Wszystko zaczęło się od śliwki. Owalnej w kształcie, o żółtej skórce i zwartym, mączastym miąższu. Idealnej do wyrobu dżemów, konfitur, tart i ciast. Dziko rosnącą sadzonkę dostrzeżono w lesie w pobliżu angielskiego miasta Pershore niedaleko Birmingham.


Był 1871 rok i wkrótce śliwka odmiany ‘Pershore’ stała się jedną z najpopularniejszych upraw hrabstwa Worcestershire. Miejscowe tradycje ogrodnicze sięgały średniowiecza, a uprawa roślin rozwinęła się szczególnie w czasach restauracji Stuartów. Wtedy w hrabstwie osiąść miał pewien genueńczyk, słynący z miłości do pięknych ogrodów. 

Nowym rodzajem śliwki można było szczepić inne odmiany i na dodatek drzewka nie zapadały na srebrzystość liści ani brunatną zgniliznę. Obok śliwkowych sadów w dolinie Evesham szybko powstały zakłady przetwarzające owoce. Biznes był dobry dla wszystkich. Do tego stopnia, że w 1880 roku nieznany z nazwiska sadownik postanowił upamiętnić rozpoczęcie uprawy śliwki.

W miejscowej fabryce porcelany – Worcester Royal Porcelain Company – zamówił duży, dekoracyjny talerz z malunkiem tych właśnie owoców. Zlecenie wykonał malarz Octar H. Copson. I chociaż tego samego roku odszedł z pracy, dziś uważany jest za prekursora stylu malowanych owoców manufaktury Royal Worcester. 

Porcelana tej marki cieszyła się w owych czasach dużą popularnością. Jej historia zaczęła się w 1750 roku. Wtedy to lekarz John Wall i aptekarz William Davis przeprowadzili szereg eksperymentów, których rezultatem było opracowanie receptury na porcelanę.

reklama



Wynalazcom udało się namówić trzynastu miejscowych biznesmenów na stworzenie spółki. W akcie założycielskim czytamy, że przepis na porcelanę jest ściśle tajny. Wyjawienie go obcym skutkuje niebotyczną karą czterech tysięcy funtów. Trudno dziś dociec, jak dobra była to receptura, bo ledwie rok później spółka nazwana Worcester Tonquin Manufacture wykupiła konkurencyjną fabrykę. 

Ta produkowała już od dłuższego czasu i dostarczyła cenne techniczne know-how. W każdym razie manufaktura z Worcester zaczęła wzbogacać porcelanową masę dodatkiem steatytu. Dzięki temu naczynia nie pękały pod wpływem gorącej wody. A były to czasy, kiedy Anglię ogarniała herbaciana gorączka i każdy chciał przyrządzać wrzący napar. Fabrykanci zarobili więc krocie, ale zarobek był krótkotrwały – manufaktury ze Staffordshire wkrótce zalały rynek o wiele tańszymi wyrobami. Jakość naczyń z Worcester doceniono jednak na królewskim dworze i Jerzy III nadał fabryce miano królewskiego dostawcy. 

W drugiej połowie XIX wieku Royal Worcester rozwijała się tak szybko, że zwiększyła zatrudnienie z siedemdziesięciu do siedmiuset pracowników. Produkowała przede wszystkim figurki oraz zdobne wazy. Regularnie pojawiały się nowe wzory. Malowane owoce stały się jednym z nich.

Tworzenie tych dekoracji wymagało znakomitych umiejętności i zadanie to powierzano najlepszym malarzom w fabryce. Dlatego do pracy przyjmowano czeladników w wieku 14 lat. Uczono ich anatomii i botaniki, pokazywano klasyczne malarstwo. Po długiej nauce mogli specjalizować się w konkretnych wzorach, na przykład owocowych.

Aby uzyskać trójwymiarowy efekt, nakładali kolejne warstwy przezroczystej farby, za każdym razem wypalając naczynie. Na końcu przychodził czas na złocenie i polerowanie. Owocowy obraz był nasycony w kolorze i ciepły, z charakterystycznym tłem przypominającym mech. 

Złota era owocowych wzorów przypada na pierwsze dwadzieścia lat ubiegłego wieku. W Worcester pracowało wówczas wielu znakomitych malarzy. Z czasem gusta się zmieniły, ale naczynia zdobione śliwkami czy jabłkami produkuje się do dziś i w ten sam sposób. Tylko śliwka ‘Pershore’, od której wszystko się zaczęło, straciła na znaczeniu. Najpierw pozamykano przetwórnie, potem zdziczały sady. Okazało się bowiem, że odmiana ma wadę – trzeba natychmiast zbierać dojrzałe owoce, bo szybko gniją. 

Staszek Gieżyński 
zdjęcia: Australian Decorative & Fine Arts Sales, Royalworcester.co.uk, Rubylane.com, Tennants.co.uk, The-Saleroom.com, Museum of Royal Worcester, Photopower/Bridgeman