Rozmowa z Malwiną de Brade, Ilustratorką, fotografką, malarką. Uczy w Wyższej Szkole Artystycznej. Kiedyś jeździła konno, dziś zdarza się, że konie maluje. Gdyby miała większy dom i więcej czasu na spacery, kupiłaby charta polskiego. Takiego, jak na jej obrazach.
 

Bajkowo u pani na obrazach

Ta bajka zawsze ze mną była, dyplom na ASP robiłam u Janusza Stannego na ilustracji. Wybrałam „Konika Garbuska”. W ogóle to uwielbiam malarstwo średniowieczne. Tam skupiano się na opowiadaniu historii, mniej na oszukiwaniu przestrzeni. I różne rzeczy się działy w tle, obok głównej opowieści. Ja też ukrywam na obrazach takie małe niespodzianki, choćby zająca na drzewie. Mam duszę ilustratora, lubię opowiadać.

reklama


 

A skąd te historie?

Najpierw „pakuję” w siebie obrazki, oglądając różne rzeczy. Zdarza się jakiś fragment teledysku, rzucone słowo i myślę, że to byłaby fajna historia, gdyby ją po mojemu przerobić. Czasami tuż przed zaśnięciem pojawia mi się jakiś obrazek, innym razem mam kilka rozgrzebanych na sztalugach i potem jeden wynika z drugiego. Lubię oglądać marginalia w starych księgach.
 

Sposób malowania też ma pani jak z dawnych czasów

Chodzi raczej o pewną kolorystykę, detale, zestawienie faktur. Tak jak średniowieczni malarze ja też rysuję pojedyncze roślinki. Żartuję sobie na przykład, że sadzę trawę albo wieszam liście. Dwa czy trzy dni mi to zajmuje. Dla mnie to jest jak medytacja. Stawiam te kropeczki, patrzę na zegarek: kurczę, już sześć godzin minęło.
 

Ilustruje pani książki?

Robię dla siebie samej ilustracje na płótnie! Moja praca jest czasochłonna, wydawnictwa na ogół chcą wszystko na wczoraj. Więc niezbyt nam po drodze. Ale zgłaszają się ludzie, którzy chcą użyć moich rysunków do zilustrowania swoich tekstów. Rok temu zrobiłam z mężem animację do piosenki z tekstem Juliusza Erazma Bolka.

 

Widzę, że lubi pani konie…

Plączą się u mnie od zawsze, to taki mój motyw. Jako dziewczynka zainteresowałam się sztuką, bo chciałam rysować konie. Podobają mi się charty, sporo ich jest na średniowiecznych obrazach.
 

To może namalowałaby pani też jednorożca?

Nigdy w życiu! To już za dużo (śmiech). Zdarzają się osoby, które proszą o takiego konika z rogiem na czole, ale to już kicz.

 

Tekst: Staszek Gieżyński
Zdjęcia: archiwum artystki