sposób radością zmartwychwstania z tymi, którzy odeszli. Białorusini też idą z pisankami na cmentarz (we wtorek po drugiej niedzieli wielkanocnej) – modlą się, a potem, wbrew zakazom Cerkwi, piją wódkę i jedzą.


Wiadomo, chrześcijan i muzułmanów w dzisiejszym świecie więcej dzieli. Ale może połączyć ich… jajo. Tak jest w Egipcie podczas święta Sham el-Nessim. Shamo oznacza przedłużenie życia, nessim – wiatr. I choć wywodzi się ono z tradycji chrześcijańskiej (koptyjskiej), w pierwszy dzień wiosny wszyscy kairczycy wylegają na ulice. Spacerują, pływają łódkami po Nilu, rozsiadają się całymi rodzinami na skwerach i jedzą farbowane jaja. Malują wszyscy, niezależnie od wyznania i pozycji.
 

Sułtan w miniaturze


Jajami zajmują się też artyści. Można się o tym przekonać do końca maja w Castellani Art Museum w Buffalo. Zobaczymy tam wystawę Haydara Hatemi, Irańczyka, który mieszka w Stambule. Fascynuje go otomański zapomniany świat… w miniaturze. A do twórczych działań wybrał... strusie jajo. Artysta kontynuuje tradycję, i to nie byle jaką. Pierwsze pisanki, sprzed czterech tysięcy lat, odkryto na terenie dzisiejszego Iranu. Ich zdobieniem zajmowali się artyści wykształceni, tak jak Haydar Hatemi, w najlepszych szkołach miniatury.


A teraz spójrzmy w niebo – tam też zobaczymy jaja. Na przykład mgławicę Jajko w gwiazdozbiorze Łabędzia. Albo mgławicę Zepsute Jajo, nazwaną tak przez dowcipnych astronomów ze względu na dużą zawartość siarki. A gdzieś daleko w zaświatach „rozlewa się” galaktyka Jajko Sadzone, która do złudzenia przypomina to na patelni. Każda z nich pomalowana przez naturę milionem gwiazd.
 

Artystka Dorota Pacanowska o rzeźbieniu jajek


Zrobienie ażurowego cacka zajmuje jej średnio dziesięć godzin. Zaczyna od narysowania szkicu na kartce papieru, potem przenosi go na skorupkę. Inspiracją może być secesyjny witraż, gotycka rozeta, a nawet żeliwne wieko od studzienki. Pani Dorota twierdzi, że patrzy na świat poprzez detale, które idealnie wyglądałyby na jajkach. Gdy skorupka pokryta jest cieniutkimi konturami kwiatów, liści czy ornamentów, w ruch idzie wiertarka. Precyzyjne wiertło jubilerskie wycina wzory i dziurki. Potem skorupkę trzeba jeszcze wykończyć: oszlifować, powycinać błony i oczyścić. – To niezła lekcja cierpliwości. Nawet jeśli obchodzę się z jajkiem jak z… jajkiem, i tak może pęknąć – opowiada. – Kiedy biorę je do ręki, jest takie lekkie, ale jednocześnie wiem, ile w tej kruchości jest siły. Wycinaniem wzorów pani Dorota zajmuje się od sześciu lat, wcześniej eksperymentowała z jajami haftowanymi. Przez malutkie dziurki przewlekała kolorowe nitki. Jednak to ażurowe jaja najbardziej zachwycają, głównie finezją. Do tej pory zrobiła ich około czterystu. Trafiły nawet do Brazylii, Boliwii, USA, Szwecji, Francji.

Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: Sylwiaserwin.pl, Halina Kaczmarczyk, So jeo leblond/The Fine Art of Batik Eggs/www.sojeo.com, Bianca Petrescu, Wojciech Bogucki/Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, Castellani Art Museum of Niagara University, www.tojajo.pl/Tomasz Pacanowski, Sofica Iftode, www.frywolitka.pl/Zdzisław Bziukiewicz, Picture Press/East News, Stockfood/free, Corbis, East News, Topfoto/Forum, Getty Images/Fpm, Alamy/BE&W, Free, Bulls
 

 

 

Nr 4 (112/2012)  

reklama